No i część druga :) A nie mówiłam? (Wybaczcie pomyłki, mam skłonności anglojęzyczne ^^")
Feliks wpadł jak burza do swojego "domu", czyli niewielkiej części pałacu Króla którą zajmował on i służba wyznaczona aby w teorii się nim opiekować ale tak naprawdę trzymać go mocno w ryzach konwencji.
Ze święcącymi oczyma i rozpalonymi policzkami wpadłby prosto na swoją Opiekunkę (a także nauczycielkę oraz niańkę) gdyby w ostatniej sekundzie nie wyhamował. Ta się zatrzymała na sekundę, wyraźnie zaskoczona. Pierwszy raz od dawna go widziała w takim stanie: w takim jakim powinno przebywać dziecko, a nie w jego zwykłym lekko przygaszonym stanie ducha- ale szybko odzyskała równowagę. Była ona bowiem surową kobietą o miękkim sercu którego często nie umiała okazywać.
-Psze pani!- prawie wykrzyczał zadowolony z siebie Felek.
-Psze pani, nigdy pani nie zgadnie kogo dzisiaj poznałem!
-Oj, Felciu, jesteś cały umorusany w trawie- załamała ręce- Ale szybko, mów.
-Z Litwą!
Uśmiechnął się przy tym dziarsko, po czym kontynuował:
-Ale tak naprawdę nazywa się Toris ale mówię na niego Licia i jest naprawdę miły ale jest samotny i też nie lubi Gilberta bo jest wstrętnym draniem i w ogóle to się dobrze bije na miecze i fajnym byłby kumplem tylko że przyszedł po niego strażnik straszny i nakrzyczał na nas bo podobno ma zabronioną rozmowę ze mną tylko że go obroniłem i powiedziałem że przegonił kuzyna Iwana ale tak naprawdę było odwrotnie i to ja go przegoniłem no ale mi nie uwierzył i…
Wypalił tą całą niezbyt składną wypowiedź na jednym oddechu, bez przecinków ani kropek aż w końcu musiał nabrać powietrza. Przypomniał sobie w tym momencie o stanie ładnej białej koszuli którą był zmuszony mieć na sobie i zamilkł, czekając na reprymendę.
Ale Opiekunka zdawała się nawet nie pamiętać o temacie ubrań, bo tylko się uśmiechnęła pod nosem i powtórzyła:
-Z Litwą, tak?
Co najbardziej zaskoczyło Felka było to, że nie dostało mu się ani za przekroczenie "Godziny" ani za opłakany stan ubrania. Ba, przy kolacji dostał nawet podwójną porcję deseru, a był akurat jego ulubiony mus z owoców. Nie mógł się nadziwić kiedy wszyscy chodzili koło niego tak trochę dziwnie uśmiechnięci i wcale go nie karcili tak jak zwykle, nawet kiedy przez przypadek upuścił szklankę kompotu z malin.
Tym bardziej mu było szkoda w tym wszystkim Torisa, który przecież pewnie miał karę teraz w domu, chociaż to było straszliwie niesprawiedliwe. Przecież jedyne, co zawinił to dał się zastraszyć Iwanowi, co przecież nie było takie trudne do zrozumienia, i wdał się z rozmowę z nim, Feliksem, co było jeszcze bardziej podłe. Przecież powinni mieć możliwość zawarcia przyjaźni jeśli tylko chcieli. I im dłużej o tym myślał, tym bardziej był zdecydowany na spotkanie się jutro z Litwą (co i tak by chciał zrobić) i powiedzenie litewskiemu Księciowi że jeśli mu to się nie podoba to jego stolicą zostanie Kraków i koniec, kropka.
Ledwo mógł się doczekać rana. Całą noc myślał o tym, jak zawadiacko pomaszeruje do strażnika, tego co to wcześniej dręczył jego i Licię, i rozkaże mu żeby go zabrał do władcy, który oczywiście szybciutko się zgodzi po tym jak mały pogrozi mu drewnianym mieczem i zakrzyknie jakiś śmiały bojowy okrzyk. I w tym momencie chyba zapadł w sen bo Książę się zamienił w przerażającego dwugłowego smoka i Felek był dzielnym rycerzem, a specyficznie Sirem Feliksem z Pod-Krakowa który walczył o honor i chwałę swojej ojczyzny.
Następnego dnia jak na szpilkach wrzucił na siebie ubranie i nawet zapomniał marudzić na owsiankę jak to miał w zwyczaju. Jak tylko mógł to się wyrwał z domu i poleciał pod kościółek żeby wypatrywać przyjaciela. Tego dnia nie wspiął się na drzewo i cierpliwie ignorował docinki Prusaka na temat "wczorajszej rodzinnej kłótni" i tego jaki to z niego ekspert-alpinista (a jednak widział, oślizła jaszczurka jedna!). Ale mijały godziny, a po Licii jakby słuch zaginął. Zdecydował się jeszcze chwilę poczekać, a potem jeszcze chwilę…
…Aż niestety zaczęło zachodzić słońce. Z nosem spuszczonym na kwintę, mały Polak powłócząc nogami skierował się we własne- własne jak własne, ale jednak- progi.
Z jego miny, w której uważnie i głęboko ukrył łzy rozczarowania, Opiekunka mądrze wydedukowała iż o relacje z nowym przyjacielem nie powinna nawet pytać. W odpowiedzi na pytania tylko wzruszył ramionami i pociągnął nosem. Nie uśmiechnął się nawet na widok leguminy po obiedzie, tylko cicho podziękował i jak najprędzej schował się pod pierzyną. Ale nawet tam, w całkowitej samotności nie zapłakał- w jego widzeniu to było śmieszne i niepoważne, szczególnie że Toris nie miał właściwie żadnych szans na dotarcie bo na sto procent miał szlaban.
W końcu ten straszny dzień się skończył. Weszło słońce i następnego dnia jak zwykle ubrał się, zjadł śniadanie i wyszedł, wgramolił się na drzewo i tam siedział resztę dnia. Nie pozwolił sobie nawet na iskierkę nadziei że zobaczy dzisiaj przyjaciela- całkiem słusznie, jak się okazało. Tak jak się spodziewał, nie zobaczył nikogo oprócz znajomej mu już Europy Centralnej i Zachodniej. Zachodniej, ponieważ pojawili się Hiszpania i Francja, co było nietypowe. Ale Felek patrzył na to z pewną dawką obojętności. Tak długo jak nikt nie zamierzał wchodzić na jego drzewo, trudno mu było wymusić na sobie zainteresowanie.
I tak to się stało, że nasz Feluś znowu na wiele lat został samotnikiem. Litwa jakby wsiąkł pod ziemię a inni tylko by się z niego śmiali.
Ogromną tragedią w życiu Felka był dzień, w którym jego drzewo zostało ogłoszone "spróchniałym i niebezpiecznym". Od tamtego dnia po prostu się pojawiał na dziedzińcu, zaszywał gdzieś w cieniu i albo rysował albo strugał coś z drewna. Nie był to szczególnie interesujący tryb życia, ale był lepszym (w jego opinii) niż wyjście TAM i rozmawianie z innymi.
W tym czasie dorastał bardzo szybko; w przeciągu niecałych dwustu lat przybyło mu jakieś pięć lat aż znienacka stał się Feliksem-nastolatkiem. Nadal ekscentrycznym nonconformistą bez przyjaciół, niestety, ale coraz mniej mu to przeszkadzało bo kolejni Królowie coraz bardziej się z nim liczyli; dawali mu więcej praw ale też i obowiązków. Łacinę musiał znać na wylot, musiał się nauczyć podstawowej arytmetyki i później teorii Kopernika (bądź co bądź, Polska powinien znać teorie słynnego Polaka!) i przede wszystkim musiał być "na bieżąco" z polityką całego świata. Czyli musiał wiedzieć kto to byli Mongołowie i Chińczycy i czym się od siebie różnili w sztukach walki; musiał wiedzieć że portugalski Książę Henryk Nawigator założył szkołę i że właśnie ją ukończył obiecujący uczeń Krzysztof Kolumb; musiał też- co było najbardziej żmudną częścią jego dnia- wiedzieć mniej więcej co się działo w ówczesnych Włoszech, które były rozbite na tysiące mikropaństewek które nawet nie miały reprezentantów.
Niestety- czy raczej "stety", w zależności od punktu widzenia- musiał znać na pamięć cały polski system prawny, czyli długą listę praw i prawek które z życiem codziennym miały niewiele wspólnego.
Jedną z lepszych rzeczy które z tego wynikły to był fakt że nie dawało mu to zbyt wiele czasu na rozmyślanie na temat własnego życia. Było to na swój sposób przyjemne kiedy Królowa Jadwiga pozwoliła mu rządzić u jej boku w zamian za pomoc w jej uzyskaniu statusu "Króla". Pozwolił się zakopać w sprawach państwa i poddanych i myślał o niewiele innym. Aż pewnego dnia Jadwiga oświadczyła iż chce wyjść za mąż.
Towarzyszył jej zawsze poważny Doradca Królowej- oczywiście nie ten sam co kiedyś mówił Feliksowi o Litwie- i nikt nie chciał powiedzieć dokładnie za kogo chciała się wydać Królowa.
Świat Felka rozpadł się na kawałki na kilku rożnych poziomach.
Jeden, Jadwiga była jedyną osobą, która potrafiła posłużyć Felkowi jako starsza siostra lub nawet zastępca mamy od kiedy Kasia musiała się zająć poważniejszymi problemami pod postacią najeźdźców z wszystkich czterech stron świata. Jeśli wyjdzie za mąż, to czy nadal będzie miała czas dla niego? Czy zostanie on zepchnięty w niepamięć, jak za dziecięcych lat?
Dwa, czy to by znaczyło że sam Feliks musiałby się ożenić? A co jeśli to państwo okazało się być na przykład chłopcem?
I co najważniejsze, trzy, odezwała się antropofobia Feliksa, która podpowiadała mu że ta osoba- i Władca, za którego chce wyjść Jadwiga, i państwo, z którym będzie musiał mieszkać pod jednym dachem- wcale a wcale nie będzie go lubiła i to będzie dokładnie tak jak mieć drugiego Iwana w rodzinie. Jednym słowem, nasz Feliks wpadł w panikę.
-Że CO?! Nie!- krzyknął, wymachując rekami dla emfazy.
-Nie możecie tego zrobić, po prostu nie możecie! Musicie odwołać to małżeństwo! Nie słyszeliście nigdy żeby nie kupować kota w worku?!
Jadwiga posmętniała; najwyraźniej jej własne myśli biegły podobnymi torami.
-Ma on trochę racji. Nawet nigdy się z nim nie spotkałam. A jeśli on mnie znienawidzi?
-Błagam, weź się w garść!- Doradca zwrócił się z prośbą do prawie histerycznego nastolatka.
-Weź się w garść? Jak mogę się wziąć w garść kiedy wiesz że nie mogę rozmawiać z obcymi, po prostu nie mogę, ja nie dam rady…
Załkał, aż trzęsąc się cały z panicznego strachu i ukrył twarz w spódnicy Jadwigi. Królowa się zlitowała nad chłopakiem i przytuliła go, ale Doradca nie wytrzymał i krzyknął:
-Przestań się wygłupiać! Przedstawicielstwo będzie tu lada chwila!
Nagle pojawił się młody strażnik. Feliks go nie poznawał, ale momentalnie się zdecydował że go nie lubi kiedy tamten zasalutował i oznajmił:
-A ta chwila własnie nadeszła. Przedstawicielstwo litewskie właśnie zajechało.
Felek aż zamarł z wrażenia. Przez chwilę to co usłyszał nie chciało mu nawet wsiąknąć przez uszy do mózgu. Że litewskie…?
Doradca popatrzył na niego groźnie.
-Przynajmniej spróbuj przyjąć ich godnie, dobrze?
Młody Polak po prostu popatrzył na niego przez chwilę, nadal nie do końca pewien czy się czasem nie przesłyszał. Nadal się trząsł na całym ciele ale zacisnął pięści i poleciał usiąść na desygnowanym mu tronie u prawicy królowej. Doradca najwyraźniej źle zrozumiał intencje Felka bo krzyknął za nim:
-Ale nie uciekaj!
W tym momencie drzwi się otworzyły i wkroczyła reprezentacja litewska. Serce Feliksa aż podskoczyło (ale oczywiście nie dał tego po sobie poznać) kiedy zobaczył Torisa, kroczącego przodem pomiędzy księciem a kolejnym strażnikiem. Był wyraźnie przerażony i nie śmiał oderwać oczu od wykładanej podłogi. Najwyraźniej obawiał się tej rozmowy jeszcze bardziej niż Feliks.
Uśmiechnął się i zaczął, bezbłędną Litewszczyzną:
-Taak, słyszałem o tobie. Dziękuję że przybyłeś z tak daleka w moje progi.
Wydawało mu się że tamten się zatrzymał z zaskoczeniem na ułamek sekundy, więc kontynuował:
-Mnie zwą Polska, czyli po twojemu Lenkija. Wiesz, Dowódca Europy Wschodniej i tak dalej.
Toris po raz pierwszy od wejścia podniósł niepewnie wzrok, i ich spojrzenia się spotkały. Kiedy poznał Feliksa, prawie wyskoczył ze skóry kiedy tamten kiwnął głową porozumiewawczo.
"Tak, to ja," chciał przekazać. "Pamiętam cię, tylko się nie wygadaj bo wiem że będziesz mieć kłopoty."
-Możesz mi mówić… no, wiesz… pan, wie pan…
Tak jak ostatnio, Litwin wydawał się mieć problemy z wysłowieniem, lecz przełknął ślinę i jakby zaczął recytować:
-Mnie zwą Lietuva, czyli w twoim języku Litwa. Przybyliśmy tu aby zaproponować małżeństwo pomiędzy Wielkim Księciem Litewskim, Bratysławem Pierwszym, a waszą Suwerenną Królową Jadwigą Andygaweńską.
Feliks mrugnął okiem przyjacielowi, już całkowicie "wyluzowany".
-To da się załatwić. Prawda, Pani?
Dobra, jeszcze raz poproszę: każda opinia się liczy!
A tak z innej beczki: poszukuję tłumacza :)
