Słuchajcie, po pierwsze, naprawdę wszystkim dziękuję za wszystkie komentarze {3 Nie spodziewałam się wcale takiej pozytywnej reakcji i cieszę się jak małe dziecko ;)

Ale co najważniejsze: Boże, jaka gafa ^^" W poprzednim rozdziale zasugerowałam się narratorką z Hetalii i przesłyszałam się co do imienia Litewskiego króla. Na moją obronę, z reguły to piszę ten fic o bladym świcie, bo tylko wtedy mam czas (wiem, jest to chore, i tak, są wakacje, ale ja naprawdę praktycznie nie mam czasu dla siebie), a publikuję późną nocą, ale mimo wszystko jest to zakłamaniem faktów i mam nadzieje że dacie mi drugą szanse żebym się mogła zrehabilitować

Oczywiście że Jadwiga Andegaweńska wyszła za Władysława Jagiełło, a nie żadnego tam Bratysława. Nadal nie rozumiem co mi wtedy się działo w głowie że w takim stopniu się pomyliłam.

A teraz komentarze! Nie mogę odpowiedzieć na nie osobiście przez IMa, bo to by było niesprawiedliwe wobec przeważających najwyraźniej wśród polskich fanów gości. Ale cieszę się z każdego z osobna!

karcia:
Dziękuję za zainteresowanie i też za pierwszy komentarz! Tłumacza poszukuję przede wszystkim angielsko-polskiego, ale i w drugą stronę by się przydał bo chociaż umiem "Inglisz," beznadziejny ze mnie tłumacz ^^"

Ekouta:
Naprawdę by fajnie było gdybyś zechciała mi pomóc; jak już mówiłam, władam oboma językami (polskim na miernie z minusem, jak zresztą widać, ale jednak) ale tłumaczyć za nic mi się nie udaje. A uwierz, próbowałam...
Miło mi, że podoba Ci się atmosfera; w całym fic'u właśnie najbardziej starałam się imitować atmosferę jaką się często napotyka w lepszych fic'ach polskojęzycznych więc ciesze się że mi się to udało.

Toruviel:
Przyznam że nie słyszałam idiomu o serze ale za miłe słowa dziękuje :) I mam przede wszystkim nadzieje że i ten rozdział się Wam wszystkim spodoba!


-I nie powiedzieli ci, że własnie z Polską zawieracie unię?
Feliks nie umiał ukryć niedowierzania. Zwinnie uniknął faktu iż on też nie został poinformowany o tożsamości swojego towarzysza.

-Nie… Mój pan mi wiele nie mówi. Powiedział że chce się ożenić i że to dlatego że jestem taki słaby. Ale ja się staram, naprawdę- Toris przybrał postawę obronną ale zarazem smutną.
-To chyba trochę moja wina, że…

Przyszedł wreszcie taki moment że Feliks nie wytrzymał.
-Przestań już! Przecież dobrze się skończyło, przestań marudzić że to twoja wina jak nic się nie stało! Nic takiego nie zrobiłeś, a dobrze jest, prawda?

Toris przez dłuższy czas zdawał się nie umieć odpowiedzieć. W końcu zaczął:
-Byłem przekonany że to będą Węgry.

-Węgry?- powtórzył Polak z niedowierzaniem.
-Ale że… Bietka?

-No. Ona mnie chyba nienawidzi.

Feliks się szczerze zaśmiał.
-Nie ciebie jednego. Przez dłuższy czas Ludwik Węgierski- mój poprzedni Król- próbował ją ze mną… no… zeswatać. Nieszczególnie mu się to udało. Nie zastanawiało to cię nigdy że ona nosi patelnię zamiast broni?

-Ta patelnia to przecież jest śmiercionośna broń- Cień uśmiechu zdawał się mignąć w kąciku ust chłopaka, który do tego momentu był cały czas poważny, by nie powiedzieć czymś zakłopotany.

Feliks ponownie się zaśmiał.
-Co prawda, to i fakt. Ale odebrali jej łuk po tym jak mnie prawie przeszyła strzałą, a miecz tak na wszelki wypadek. Jakimś cudem przeżyliśmy to stulecie. Jeśli jeszcze raz mi jakikolwiek król, nawet jeśli to będzie Jadwiga, podszepnie słowo "randka" to przyrzekam…

-Twój Król chciał żeby Elizaveta się w tobie zakochała?- Teraz Toris powtórzył, niedowierzając.

-Taa, coś mi się widzi że to było z góry skazane na porażkę. Ale mówić to Królowi…

Ta rozmowa się toczyła przez jakiś czas, aż nagle Feliksowi coś przyszło do głowy.

-A tak z innej beczki to dlaczego twój Książe tak mnie nie lubi?

-Tak właściwie to nie do końca rozumiem dlaczego- Toris wzruszył ramionami.
-Powiedział mi tylko tyle że jesteś zimnym draniem i że Zakon Krzyżacki mógłby do ciebie chodzić na korepetycje z draństwa i że nikt cię nie obchodzi. I coś jeszcze że od kilku stuleci starasz się nas zasymilować. Aha… a Wilno to nie jest twoje miasto, zawsze mówił żebym ci to przekazał…
Przerwał nagle, uświadamiając sobie że powiedział zbyt dużo.

Feliks czuł się dotkniętym do żywca. Po pierwsze, wcale nie było to wszystko prawdą, jak tak można! Po drugie, Wilno to było polskie miasto bo chociaż leżało na Litwie, zbudowali go i zamieszkiwali Polacy. Ale mimo wszystko było ono stolicą jego (jedynego) przyjaciela, i miał całkowity zamiar to uszanować. Po trzecie, jak on śmiał go porównywać do tego… tego… tej jaszczurki Gilberta! A po czwarte, jak to go nikt nie obchodził? Jakim prawem on tak twierdził? Czy naprawdę tak to wyglądało z boku?

-Oj, nie gniewaj się, bardzo cię proszę!- Toris zrobił błagalny gest rękoma.
-Ja nic takiego nie myślę, tylko mówiłem ci to co mnie uczyli.

-To cię źle uczyli.
Cały dobry humor chłopca, chociaż mogło by się czasami wydawać że niewyczerpany, wyparował w mgnieniu oka.

-Oczywiście że źle. Przecież poznaliśmy się tak że mnie obroniłeś od swojego kuzyna! Żaden drań, którego nic nie obchodzi by tego w życiu nie zrobił.

-Ja też tak z reguły nie- rzucił dwuznaczne. Nagle czuł się wyczerpany, jakby znowu był tym samym samotnym, zagubionym chłopcem jakim był kilkaset lat temu. Ta samotność, chociaż był z przyjacielem, ciążyła mu jak wór kamieni.

-Hej… Litwa, mogę ci zaufać?
Jak tylko te słowa, całkiem niezamierzone, opuściły jego usta, myślał że będzie żałować ale… nie żałował. Ufał Torisowi.

Zaskoczony Litwa nic nie powiedział, tylko skinął głową na znak że tak, może.

Feliks wziął głęboki oddech. Jeszcze przed nikim się tak nie otworzył, tylko udawał nieustraszonego wojownika bez pięty Achillesa.
-Ja się boję ludzi. Ale nie ludzi, tylko obcych, a szczególnie jak jestem sam. Bo ja tak po prostu nie mogę, bo nie wiem kto to jest i jakie ma zamiary. I dlatego nie mam między innymi przyjaciół. Jak pierwszy raz spotkałem Gilberta to o mało nie zemdlałem… tylko że była ze mną Kasia i się po prostu za nią schowałem; miałem wtedy może pięć, sześć lat. Doradca myśli że ja to wszystko zmyśliłem żeby się wykręcić z obowiązków i i tak muszę się pokazywać na spotkaniach dyplomatycznych, a Jadwiga chyba mu wierzy. A poza tym, mówi że państwo nie powinno się bać nikogo; bo tak w sumie to to tylko przeszkadza, a niestety jest zobowiązany przynajmniej wysłuchać mojego zdania.

Podkurczył pod siebie nogi w geście obronnym, opierając brodę o kolana.

Toris najzwyczajniej w świecie nie umiał zareagować. W końcu zagryzł wargę i położył rękę na ramieniu przygnębionego chłopaka.
-Ale masz przyjaciela- powiedział nieśmiało.
-Mnie, wiesz? Bo w końcu nie mam już zabronionej z tobą jakiejkolwiek interakcji. A tak to, wiesz…

-Serio?- na ustach Feliksa zawitał niewielki uśmiech.

-Oczywiście! Możesz na mnie liczyć.
Nikt by nie poznał w Torisie przestraszonego chłopca którym był niespełna pól godziny temu,

-Dzięki. Wiedziałem że będę mógł na tobie polegać.
Po tym komentarzu oboje zapadli w przyjazną ciszę. Po prostu siedzieli i cieszyli się faktem że byli w końcu przyjaciółmi, chociaż powinni byli sobie z niego zdać sprawę dużo wcześniej.

Po jakimś czasie, znowu Feliks się odezwał.
-A powiedz, nie masz może jakiejś interesującej legendy na temat swojej stolicy?

-Stolicy?- zdziwił się drugi chłopiec, jakby lekko wyrwany ze snu.

-A co, źle wymówiłem?- rozmowa cały czas się toczyła po litewsku, więc Felek miał w końcu prawo się pomylić.
-Moim zdaniem, dobrym sposobem na usłyszenie ciekawej legendy to jest o nią zapytać. To taki mój sposób na życie.

-Nie wiem- Toris wzruszył ramionami- Może opowiesz mi jakąś swoją legendę, a ja pomyślę? Co ty na to, Pol-

Przerwał mu zaskoczony Feliks.
-Czy ty się do mnie zwróciłeś per Polska?

-Tak? Czy to niewłaściwe?- Toris aż podskoczył.
-Przepraszam. Jak byś chciał żebym się do ciebie zwracał?

-Ha!- Na ten moment Felek czekał od czasu jak zaczął tę rozmowę.
-Możesz mi mówić Polska Wielki! Albo Sir Polska! Albo też po prostu możesz mi mówić zwyczajnie, po imieniu, czyli jak dobrze wiesz - Feliks.

Młody Litwin spojrzał na niego zaskoczony, ale zaśmiał się kiedy się zorientował że tylko żartował.
-Będę ci mówić Feliks w takim razie. Wiesz, też nie musisz się do mnie zwracać per państwo.

-Od jakiegoś czasu mówię ci Licia- zauważył Feliks.

-No, może być. Więc… Feliksie, miałeś mi opowiedzieć legendę…?

-Ano, tak. O Krakowie, c'nie?
Zamyślił się i zaczął. Była to jego ulubiona legenda, o Smoku Wawelskim, ale połączenie niecałkowitej znajomości języka z pewnymi przerysowaniami uczyniło ją… no… drodzy czytelnicy, sami popatrzcie i oceńcie (wersja oczywiście przełożona na język polski).

-No więc, dawno, dawno temu… Za górami, lasami, i tak dalej, była ogromna jaskinia pod zamkiem Wawel. Mieszkał w niej okropnie przerażający smok! Uwielbiał pożerać ludzi, a szczególnie ładne dziewice, i ogólnie to robił wokół siebie dużo niepotrzebnego szumu. Więc mądry król Krak zdecydował się go zabić na śmierć! Więc udał się do jaskini i zobaczył się z nim twarzą w twarz ale smok był straasznie przerażający! Ale Król sobie pomyślał, "co, żartujesz sobie, narratorze? Wcale mi się ten smok nie podoba, zamierzam go zabić na śmierć!" Ale nie udało mu się bo smoka nie dało się zabić mieczem. Więc dzielny szewc Dratewka przechytrzył go i nakarmił go siarką i smok wypił trochę za dużo i WYBUCHŁ! I rozpadł się na tysiąc kawałków, a Dratewka został bohaterem i żył długo i szczęśliwie, itd., itp.

Podczas tej opowieści, nastoletni Polak zaczął pokrzykiwać dla emfazy i wymachiwać rękami dramatycznie.
Toris uważnie słuchał całej opowieści, a na zawsze pozostanie to jedną z tajemnic naszego Wszechświata jak wytrzymał z poważną miną.
-To była bardzo ciekawa opowieść! Twój Dratewka brzmi jakby był miłą osobą. Tak, teraz mi się przypomniała legenda o moim Księciu, ale nie tym, tylko takim co żył wiele lat temu.

-Dawno, dawno temu, Wielki Książę Giedymin był na polowaniu w świętym lesie zwanym "Świętym Lasem." Jednej nocy rozbił obóz na wysokim wzgórzu niedaleko od tego miejsca i miał proroczy sen. Przyśnił mu się żelazny wilk w pełnej zbroi, stojącym na wzgórzu. Oczywiście nie na tym samym wzgórzu na którym spał Książę, było to całkowicie inne wzgórze które z tym wzgórzem nie miało nic wspólnego. Ale tak czy inaczej, wył do księżyca i w ógóle zachowywał się jak wilk. Prorok powiedział Księciowi że ten sen oznaczał iż ta ziemia była niczym stalowa ściana, która niezawodnie miała trzymać wrogów z daleka. Nazwał on więc to miejsce "Ziemią Żelaznego Wilka." I tak powstało moje piękne Wilno, a jego nazwa- Vilnius- pochodzi od litewskiego "vilkas", czyli wilk.

Odwrócił się do Feliksa z uśmiechem.
-I jak, podobało ci się? Moim zdaniem to romantyczna opowieść.

Nagle zorientował się iż Feliks… no, powiedzmy na początek że każdy słucha na swój sposób. Niektórzy zamykają oczy, a inni uważnie obserwują rozmówcę. Nasz Polska, jak i - tak przy okazji - autorka tej opowieści, należał do trzeciej grupy, tej co to muszą coś robić w tym samym czasie albo nie umieją się skupić. Niestety, nie jest to generalnie właściwie interpretowane i w wielu przypadkach rozmówca czuje się jakby druga osoba nie słuchała.
Tak też musiał się poczuć Licia kiedy zobaczył że w trakcie jego przemowy, Feliks zaczął uprawiać gimnastykę i w pewnym momencie zdecydował sprawdzić czy potrafi postawić nogi za głową bez ruszenia się z pozycji leżącej.

-Można wiedzieć co tak właściwie robisz? Nie rozumiem…

-A. No tak. Ee… chciałem sprawdzić czy tak umiem. I co, umiem! Fajnie, nie?

-A czy ty w ogóle słyszałeś cokolwiek co ci opowiadałem?

-Oczywiście że słyszałem!- Feliks się szybko obronił, ale potem zdecydował zażartować:
-Tylko tak trochę zapomniałem słuchać przez moment.

Chyba tylko przez grzeczność Litwa - który żartu nie wyłapał - nie skomentował.
Feliks zaś, który z kolei nie wyłapał zakłopotania kolegi, zaczął się wygłupiać, wymachując kończynami w powietrzu w nieudanej parodii starania się wyplątać z dosyć niewygodnej pozycji w którą sam się wplątał. Chociaż może rzeczywiście próbował się wyplątać… bo z nim to nigdy nic nie wiadomo.

Ale tak czy inaczej, dwójka dotychczas samotnych chłopców-narodów została przyjaciółmi na dobre i na złe. A że i jednego, i drugiego wiele napotkali, można śmiało powiedzieć że - w czystej teorii - na zawsze.


Trochę krótki, wiem, ale chciałam po prostu uświadomić czytelnikom że naprawdę są sobie nawzajem bliscy w tym momencie. I wiem że Jadwiga za czternaście lat umrze i trzeba będzie unię zawierać od nowa (dla tych co nie wiedzą: w poprzednim rozdziale figurowała Unia w Krewie, 1382; Jadwiga umiera w roku 1399).

No i cóż, teraz pozostaje mi tylko obmyślić Unię Wileńsko-Radomską (1401).

Aha! Słuchajcie, czytelnicy! A jakie wydarzenia (realno-historyczne lub scenki z Hetalii wyjęte) Wy byście chcieli zobaczyć w następnych rozdziałach? Piszcie wszystko, postaram się usatysfakcjonować każdego ;)