Disclaimer: Postaci i miejsca pożyczone. Zostaną zwrócone właścicielom w stanie niezmienionym.

Za kontynuowanie przeze mnie poniższej opowieści proszę podziękować mundy. ;)

Proszę nie bić, jeśli to będzie OOC... Czas akcji: po s1 "Sherlocka" i na pewno w trakcie s4 "Bones", choć w przypadku tego drugiego serialu nie jestem w stanie określić dokładnie. Poza licznymi wspomnieniami 4x01 raczej nie będzie spoilerów do konkretnych odcinków.


- Chyba coś się stało – stwierdził John, kiedy razem z Sherlockiem szedł w stronę biura detektyw inspektor Cate Pritchard. Widzieli przez szybę niemal miotającego się Bootha.

- Mam nadzieję, bo w momencie naszego wyjścia z mieszkania mój eksperyment diabli wzięli – mruknął Sherlock. Otworzył drzwi biura Cate i wszedł do środka, nie oglądając się na Johna. – Inspektor Pritchard! Czym zasłużyłem na pani uwagę?

- Niech pan się nie martwi, panie Holmes, do inspektora Lestrade'a też zadzwoniłam – odparła Cate, przerzucając akta na swoim biurku i starając się nie zwracać uwagi na Bootha.

- Jak to? – spytał agent FBI, nagle stając w miejscu.

Cate przerwała swoją pracę i spojrzała na agenta.

- Seeley, nie mam w tej chwili możliwości wzięcia się za tę sprawę, mówiłam ci. Lestrade jest bardzo dobry, bardziej doświadczony ode mnie i zgodził się tym zająć. Poza tym, jeśli będziecie musieli skorzystać z pomocy pana Holmesa, panowie pracowali ze sobą niezliczoną ilość razy i do tej pory obaj są żywi. Przepraszam – mruknęła, zdając sobie sprawę, że humorystyczne komentarze były nie na miejscu w obecności wyraźnie wstrząśniętego agenta.

- Kto powiedział, że... – zaczął Booth, rzucając nieprzychylne spojrzenie w stronę Sherlocka. Detektyw wsadził ręce w kieszenie spodni.

- Co ja tu robię? – przerwał agentowi.

- Pomyślałem, że byłbyś zainteresowany – odezwał się spokojny, męski głos z progu. Do pomieszczenia wszedł Lestrade. Przywitał się uściśnięciem ręki z Boothem i Johnem, dla Pritchard i Sherlocka ograniczając się do skinienia głowy. – Myślę, że przejdziemy do mojego biura. Co pan na to, agencie Booth?

Seeley poświęcił kilka sekund na przyjrzenie się inspektorowi. Lestrade był od niego nieco niższy i kilkanaście lat starszy. Postura, siwizna w krótko przyciętych włosach, typowe dla wieku zmarszczki na twarzy i spokój oraz ciepło w brązowych, przyjaznych oczach mówiły o doświadczonym profesjonaliście z dużą dozą empatii.

Booth skinął głową. Wszyscy (łącznie z Pritchard) przeszli kilka biur dalej. Lestarde zajął swoje miejsce za biurkiem, John i Cate usiedli naprzeciwko niego. Booth znowu zaczął chodzić w kółko, zaś Sherlock z założonymi rękami obserwował całą sytuację z bliskich okolic drzwi.

- Co się stało? – postanowił zapytać John. Zanim ktoś zdążył odpowiedzieć, Sherlock wystartował ze swoim beznamiętnym głosem:

- Podejrzewam, że doktor Brennan zniknęła w tajemniczych okolicznościach.

- Skąd wiesz? – spytał podejrzliwie Booth.

- Spójrz na siebie – prychnął Sherlock.

- Sherlock, w tych okolicznościach mógłbyś chyba... – zaczął cicho John, ale Holmes spojrzał na niego surowo.

- Od kiedy mnie znasz? Od minuty czy ponad roku?

- Możemy przejść do sprawy? – westchnął Lestrade. – Agencie Booth, mógłby pan nam powiedzieć, co się stało?

Seeley wykorzystał ciszę, która nadeszła, na uspokojenie się i krótką ocenę Sherlocka. Łatwo było dostrzec, że on i Lestrade są jak ogień i woda. Holmes musiał być nieco młodszy od Bootha. Ciężko było mu pozostawać w bezruchu. Miał w sobie coś snobistycznego, chłodnego, jakby zupełnie odcinał się emocjonalnie od wydarzeń, o których miał właśnie usłyszeć, choć dwa dni wcześniej to on podszedł do Brennan i rozpoczął rozmowę. Blada, gładko ogolona twarz silnie kontrastowała z burzą czarnych, rozczochranych loków i ciemnym, prostym garniturem. Jego oczy, które tak zwróciły uwagę Bones (przynajmniej Booth myślał, że o to jej chodziło w jej zachwytach nad „strukturą jego twarzoczaszki"), były o nieco kocim kształcie, jasne, szarozielone z brązową plamką nad prawą źrenicą. W tej chwili chłodno oddawały badawcze spojrzenie agenta.

Booth wziął głęboki wdech, stanął w miejscu i na sekundę spojrzał na podłogę. Szara wykładzina, jak wszędzie. Sytuacja dla niego była zdecydowanie dziwna, pierwszy raz znajdował się w niej na obcym terenie. Tutaj wszystko zależało od tego, czy Scotland Yard z Lestradem na czele pozwoli mu brać czynny udział w sprawie.

- Oboje z Bones... znaczy doktor Brennan, wzięliśmy kilka dni urlopu. Po jej wykładzie w Scotland Yardzie mieliśmy „poprawiać nasze stosunki" z Wielką Brytanią...

- Ostatnim razem nie poszło wam najlepiej – wtrąciła Cate z uśmiechem pełnym sympatii. Seeley spojrzał na nią.

- Tak – przyznał, na jego twarzy pojawił się grymas przypominający początki uśmiechu. Cate wiedziała, że Booth bardzo chronił Brennan, więc próbowała nieco rozluźnić sytuację. Seeley zdołał się tego domyśleć. – Poprzednim razem na środku skrzyżowania wrzeszczałem, że nienawidzę Anglii – wyjaśnił reszcie towarzystwa.

- Domyślam się, że ruch lewostronny jest w stanie zrobić coś takiego z człowiekiem – odezwał się John Watson. Sherlock tylko prychnął.

- Spędziliśmy zupełnie normalne dwa dni, jeżdżąc po mieście. Nawet pozwoliłem Brennan prowadzić. Wieczorem w dniu po wykładzie udało nam się wyciągnąć Cate na piwo, posiedzieliśmy godzinę i wyszliśmy z baru. Nie miałem żadnego poczucia zagrożenia, nikt nas nie śledził, przyjaciele Brennan z Instytutu Jeffersona twierdzą, że przed wyjazdem zachowywała się normalnie, żadnych sygnałów, że ktoś jej groził czy coś w tym rodzaju. My też się nie kłóciliśmy, wszystko było w porządku. Wczoraj wieczorem, około siódmej, stwierdziła, że wychodzi do znajomego i że mam znaleźć sobie coś do roboty, jeśli będę się nudził. Powiedziała, że może nie wróci na noc. Rzeczywiście nie wróciła, ale kiedy rano poszedłem do jej pokoju w hotelu, zauważyłem, że ktoś go bardzo dokładnie przetrząsnął.

- Ktoś sprawdzał ten pokój? – spytał Sherlock, uważnie słuchając całej opowieści.

- Tylko ja – odrzekł Booth. Poczuł ulgę, kiedy w głosie dziwnego detektywa usłyszał tylko i wyłącznie zainteresowanie sprawą.

- Będę chciał tam wejść – oświadczył Sherlock.

- Szukałem głównie śladów krwi, ale ich nie znalazłem – mówił dalej Booth, decydując się chwilowo na przemilczenie kwestii wejścia cywila na miejsce zbrodni. – Sprzęty nie były połamane, brak śladów walki, choć do pokoju wyraźnie się włamano. Próbowałem dodzwonić się do Brennan, ale komórka nie odpowiadała. Kazałem zabezpieczyć pomieszczenie i zadzwoniłem po Cate. Przysłała jakichś swoich ludzi, którzy mieli pilnować, żeby nikt nie wchodził, po czym przywiozła mnie tutaj. To było pół godziny temu.

Booth na zakończenie wzruszył ramionami.

- Nie wie pan, gdzie pana partnerka mogła spędzić wczorajszy wieczór? – spytał Lestrade, rzucając przy okazji okiem na Sherlocka. Holmes zmarszczył lekko brwi i patrzył badawczo na agenta FBI.

- Nie mam pojęcia. Bones... Doktor Brennan jest, jak by to powiedzieć... aktywna towarzysko i nie ukrywa tego.

- W tym seksualnie – wypaliła Cate. Booth powstrzymał zmieszanie. Był w sumie wdzięczny, że to ona to powiedziała. Trzej mężczyźni w biurze byli mu zupełnie obcy.

- Owszem – odparł. - Bardzo możliwe, że ma znajomych również tutaj.

- Ja wiem, gdzie doktor Brennan spędziła trzy godziny z wczorajszego wieczoru, już po wyjściu z hotelu, jak się okazuje – odezwał się nagle Sherlock, starając się nie patrzeć na Bootha.

- Gdzie? – spytał John.

- W moim mieszkaniu – odparł detektyw.


Postaram się, żeby samej Bones było więcej, niż się w tej chwili zapowiada.

Zmiana kategorii na "crossover" planowana na publikację kolejnego rozdziału. Polecam zatem pilnowanie mojego profilu.