A/N: Dzisiaj jestem już po ostatnim egzaminie w sesji!

Zdecydowanie należało to uczcić kolejną miniaturą!:)
Za inspirację - dziękuję ogromnie brigidzie91!:)


I jeszcze jedno:
Ponieważ postanowiłam, że BDDBS zakończy się wraz z rozdziałem 50,
seria tych One-shootów będzie służyć za przedstawienie WSZYSTKIEGO,
co wydarzy się później (wraz z, np., alternatywnymi wersjami wydarzeń):)

Jest to po prostu dla mnie zdecydowanie wygodniejsze
- nie muszę się pilnować serialowej chrolologii,
co ciągnęłoby się nie wiadomo jak długo;)


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Intro: Marta jest już Drugą Pierwotną Hybrydą. Razem z przyjaciółkami odbywa wielką objazdówkę po Europie i przy okazji znajdują czas, żeby zemścić się na suce, która zatruwa im wszystkim zycie.

Universum: TVD, ale z opowiadania BDDBS

Czas: POST sezon 4!

Pairingi: Babski skład (Marta, Caroline, Rebekah, Ania, Katherine) vs. Elena Gilbert

TYP: czysta ZEMSTA


Karma (REUPLOAD)

– Nie sądzisz, że to trochę za dużo? – usłyszałam za sobą Rebekah, kiedy dopracowywałam ostatnie detale swojego stroju. Rzuciłam jej przez ramię rozbawione spojrzenie.

W tym samym momencie pojawiła się za nią Care i najpierw widziałam, jak zrobiła oczy wielkie jak spodki, a zaraz potem uśmiechnęła się od ucha do ucha.

– Widzę, że przeszłaś na pełny tryb „ZEMSTA", Em. Naprawdę, wyglądasz jak Catwoman.

Odpowiedziałam na jej uśmiech.

– I o to właśnie chodzi!

Jeszcze raz odwróciłam się do lustra i poprawiłam maskę. Leżała idealnie.

Nie chodziło o to, żeby ukryć swoją tożsamość. O, nie, absolutnie. Chciałam po prostu, by nasz „gość" zapamiętał mnie właśnie w ten sposób – jako swój najgorszy koszmar.

Kiedy już całkiem odwróciłam się do dziewczyn, znów z rozbawieniem zauważyłam, że wszystkie ubrałyśmy się prawie identycznie: kozaki do kolan, obcisłe jeansy i topy, skórzane kurtki i do tego czarne rękawiczki. Wszystko absolutnie czarne, markowe i bardzo drogie.

– Czy nasz „gość" jest już gotowy?

Obie skinęły głową.

– Kat-suka jej pilnuje. – mruknęła Bekah.

Od razu uśmiechnęłam się pod nosem. Doskonale.

– To nie mamy się czym martwić.

Obie z Care wciąż nie rozumiały, dlaczego dopuściłam Katherine do naszego planu. Tłumaczyłam im, że jej też należy się trochę zabawy. W końcu, gdy Elena straciła już Stefana i straciła Damona (którego nigdy naprawdę nie miała), zaczęła nawet przystawiać się do Elijah! Do mojego Elijah! A Katherine była winna i jemu i mnie przysługę… I skoro niedawno zeszła się ostatecznie z Damonem… Ogromnie zależało jej na dokopaniu „Mini-Sobie".

Poza tym, wciąż byłam w głębokim szoku, że Care zdecydowała się nam pomóc. Od razu mi przypomniała, że swego czasu pozbawiona uczuć panna Gilbert wpadła na genialny pomysł i próbowała najpierw zabić szeryf Forbes, a potem samą Caroline. W tym momencie należało automatycznie uznać, że przestały być przyjaciółkami. Poza tym, nawet z wyłączonymi emocjami Gilbertówna nie potrafiła się odczepić od związku Care z Klausem.

A dlaczego Elena w ogóle wyłączyła emocje? Bo nie była w stanie znieść tego, że jest wampirem, że pozostanie nim na zawsze i że musi sobie z tym radzić sama, kiedy i Stefan, i Damon wyjechali z Mystic Falls. Wszystko dlatego, że nie mogli dokończyć tatuażu Jeremy'ego – za długo by z nim zeszło, żeby się to opłaciło. To wtedy, jak się dowiedziałam, Jenna zabrała Jeremy'ego i wyjechała z nim znowu do ich krewnych w Denver.

Potem, oczywiście, ta suka włączyła emocje z powrotem, licząc na to, że w ten sposób odzyska Damona. Jaka szkoda, że się przeliczyła…

W każdym razie, wpadła w naszą pułapkę jak śliwka w kompot. Teraz natomiast nadszedł czas zapłaty...

XXX

Wszystkie trzy razem wkroczyłyśmy do sali tortur w angielskim, średniowiecznym zamku Mikaelsonów. Chyba nie mogłybyśmy wyobrazić sobie lepszej scenerii dla tego, co miało mieć tam miejsce.

Na wszelki wypadek postarałyśmy się, żeby naszych mężczyzn w tym czasie nie było w domu. Nie wiedzieli, że zemsta na Elenie była częścią naszego eurotripu i wolałyśmy, żeby się tego nie dowiedzieli. Wysłałyśmy ich na męski wypad do Londynu, przekonując, że mamy zamiar spędzić cały weekend na oglądaniu melodramatów i komedii oraz zajadaniu się lodami i popcornem. Mała wzmianka o tym, że jeśli zostaną, to zaczniemy malować im paznokcie, zaowocowała ich posłusznym wyniesieniem się z zamku na cały weekend.

Nie byli świadomi tego, że my wiemy, że Elena jest w Londynie. Dlatego pojechałyśmy po nią niedługo po wyjeździe panów i niedawno właśnie przywiozłyśmy ją nieprzytomną na miejsce. Ogłuszyłyśmy ją zwykłym skręceniem karku, ale to tylko dlatego, że naprawdę dobrze się bawić zamierzałyśmy w odosobnieniu.

Elena właściwie wisiała z rękoma do góry, nadgarstki mając w kajdanach obficie polanych werbeną. Wciąż była w ubraniu, w którym ją znalazłyśmy. Gdy nas ujrzała, w jej oczach wyraźnie widziałam błyski nienawiści, przede wszystkim skierowane w stronę Caroline i moją.

– No proszę… Moja była najlepsza przyjaciółka, Pierwotna Barbie i Klaus w Spódnicy. Jakby nie było już wystarczającą torturą, że jest tu moje Złe Alter Ego.

Stanęłam niedaleko niej, zakładając ręce na piersi.

– Widzę, że żarty się ciebie trzymają, Gilbert. Wciąż udajesz niewiniątko, co? Nie zadawaj sobie trudu, nie ma tu żadnego z facetów, który mógłby polecieć na twoje sztuczki.

Co ciekawe, ona nie traciła rezonu. Zamiast tego, popatrzyła mi prosto w oczy i wyrzucała z siebie słowa przepełnione jadem:

– I tu cię boli, co? Wiesz, że któryś z nich by się złamał, co? I wiesz, że najprawdopodobniej byłby to twój kochany Damon, bo wciąż ma do mnie słabość…

– Czy już mogę stworzyć jej w głowie tętniaka czy coś? – usłyszałam głos Ani z pokoju obok.

– Jeszcze nie! – krzyknęłam do młodszej siostry, nie spuszczając wzroku z naszego „gościa".

Nie pozwoliłam Ani na bezpośredni kontakt z Eleną. Bardzo powoli zbierała w sobie moce i nie zamierzałam jej w żaden sposób narażać. To właśnie było to ograniczenie, o którym kiedyś wspomniała Esther. Moja młodsza siostra z tego powodu siedziała w pokoju obok, obserwując na monitorze wszystko, co się działo u nas. Nie dało jej się w żaden sposób wykluczyć z planu – sama miała do wyrównania porachunki z Gilbertówną po tym, jak próbowała ona zmusić Jeremy'ego, żeby zabił Kola, by szybciej dokończył swój tatuaż. Nie udało się właśnie dzięki temu, że w odpowiednim momencie wkroczyła Ania, ale to nie zmieniało faktu, że mojej młodszej siostrze ta suka zaszła za skórę prawie tak bardzo, jak mnie.

Obserwowałam Elenę przez chwilę w milczeniu, po czym zerknęłam w stronę Katherine i prawie niezauważalnie skinęłam głową. Zaraz przekręciła korbą przy ścianie i łańcuchy, które przytrzymywały Gilbertównę, napięły się, powodując silny ból w każdym z jej mięśni.

Dopiero wtedy postanowiłam się odezwać, z przyjemnością patrząc, jak Elena robi się trochę sina, próbując walczyć z łańcuchami. Każde słowo wypowiadałam spokojnym, wyważonym tonem.

– Widzisz, droga Eleno… Karma to suka. Czas nadszedł, żebyś przywitała się z nią jak z dobrą koleżanką, w końcu takie jesteście podobne! Teraz już od niej nie uciekniesz. – Znów posłała mi mordercze spojrzenie, a ja w odpowiedzi uśmiechnęłam się od ucha do ucha i przybliżyłam tak, żeby nasze twarze dzieliły centymetry.

Z całym przekonaniem, jakie miałam w sobie, ścisnęłam jej podbródek tak, żeby nie uciekła ode mnie wzrokiem i użyłam na niej hipnozy.

– Nigdy już nie wyłączysz emocji, suko. Będziesz cierpieć tak długo, jak nam się będzie podobało i nigdy nie zapomnisz tego, co ci zrobimy. Puściłam jej podbródek, jakbym chciała uniknąć jakiejś zarazy, po czym odwróciłam się do dziewczyn. – Zabawę czas zacząć, dziewczyny…

XXX

W sumie, Gilbert miała trochę racji, nazywając mnie Klausem w Spódnicy. W tej sytuacji właściwie mogłabym uznać to za komplement. Szczególnie, że absolutnie miałam zamiar wykorzystać w torturach fakt, że jestem hybrydą. To miał być jednak dopiero ostateczny cios.

Pozwoliłam się „pobawić" naszym arcywrogiem Bekah i Katherine. Nawet Ania trochę ją przemaglowała z użyciem swoich mocy. Jako ostatnie dwie dostałyśmy ją w ręce ja i Caroline.

O tak, tym razem otwarcie przyznawałam, że jestem potomkinią Najbardziej Przerażającej Istoty Na Świecie. Coś w tym musiało być, skoro przez cały ten czas wręcz z fascynacją obserwowałam, jak któraś z nas zadaje ból suce, której mania bycia w centrum uwagi była przyczyną tego wszystkiego, co nas spotkało.

Chyba należało się wreszcie pogodzić z faktem, że jednak jest we mnie ta jakaś socjopatyczna część, która tylko czekała, żeby się czasem obudzić. Dlatego siedziałam sobie spokojnie, w wygodnym fotelu naprzeciwko Eleny, i obserwowałam, jak Caroline stosuje na niej każdą z technik tortur, jakie ona sama musiała kiedyś przechodzić z powodu swojej „pseudoprzyjaciółki". Należało się to Care po tym, jak ta dziwka dla własnego widzimisię prawie zabiła jej mamę. Jak tak obserwowałam przyjaciółkę, to zastanawiałam się, ile z jej działań znalazło ujście dopiero dzięki wpływowi Klausa. Doskonale wiedziałam, że mój praprzodek już od jakiegoś czasu jej również powtarzał, żeby czasami sobie odpuściła i „rozkoszowała się swoją ciemną stroną". Mimowolnie zaczęłam się zastanawiać, jaka byłaby jego reakcja, gdyby ją w tym momencie zobaczył.

Doskonale wiedziałam, że z naszych facetów tylko Klaus i Kol tak właściwie nie mieliby nic przeciwko temu, co właśnie przeprowadzałyśmy. Damon, Stefan i Elijah mogli sobie powtarzać, że się na niej poznali i że nie chcieli jej więcej widzieć, ale my wolałyśmy dmuchać na zimne.

W końcu przyszła moja kolej. Bardzo powoli, bez pośpiechu, podniosłam się ze swojego fotela i podeszłam do Gilbertówny. Najpierw, bez słowa, obeszłam ją dookoła, jakby zastanawiając się, co z nią zrobić. Obejrzałam sobie dokładnie wszystkie rany, które jej zadałyśmy, a które Ania wypełniła jakimś zielskiem, żeby nie mogły się zagoić. Buziunia Elenki też raczej w tym momencie nie zachwyciłaby żadnego faceta. Cóż, czego się mogła spodziewać, zadzierając z bandą niezależnych, potężnych kobiet? W tym momencie mogłam się założyć, że Katherine już by się nie udało się za nią podawać. Ba, sądzę, że nie miałaby na to najmniejszej ochoty.

Założyłam ręce na piersi i stanęłam z nią znów twarzą w twarz. Dopiero wtedy uśmiechnęłam się do niej od ucha do ucha, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że moja twarz musiała w tym momencie przypominać twarz szalonej kobiety. I dobrze.

– Nie martw się, Gilbert. Już bardziej cię nie oszpecę. Zabijać cię też nie zamierzam. – Czy mi się zdawało, czy odetchnęła z ulgą? O, tak! Ale to był dopiero początek. – Śmierć byłaby dla ciebie zbytnią łaską z mojej strony. – Natychmiast mina jej zrzedła. – Ugryzienie cię też odpada, bo szmat do ust brać nie mam zamiaru. – Obok siebie usłyszałam parsknięcie śmiechem, ale nie wiem, która z moich towarzyszek je z siebie wydobyła. – Zamiast tego, mam dla ciebie prezent… – W tym momencie, tak jak planowałyśmy, Rebekah podała mi sporą torbę sportową. Nie spuszczając wzroku z Eleny, wyciągnęłam z tej torby niewielką, zaledwie stumililitrową buteleczkę. – Wiesz, co to jest? – Założę się, że kiedy ujrzała kolor płynu, była przekonana, że to werbena. – To mój jad. – Przerażenie na jej twarzy zrobiło się większe niż przez cały czas, kiedy się nad nią pastwiłyśmy. – Wierz mi, trochę trwało, jak go sobie sama pobierałam, ale sądzę, że było warto. – Obracałam buteleczkę w dłoni. – Po spożyciu go, w ciągu dwunastu godzin będziesz martwa. Ale, jak powiedziałam, byłabym w ten sposób zbyt łaskawa. – Odwróciłam się do Care na moment. – Ma na tyle upuszczone krwi, że werbena już opuściła jej organizm, prawda? – Przyjaciółka przytaknęła, więc zaraz znowu skupiłam całą swoją uwagę na Gilbertównie. Dla pewności nacięłam jeszcze sztyletem od Bex jej policzek i spróbowałam krwi, która pojawiła się na jego czubku. Dokładnie tak. Zero werbeny.

O, nie, za wszystko, co musiałam przez nią przeżyć, za to, że do tej pory prześladuje mnie czasem wizja jej i Damona splecionych w uścisku, nie było tortur tak poważnych, żeby mogła to jakoś odkupić. Pozostało mi tylko bardzo powoli, krok po kroku, doprowadzić ją do obłędu.

Znów, ze wstrętem, ale wciąż, wzięłam jej, teraz napuchnięty, podbródek w dłoń i szybko wlałam jej prosto do gardła zawartość buteleczki. Potem wręcz z przyjemnością patrzyłam, jak się krztusi i jej twarz, już i tak we wszystkich kolorach tęczy, to blednie, to czerwienieje.

Nie puściłam jej podbródka, tylko znów spojrzałam jej prosto w oczy, żeby użyć na tej suce hipnozy.

– W tej torbie masz dokładnie trzysta sześćdziesiąt pięć takich buteleczek oraz tyle samo niewielkich dawek mojej krwi. Każdego dnia, choćby się waliło i paliło, zażyjesz jedną z dawek mojego jadu i będziesz przeżywać jego efekty aż do momentu, w którym będziesz na granicy śmierci. Dopiero wtedy zażyjesz dawkę mojej krwi. Nie spróbujesz się zabić, jak tchórz. Nikomu nie powiesz, nie napiszesz, ani nie spróbujesz w żaden inny sposób przekazać, kto cię oszpecił i kto ci kazał to robić. Torby z jadem i krwią będziesz pilnować jak oka w głowie i nigdy nie pozwolisz, żeby ktoś w jakiś sposób ci ją zabrał. Będziesz ją mieć przy sobie cały czas. Nie wyłączysz emocji, tylko każdego dnia będziesz na nowo przeżywać we wspomnieniach to, co ci dzisiaj robiłyśmy. Przede wszystkim jednak, od tej pory będziesz się trzymać od wszystkich Mikaelsonów i Salvatore'ów na odległość przynajmniej tysiąca kilometrów. Nie będziesz także próbować się mścić na nas czy na naszych bliskich. Za rok zadzwonisz z telefonu, który jest w tej torbie, na numer, który ma zapisany w pamięci. Wtedy spotkamy się i dostaniesz kolejną porcję mojego jadu i krwi. Od tej pory także będziesz dla wszystkich miła i zanim zaczniesz jęczeć na temat swoich problemów, NAPRAWDĘ poświęcisz czas, żeby posłuchać innych. Będziesz także pamiętać i będziesz nam wdzięczna, że to dzięki nam odkryłaś tę pozytywną cechę swojego charakteru. Czy dotarło?

Skinęła głową i, jak robot, słowo po słowie, powtórzyła to, co powiedziałam. Zaraz puściłam jej podbródek i wytarłam dłoń w chustkę, nie chciałam już więcej jej dotykać, to było zbyt obrzydliwe. Odwróciłam się i posłałam porozumiewawcze spojrzenie Bex. Chwilę później wszystkie miałyśmy znów przyjemność obserwować, jak Pannie Gilbert, alias Wrednej, Zdradliwej Suce, Która Wreszcie Dostała To, Na Co Zasłużyła, moja droga, Pierwotna przyjaciółka i zarazem moja krewna skręciła kark. Trzeba było jeszcze tylko wrzucić ją z powrotem do furgonetki i zawieźć do Londynu, żeby tam zostawić ją gdzieś w rynsztoku. Jak powiedziałam, KARMA TO SUKA.

To nam dawało jeszcze cały dzień do przyjazdu naszych mężczyzn, żeby poświęcić go na filmy, lody i popcorn.


Soundtrack: OCZYWIŚCIE - "Radioactive" Imagine Dragons
oraz "What The Hell" Avril Lavigne
i "Mean" Taylor Swift!:)


Strój Marty z tej sceny już na moim profilu na Polyvore.
Link do strony głównej na moim opisie na profilu Fanfiction!:)
Nazwa: Karma


Do następnej sceny!:)