Disclaimer: Postaci i miejsca pożyczone. Zostaną zwrócone właścicielom w stanie niezmienionym.
A/N: Uwielbiam Hodginsa. Najbardziej z całej obsady „Bones". Booth i Vincent też są nieźli, ale Jack bije wszystkich na głowę. Mam nadzieję, że będziecie czerpać taką samą przyjemność z czytania mojej interpretacji jego postaci, jaką ja czerpałam z pisania.
Obiecali, że dadzą jej jeść i obietnicę spełnili, choć nie włożyli w to dużo wysiłku. Jej posiłek składał się z kupnych kanapek i plastikowej butelki niegazowanej wody. Brennan przyjęła go w milczeniu i zjadła wszystko, co do okruszka.
Porywacze nie byli agresywni. Poza momentami dostarczania jej jedzenia i eskortowania do łazienki co kilka godzin (chociaż nie miała możliwości porządnie się umyć) zostawiali ją zupełnie samą. Za metalowymi, zamkniętymi drzwiami nie rozlegały się żadne odgłosy, więc nie mogła ocenić, czy ktoś tak naprawdę pilnuje, co się u niej dzieje. Nawet jeśli nie, w jej więzieniu nie było nic, co mogłoby posłużyć za broń czy narzędzie do ucieczki. Jeśli tak na to patrzeć, pewnie był to jeden z powodów, dla którego nadal nie dostała koca.
Czuła się zagrożona, owszem. Ale wiedziała, że mogło być znacznie gorzej. Jak choćby ktoś mógłby próbować wystawić ją psom na pożarcie. Albo zamknąć w znacznie mniejszym pomieszczeniu...
Brennan wygoniła te myśli ze swojego umysłu. Musiała się zająć tym, co było ważne w tej chwili. Jak choćby sposób, żeby nie zwariować z nudów.
- OK, to czego szukamy? – spytała Angela, rozsiadając się przed udostępnionym jej laptopem w miłym i cichym pomieszczeniu jednego z techników.
- Bones – odparł Booth tonem świadczącym o zaskoczeniu, że to nie jest oczywiste. Angela włożyła pierwszą płytę do napędu. Uruchomił się film, kręcony z kamery wewnątrz budynku. Mieli wyraźny obraz schodów na piętro i przejścia do mieszkania na parterze. Zegar w rogu wskazywał 7:30 wieczorem. Angela przyspieszyła odtwarzanie. O 8:05 z mieszkania na parterze wyszła drobniutka kobieta koło siedemdziesiątki i otworzyła drzwi wejściowe. Rozmawiała chwilę z kimś w progu, po czym zaprosiła go do środka i weszła na górę po schodach, gościa zostawiając na dole. Oczom oglądających ukazała się Brennan. Z dużej torebki na jej ramieniu wystawała szyjka butelki wina.
Angela obejrzała się na Bootha. Nie zauważyła Johna Watsona, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
Po chwili kobieta z filmu zeszła na dół, za nią Sherlock, ubrany w t-shirt i spodnie od dresu. Na jego twarzy widać było zaskoczenie, ale po wymienieniu kilku słów zaprosił ją na górę.
- Chucherko – oceniła Angela. – Ale jestem w stanie się domyśleć, co Brennan w nim widzi.
- Strukturę twarzoczaszki? – spytał ironicznie Booth.
- Jest antropologiem. Brennan zadzwoniła do mnie wieczorem po waszym pierwszym spotkaniu. Była bardzo... No wiesz. Podekscytowana.
- Chyba żartujesz.
Stojący pod ścianą John zastanawiał się, jak im przekazać ogólny sens jego i Holmesa pierwszej rozmowy na temat dziewczyn i chłopaków.
- To ona kazała mi znaleźć jakieś informacje na jego temat. OK, weszli na górę... Szkoda, że nie ma dźwięku. – Angela uśmiechnęła się, znowu przyspieszając odtwarzanie. Zegar wskazywał 10:58 wieczorem, kiedy Sherlock i Brennan – w mniej-więcej takim samym stanie, jak trzy godziny wcześniej – zeszli po schodach. Chwilę rozmawiali, po czym pożegnali się uściśnięciem ręki. Sherlock pobiegł na górę zaraz po wyjściu Brennan z mieszkania, ale nie był to bieg, bo coś musiał zrobić – po prostu, zwykle w ten sposób pokonywał schody. Przewijali film jeszcze chwilę, ale przez następną godzinę przy wejściu nic się nie działo: nikt nie wchodził ani nie wychodził.
- OK, czyli opowieść Holmesa się zgadza – przyznał Booth z ledwo skrywaną niechęcią. – Sprawdź pozostałe płyty, to muszą być nagrania z kamer miejskich.
W tym momencie do pomieszczenia wpadł Holmes i z rękami w kieszeniach podszedł do komputera.
- Jestem podejrzany? – spytał swobodnie.
- Zawsze – mruknął Booth.
- Mogę zapytać, co tam robiliście? – spytała Angela, tym razem uruchamiając program do przeglądania wielu nagrań jednocześnie. Booth gwizdnął z wrażenia.
- Holmesowie dostarczają najlepszy towar, co?
- Nie – odparł wciąż tak samo swobodnie Sherlock na pytanie Angeli, zupełnie ignorując komentarz agenta.
- Sherlock, w czym problem? Przecież niedawno... – zaczął John, którego dopiero w tym momencie zauważyli.
- Tak, ale w ten sposób robi się zabawniej. Oni sobie pospekulują, potem ja powiem, co wiem... – Sherlock wzruszył ramionami. – Panna Montenegro ma dość jednoznacznie zdefiniowane zainteresowania, więc czemu nie ubarwić jej już i tak potencjalnie rozrywkowego urlopu w Londynie?
- Właśnie – usłyszeli od drzwi głos Hodginsa. – W końcu Londyn to nie tylko królowa, Gwardia w dziwnych czapkach i faceci mówiący z akcentem, przez który wszystkim laskom opadają majtki.
- Dzięki, Hodgins, właśnie tego obrazu mi brakowało – burknął Booth. – Zatrzymaj tutaj. – Wskazał na klatkę filmu. – To chyba widok na twoje drzwi.
Sherlock skinął głową.
- OK, czyli przewijamy do jedenastej wieczorem i patrzymy, co się stało z Brennan już po jej wyjściu – rzekła Angela.
Wszyscy razem patrzyli, jak Angela niespiesznie przewijała film.
- Jest tutaj – wskazała palcem. – Wychodzi z mieszkania... Łapie taksówkę.
- Jesteś w stanie wyłapać numer? – spytał Booth.
- Nie na nagraniu pod tym kątem. Poszukam na innych.
- Czy to nie podejrzane, że udało jej się znaleźć transport tak szybko o tej porze? – spytał John.
- Mi to zajmuje mniej-więcej tyle samo czasu – odparł Sherlock. – Poza tym, Baker Street to nie dalekie przedmieścia. Do stacji metra są dwa kroki, ruch jest duży praktycznie cały czas. – Rozległ się sygnał jego komórki. Sherlock odczytał smsa. – Lestrade dowiedział się, że mieszkańcy pokoju sąsiadującego z doktor Brennan obudzili się w nocy koło trzeciej, słyszeli hałasy. Zamieszanie trwało kilkanaście minut, ale nikt o tym nie zawiadomił. Taki z pana agent, panie Booth, że nic pan nie słyszał?
- Mieszkam na drugim końcu korytarza – warknął Booth.
- Tak czy siak można przyjąć, że ślady znalezione w pokoju mogą sugerować, skąd się wzięli włamywacze. Jedyną poważną niewiadomą w tym równaniu są zdolności śledcze sierżanta Andersona i jego ludzi, którzy mają nam te ślady dostarczyć.
- Mam numer taksówki – rzekła Angela, powiększając i wyostrzając obraz z kamer. Booth rzucił okiem na zdjęcie i chwycił za telefon, po czym bez słowa wyszedł. – Nie ma za co! – zawołała za nim. Sherlock na swojej komórce zaczął pisać smsa.
- Oszczędzą dużo czasu, jeśli zaczną od sprawdzenia, czy taki samochód nie został znaleziony. Bo numer z dużym prawdopodobieństwem został sfałszowany.
- Porwana przez taksówkarza... – mruknął Jack.
- Kolejny powód, żeby unikać taksówek – podsumował John, kierując się do wyjścia.
- Co? – spytała Angela, zmieszana.
- Długa historia. – Sherlock machnął ręką i wyszedł z telefonem przy uchu.
Planowana notka na blog doktora Johna Watsona
Sprawa zapowiada się niewątpliwie ciekawie, głównie ze względu na dużą ilość niewiadomych. Mogłem spokojnie uwierzyć Sherlockowi, że naprawdę tylko rozmawiał z doktor Brennan, choć jej przyjaciele pewnie mają zupełnie inny pogląd na ten temat. I właśnie poza zagadką samego zniknięcia pani antropolog - jak to mówi agent Booth - "Bones", dużych emocji może dostarczyć nasza - Brytyjczyków - interakcja z amerykańskim zespołem na czele z agentem FBI z problemami z opanowaniem negatywnych emocji. Lestrade popisuje się tu zdolnościami dyplomatycznymi i jestem w tej kwestii pod dużym wrażeniem. Wszyscy mają coś do zrobienia i czują się potrzebni. Z drugiej strony po tylu latach zmagania się z Sherlockiem chcąc nie chcąc musiał wytworzyć w sobie anielską cierpliwość i zdolność do kombinowania.
Na mnie tak to zadziałało. Wystarczyły dwa miesiące.
Co do samego Sherlocka, dla niego jest to sprawa jak każda inna. Gdyby nie czynnik amerykański, pewnie odrzuciłby ją jako mało interesującą. O ile agent Booth momentami się dosłownie miota, Sherlock podchodzi do tego w typowy dla siebie, chłodny sposób. Nie spieszy mu się. Czeka na kolejne informacje, zbiera dane od swoich źródeł i zamienia je na tropy, które z wyraźną odrazą oddaje Lestrade'owi do sprawdzenia.
Co do naszych amerykańskich pomocników, tych dwoje z Instytutu Jeffersona niemal na pewno coś łączy lub przynajmniej kiedyś łączyło. Panna Montenegro jest bardzo zainteresowana Sherlockiem, zaś pan Hodgins jest bardzo zainteresowany panną Montenegro. Czekam tylko na ruch Sherlocka w tej grze. Zdecydowanie będzie miał coś ciekawego do powiedzenia.
Co do doktor Brennan... Zniknęła niecałą dobę temu, nadal czekamy na jakiś sygnał od porywaczy. Jeśli jednak przestępcy poprzez przetrzymywanie ofiary już otrzymali to, co chcieli, boję się myśleć, czy niedługo zamiast dowodu życia nie znajdziemy jej zwłok...
