A/N: Na pomysł tej sceny wpadłam całkiem niedawno,
po tym, jak uzupełniłam "Niech żyje karaoke!" o brakujące akapity:)
Pomyślałam: jak mogłyby wyglądać rozmowy Elijah z Martą podczas lotu do Europy?
Co mogłoby z tego wyniknąć?
No i w efekcie powstała poniższa scena - w zasadzie bezpośrednia kontynuacja
"Niech żyje karaoke!" :)
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Intro: Oto jak minął Marcie i Elijah wspólny lot odrzutowcem do Europy...
Czas: zaraz po „Niech żyje karaoke!"
Pairingi: Marta & Elijah, Kol/OC
Typ: humor, romans, przyjaźń
Begin Again
Z Elijah nigdy nie brakowało mi tematów do rozmowy. Może nie śmiałam się przy nim tak często, jak przy Kolu i jego czasem głupich żartach, ale zdecydowanie mogłam powiedzieć, że świetnie się bawiłam.
Szczególnie, że już jakiś czas temu okazało się, że wiele mamy ze sobą wspólnego. Słuchaliśmy podobnej muzyki (czy też raczej, w moim eklektycznym guście muzycznym znalazło się sporo miejsca na jazz i muzykę klasyczną, które uwielbiał Elijah). Oglądaliśmy podobne filmy (lub też okazało się, że oglądałam część tych, które on lubił, a o pozostałych chętnie z nim rozmawiałam). Poza tym, zawsze z przyjemnością wypytywałam go o to, jak mu się żyło w dawnych epokach, za którymi najbardziej tęsknił, oraz co miał o nich ciekawego do opowiedzenia.
Nim się obejrzałam, przelecieliśmy prawie cały Atlantyk. Im jednak bliżej byliśmy Polski, tym bardziej nerwowa się stawałam. Przecież nikogo z bliskich nie uprzedziłam o wcześniejszym przylocie! Wpadłam w panikę, bo nagle dotarło do mnie, co naprawdę oznaczał dla mnie w tym momencie powrót do domu...
Sądziłam, że dobrze się maskuję, ale grubo się myliłam.
– Coś nie w porządku? – Jego przyjemny, spokojny głos wyrwał mnie z nieprzyjemnych rozmyślań.
Wcześniej przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w niebo za oknem, więc na słowa Elijah odwróciłam się w jego stronę. Mogłabym się założyć, że w jego oczach zauważyłam troskę i niepokój.
Przygryzłam wargę, zanim spytałam wreszcie:
– Klaus powiedział ci, dlaczego prosiłam o odrzutowiec? – Pokręcił głową, zaprzeczając. Zanim ponownie się odezwałam, westchnęłam ciężko. – Damon znalazł mnie w Nowym Jorku.
Zauważyłam, że ręce zacisnęły mu się na oparciu fotela, kiedy wspomniałam imię starszego Salvatore'a. Zaraz mi się przypomniało, jak powiedział, że wystarczy jedno moje słowo, a bez zastanowienia wyrwie tamtemu serce z piersi, jeśli miałoby to w jakiś sposób odkupić moje, złamane. Zabroniłam mu tego. Jednak od czasu tamtej pamiętnej, koszmarnej rozmowy z Salvatore'em, Elijah zdawał się reagować na niego po prostu alergicznie.
Pierwotny maskował się lepiej ode mnie, ale i tak uznałam, że dużo trudu sobie zadał, żeby zachować swój spokojny, rzeczowy ton.
– Zakładam, że nie było to spotkanie przyjemne… – Jego „obojętne" spojrzenie mówiło mi tylko tyle, że wcale, ale to wcale nie było mu to wszystko obojętne.
Nie mogłam się powstrzymać i uśmiechnęłam się lekko pod nosem.
– Powiedzmy, że udało mi się wreszcie od niego uwolnić… Aby się jednak co do tego upewnić, wolałam jak najszybciej znaleźć się za oceanem. – Wciąż miałam przed oczami twarz Salvatore'a, kiedy śpiewałam We Are Never Ever Getting Back Together. Zasłużył na to.
Elijah wyraźnie odrobinę się rozluźnił. Mimo wszystko, zastanawiałam się przez moment w duchu, co by zrobił, gdyby jednak Damon miał mi się jeszcze dalej narzucać. Może by mnie jednak nie posłuchał? Może by go dorwał i, jak to on powiedział, „pomścił krzywdy wyrządzone jego rodzinie"? Zdumiewające, ale na samą myśl o tym robiło mi się… jakoś lżej na duszy. Nie sama myśl o zrobieniu tego, ale świadomość, że dla rodziny – dla mnie – byłby w stanie to zrobić.
Nie zmieniało to jednak stanu rzeczy. Można powiedzieć, że wciąż byłam w kropce. Pierwotny to wyraźnie zauważył.
– Nie wyglądasz na zadowoloną z takiego obrotu spraw…
Posłałam mu zaraz uspokajający uśmiech.
– Nie, to nie o to chodzi. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że mój wcześniejszy przyjazd do Warszawy wcale nie jest takim świetnym pomysłem, jak mi się wydawało.
Odpowiedziało mi jego zdumione spojrzenie spod wysoko uniesionych brwi.
– Po pierwsze, obiecałam Ani, że będzie miała mieszkanie dla siebie i Kola do dwudziestego trzeciego. Jak tak się dobrze przyjrzeć tej sytuacji, to wcale nie uśmiecha mi się spędzanie ośmiu z rzędu nocy w tym samym miejscu co ich dwójka… Niestety, nie mam tam dźwiękoszczelnych ścian. Nie będę już nawet wspominać o rodzinnym świątecznym obiedzie… – Przewróciłam oczami, sama do siebie, zaskoczona, że dopiero teraz to do mnie dotarło.
– A co jest nie tak ze świątecznym rodzinnym obiadem? – Elijah zdawał się być tym mocno zaintrygowany. Na tyle, że nawet zauważyłam, jak pochylił się lekko w moją stronę.
Na samą myśl o tym uśmiechnęłam się kwaśno. Jak mogłam wcześniej o tym nie pomyśleć?!
– Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że to będzie po prostu katastrofa! – Miałam nadzieję, że mimo wszystko nie słychać tak bardzo paniki w moim głosie. – Zjeżdżają się wszyscy ze strony mamy i taty, wszystkie ciotki i wujkowie, kuzyni, ich partnerzy, dzieci i tak dalej… – W tym momencie zaczęłam myśleć na głos i zupełnie zapomniałam o tym, że Elijah siedzi przede mną, słuchając, jak właściwie plotę trzy po trzy. – Dotychczas spokojnie znosiłam ich komentarze o moim nieuchronnym staropanieństwie, ale w tym roku, to już będzie po prostu koszmar! Główną atrakcją wieczoru będzie Ania, która zjawi się tam pod ramię z Kolem, a ja nie opędzę się od ciotek, które będą biadolić nad moim losem „singielki"… Wcześniej nie przyszło mi to do głowy, bo przemiana w Pierwotną Hybrydę już wystarczająco przewróciła mi świat do góry nogami, ale teraz to wreszcie do mnie dotarło: będę jedyną z dorosłych, która wciąż nie ma partnera… Co z tego, że miałam faceta, nawet przez kilka miesięcy, skoro okazał się totalnym palantem i w końcu się rozstaliśmy? Przecież nie zacznę im tego tłumaczyć, bo już widzę ich oczy wielkie jak spodki, jak próbuję wyjaśnić, że nie potrafił znieść faktu, że łączą mnie więzy krwi z jego największymi wrogami…
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wstałam z fotela i zaczęłam się przechadzać w tę i z powrotem po kabinie, dopóki nie poczułam jego dłoni na przedramieniu. Wtedy zorientowałam się gdzie jestem i spojrzałam w jego stronę. Zauważyłam, że z trudem, ale jednak powstrzymał swoje rozbawienie. Poza tym, jego najlżejszy dotyk jak zwykle powodował, że powoli powracał mój wewnętrzny spokój. Nie musiał tego mówić, wystarczyło, że patrzyłam mu w oczy, a mój oddech znów zaczął się uspokajać. Wystarczył jego drobny gest, a okazało się, że znów jestem w stanie wrócić na swoje miejsce na fotelu naprzeciwko niego.
Kiedy usiadłam, zerknęłam na swoją dłoń i okazało się, że, nie wiadomo jak i kiedy, Elijah splótł palce z moimi. Prawie słyszałam w głowie jego spokojny głos: „Oddychaj". I wtedy odetchnęłam.
Kiedy znów spojrzałam mu w oczy, tym razem już wyraźnie widziałam, że był naprawdę rozbawiony.
– Po tym, jak odważna byłaś, stawiając czoła wrogom naszej rodziny, nigdy bym nie przypuszczał, że tak bardzo będziesz się przejmować komentarzami swoich krewnych…
Na to akurat przewróciłam oczami.
– Pomijając fakt, że zawsze odstawałam trochę od reszty krewnych, to w tym roku już zupełnie zostanę uznana za dziwoląga. Mniej mnie to drażni z mojego własnego powodu, a bardziej z tych denerwujących komentarzy, którymi najprawdopodobniej uraczą moich rodziców. Takimi typu: „Nasza córka niedawno wyszła za mąż, to kiedy na was przyjdzie kolej, żeby zorganizować wesele? Z Martą pewnie jeszcze długo nic z tego nie będzie, to może przynajmniej z Anią wam się niedługo uda…" Nie będę im przecież tłumaczyć, że w tym momencie ja już od lat się nie starzeję i mogłabym na przykład związać się z kimś dopiero za jakieś pięćdziesiąt lat, albo i to nie…
Nie puszczając mojej ręki, Elijah siedział przez chwilę w milczeniu, jakby zastanawiał się nad czymś intensywnie. Zanim się odezwał, przyszedł mi do głowy pewien pomysł.
– Już wiem! Powiem, że jestem lesbijką! – Zaraz jednak uświadomiłam sobie, jak bardzo coś takiego pogorszyłoby sytuację. Zaczęłam znów mamrotać pod nosem, myśląc głośno. – Albo nie, lepiej bi, bo kiedyś już przyjechałam na ten świąteczny obiad ze Stefanem, jako tylko przyjacielem… Powiem, że moja „dziewczyna" jest nieśmiała i bała się od razu poznawać całą rodzinę… A w ogóle to wszystko wina Kola, bo gdyby nie uwiódł mojej młodszej siostrzyczki, to jego mogłabym zaszantażować, żeby się na tym obiedzie ze mną zjawił…
Wtedy usłyszałam pewien dźwięk. W życiu bym nie uwierzyła, że kiedykolwiek go usłyszę od Elijah.
– Czy mnie słuch nie myli, Elijah? Czyżbyś właśnie… parsknął śmiechem? – Zmierzyłam go spojrzeniem, unosząc jedną brew. Udawałam, że mnie to zirytowało, a w praktyce byłam mu wdzięczna, że w ten sposób przerwał moją bezmyślną paplaninę, która nie miała szansy skończyć się dobrze. Znalazłam w sobie skłonność do niej dopiero po przemianie w Hybrydę. Klaus tłumaczył mi, że to dlatego, że wolę swoje zwierzęce instynkty wyładowywać na przykład przez bieganinę myśli i że często wtedy sama ledwo za nimi nadążam. Najwyraźniej podświadomie uważałam to za bezpieczniejsze niż co raz to przemiany w wilkołaka… Oczywiście, intensywne ćwiczenia były równie dobre, nawet lepsze, ale w tym momencie nie miałam możliwości ich wykonać.
Pierwotny, zamiast zaprzeczyć, uśmiechnął się do mnie szeroko, pokazując garnitur białych zębów. Tak rzadko widywałam ten uśmiech, że aż nie mogłam się powstrzymać, żeby go nie odwzajemnić.
– Może nie przeskakujmy od razu ze skrajności w skrajność… – Znów wyglądało na to, że zastanawiał się nad czymś przez dłuższą chwilę, ale tym razem milczałam, ciekawa tego, co powie. – Może mógłbym ci pomóc w znalezieniu rozwiązania dla twoich problemów?
Chciałam automatycznie odmówić, oświadczyć, że ze wszystkim dam sobie radę sama. Jednak oboje wiedzieliśmy, że wcale tak nie było. Miałam świadomość, że tyle już razy Elijah mi pomagał… Jego rozwiązania były zawsze sensowne i w tym momencie bardziej chyba ufałam jego zdrowemu rozsądkowi, niż swojemu. Podejrzewałam, że ta panika była także związana z resztkami zastrzyku adrenaliny, jakim był mój występ przed Damonem.
Dlatego odczekałam chwilę, po czym lekko skinęłam głową, zgadzając się na propozycję Elijah.
– Jeśli masz jakiś pomysł… i jeśli udało ci się coś wyłowić w miarę logicznego z tej mojej paplaniny… To będę bardzo wdzięczna.
Mój samokrytyczny komentarz spowodował, że w jego ciepłych, czekoladowobrązowych oczach dojrzałam znów iskierki rozbawienia.
– Mam pewien pomysł, ale proszę, żebyś go wysłuchała i przemyślała dobrze, zanim odpowiesz. – Znów skinęłam głową na znak zgody. Nawet nie zauważyłam, że nasze palce wciąż są splecione i że jego kciuki w dziwnie kojącym geście wyznaczają delikatne kręgi na wierzchu moich dłoni. – Jeśli chodzi o sam wcześniejszy przylot do Warszawy, to nikt nie mówi, że musisz tam wylądować już dzisiaj. Jeśli miałabyś ochotę, to mogłabyś do dwudziestego trzeciego spędzić czas w naszej londyńskiej rezydencji. – Już miałam ochotę coś powiedzieć, kiedy szybko dodał: – Jestem przekonany, że spodobają ci się dekoracje świąteczne w Londynie. Widziałaś go latem, czemu więc nie poznać go także zimą? – Och, dobrze wiedział, co robi. Kusił mnie strasznie. Pamiętał, że kiedy poznaliśmy się w Londynie latem, wspominałam, że kiedyś będę chciała tam wrócić w okresie przedświątecznym. Już byłam gotowa się zgodzić na tę propozycję. Poza tym, miałabym okazję na kolejną porcję świątecznych zakupów, w dodatku w Londynie, jednym z moich ulubionych miast na świecie! – Natomiast, jeśli chodzi o twój rodzinny świąteczny obiad, to… sądzę, że skoro nie możesz w tym roku liczyć na mojego młodszego brata, to moją przyjemnością i jednocześnie obowiązkiem byłoby zaproponować ci swoją kandydaturę na jego zastępstwo.
Przez dłuższą chwilę nie docierała do mnie ostatnia część jego odpowiedzi. Kiedy jednak przetrawiłam jego słowa, aż podskoczyłam, znacznie zwiększając w tym momencie dystans między nami.
– Nie ma mowy! Jesteś moim przyjacielem i nie mogę wymagać, żebyś zastępował Kola, skoro nigdy go nawet nie miałam szansy poprosić o tę przysługę! Poza tym, na pewno będziesz w tym czasie bardzo zajęty i absolutnie nie mogę wymagać, żebyś ze względu na mnie zmieniał swoje plany. Poradzę sobie sama, to tylko jedne święta w skali tysiąca kolejnych, które mnie czekają, dam sobie…
Znów zaczęłam wyrzucać z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, więc tym razem Elijah zastosował nieco inną metodę, żeby mnie uciszyć – przycisnął palec do moich ust, abym je zamknęła. Jednocześnie znów się do mnie nachylił, nawet bardziej niż wcześniej. Nasze oczy były w tym momencie na tym samym poziomie – podobnie, jak już wielokrotnie wcześniej, kiedy ćwiczyliśmy razem walkę wręcz. Zawsze, kiedy znajdowaliśmy się tak blisko siebie czułam, jak bardzo zwiększa się raptem moja świadomość własnego ciała; jak bardzo miałam ochotę zaskoczyć go i przycisnąć swoje usta do jego – sprawdzić, czy byłby dla mnie w stanie rzucić całe to dobre wychowanie i maniery w cholerę.
Jednak właściwie dopiero co zakończyłam naprawdę nieudany związek, a jeden mały, drobny epizod z Kolem uświadomił mi, jak krucha była moja samoocena i moja równowaga emocjonalna w tej chwili. Nie chciałam wskakiwać w coś nowego bez zastanowienia – Elijah był dla mnie zbyt dobry i nie zasługiwał na to. On zasługiwał na… zawsze i na zawsze.
Poza tym, nie miałam nawet pewności, czy aby na pewno myśli o mnie w TEN sposób. Przecież tamtej nocy, kiedy pomógł mi uwolnić się od dręczącego mnie koszmaru, niczego, ale to NICZEGO nie próbował, tylko mnie trzymał w ramionach aż do samego rana. A przecież wtedy SAMA miałam na niego wielką ochotę (w końcu miałam okazję zobaczyć na własne oczy, jak smakowicie wyrzeźbione mięśnie kryły się pod tymi jego absurdalnie drogimi, szytymi na miarę garniturami!).
Może on mnie tylko lubi? Może czuje do mnie przywiązanie, bo w sumie należę do rodziny? Może sobie tylko wymyśliłam to seksualne napięcie między nami, kiedy raz po raz ćwiczyliśmy tę walkę wręcz i nasze twarze znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od siebie?
Tak czy siak, absolutnie, NIE MOGŁAM go prosić o coś takiego. To zbyt wiele. Poza tym, gdyby ciotki się dowiedziały, że on i Kol są braćmi – a przecież by się dowiedziały – to już by nam w życiu nie dały spokoju…
Chciałam mu to wszystko powiedzieć, chciałam kazać mu zapomnieć o tym pomyśle i poprosić, żebyśmy kierowali się prosto do Warszawy, ale wciąż czułam jego palec na swoich ustach i miałam dziwne wrażenie, że promieniuje od niego ciepło, które powoli, sekunda po sekundzie, rozchodzi się właściwie po całym moim ciele. Poza tym, w jego oczach widziałam wyraźnie prośbę – on, bardzo uprzejmie, ale wciąż PROSIŁ, żebym jednak rozważyła jego propozycję.
– Pomyśl o tym tak: prawdopodobnie napięcie związane ze spotkaniem z całą rodziną doprowadzi cię do kresu wytrzymałości. Na pewno nie chciałabyś przemienić się w wilkołaka na oczach krewnych, prawda? Jeśli pojedziesz ze mną do Londynu, a potem razem pojedziemy do Warszawy, będziesz miała okazję wyładować swoje emocje, bo moglibyśmy kontynuować nasze treningi…
No i mnie miał. Znalazł koronny argument. Wiedział, że nigdy w życiu nie chciałabym narazić swoich bliskich na niebezpieczeństwo, a towarzystwo mnie samej, w pojedynkę – nowej Pierwotnej Hybrydy – raczej nie zapewniało im ochrony. Jeśli miałam przetrwać spokojnie te święta, musiałam mieć wsparcie. Kol na pewno będzie zbyt zajęty Anią, żebym wymagała od niego, żeby mnie uspokajał i zabawiał.
Westchnęłam ciężko i spuściłam lekko wzrok. Wtedy Elijah odsunął dłoń od moich ust.
– No dobra, Eli, wygrałeś. Jeśli uważasz, że moje stawienie czoła rodzinie w pojedynkę zagrozi moim najbliższym, to nie mam wyjścia, muszę prosić cię o tę przysługę. – Kiedy znów uniosłam głowę, zauważyłam jego zszokowaną minę. Sama zaraz uniosłam pytająco brwi. – Coś nie tak?
Pokręcił głową.
– Nie pamiętam, czy kiedykolwiek ktoś zwrócił się do mnie tym imieniem… – Już się bałam, że palnęłam coś głupiego, ale wtedy… uśmiechnął się znów szeroko. – Podoba mi się.
Miałam wrażenie, że chciał dodać coś jeszcze, ale się powstrzymał. Ucieszyłam się jednak, że udało mi się czymś go zaskoczyć, więc także obdarzyłam go promiennym uśmiechem.
– W takim razie mnie także.
Zastanawiałam się, dlaczego nikomu do głowy nie przyszło, żeby używać wobec niego skróconej formy imienia. W końcu doszłam do wniosku, że pewnie większość ludzi uważała, że jest trochę na to zbyt poważny. A szkoda, bo w ten sposób pozbawiali się widoku jego pięknego uśmiechu. Seksownego uśmiechu. Takiego, który powodował, że rozpuszczałam się jak masło…
STOP! Teren zakazany! Naprawdę, obiecałam sobie przecież dać spokój z facetami na jakiś czas! Obiecałam sobie i tak dobrze mi szło. Powiedzmy…
Na pewno jednak miałam zamiar od tego momentu zwracać się do niego częściej „Eli", niż pełnym imieniem. Tej drobnej przyjemności nie mogłabym się pozbawić.
Podniósł się z gracją z fotela i aż roześmiałam się w środku, kiedy zauważyłam, że długie siedzenie właściwie nie zostawiło na jego drogim garniturze nawet jednej zmarszczki. Lata praktyki, ot co!
– W tej sytuacji powiadomię pilota o zmianie trasy. – Znów posłał mi uśmiech, po czym na moment opuścił główną kabinę. Wykorzystałam tę chwilę samotności, żeby odetchnąć głęboko. Już nie mogłam się doczekać, żeby mieć te święta już za sobą.
Może wtedy już będę wiedziała… Już będę mogła… zacząć od nowa – może wcale nie sama?
Soundtrack:
Begin Again - Taylor Swift/The Piano Guys feat. Megan Nicole & Alex Goot
Come Fly With Me - Frank Sinatra, Michael Bublé
I Believe (When I Fall In Love It Will Be Forever) - Stevie Wonder
Breathe Again - Sara Bareilles
This - Ed Sheeran
Strój Marty z tej sceny już na moim profilu na Polyvore.
Link do strony głównej na moim opisie na profilu Fanfiction!:)
To: Come Fly With Me
Do następnej sceny!:)
