Gellert spędzał sobie bardzo przyjemny czas z Violette, kiedy osłony domy dosłownie wyrżnęły go w głowę, informując o teleportacji sześciu osób. A było cudownie, ponieważ ona siedziała na stole w jadalni, a on robił z nią te rzeczy jakie się robi z kobietą na stole. Widział wyraz absolutnego zadowolenia na jej twarzy i słyszał coraz bardziej urywany oddech. Zaciskała palce na jego ramionach gniotąc kosztowną szatę, ale nie przejmował się tym. Jedną dłoń zaciskała mocno, zaś drugą gładziła jego policzek co mu odpowiadało. On ze swej strony także gładził jej policzek a drugą dłonią dotykał pleców tak jak lubiła. Mieli czas na wiele rzeczy, ale ochotę na szybki numerek i nagle takowy został przerwany, kiedy prawie osiągnęli spełnienie. Nic dziwnego, że był wścieky jak stado harpii.

- Oby intruz miał dobre wytłumaczenie – syknął zapinając spodnie.

- Na pewno ma – zapewniała poprawiając szatę – sprawdzimy to.

- Zostajesz tutaj ogarze – powiedział.

- A kto będzie pilnował, byś nie zabił intruzów? To cała masa papierkowej roboty!

Po tych słowach chwycił jej dłoń i przeniósł do hallu, gdzie teleportowały się Hermiona, Molly i pokonani wrogowie. Hermiona zaczęła wyjaśniać co zaszło, zaś Gellert jedynie coraz mocniej zaciskał palce na Czarnej Różdżce. Klął pod nosem, na co Francuzka chwyciła jego dłoń czego on nie zanotował. Ale nie atakował.

- Zatłukę skurwieli i to powoli, przeklęte śmierciożercze ścierwa co podniosły różdżki na moją księżniczkę – wycedził – rzucę na was Imperiusa i każę wam sobie nawzajem powydłubywać oczy a potem…

- Ale to po przesłuchaniu – powiedziała przytomnie Violette – może być ich więcej.

- Słusznie prawisz ogarze, ale nie potrzebują oczu do przesłuchania, tak samo nie muszą mówić – dodał – oto piękno legilemencji, mój syn ma talent po matce, o tak… - uśmiechnął się niczym rekin – zajmę się wami ścierwa i to bardzo troskliwie.

- To ja wracam do córki, najadła się na pewno strachu – powiedziała Molly.

- Biedna Ginewra, na pewno chciałyście zrobić zakupy, a ci skurwiele tak wulgarnie wam przerwali. Przez Severusa, Wilhelm prześle eliksir na nerwy co nie ogłupia – powiedział Gellert.

- Och dziękuję, ja mam w domu tonik na nerwy, ale nie taki – wyjaśniła Molly – z pewnością ich ukarzesz.

- Tak, nikt nie podnosi bezkarnie ręki na moją rodzinę czy przyjaciół, a kto się ośmieli tego ręka zostanie odrąbana. Księżniczko, weźmiesz ten sam eliksir.

- Czy mogę w czymś pomóc? – spytała Hermiona.

- Damy sobie radę z tą oto młodą damą – wyjaśnił Gellert – jesteś na to za młoda, poczekaj, Violette czekała kilka lat po przystąpieniu do Akolitów nim wzięła udział, damy sobie z ogarem radę.

Po tych słowach kazał skrzatom przenieść złapanych do „pokoju rozmów" jak elegancko nazywał pomieszczenie przesłuchań i nałożyć skrzacie osłony. Pożegnał też uprzejmie Molly Wealsey i nakazał Violette iść za sobą. Francuzka skinęła głową, a osobliwie wyglądała jak w podomce szła do ponurego pomieszczenia. Nie miała żadnej biżuterii poza broszką z symbolem Akolitów, co nadawało całości osobliwego rysu biorąc pod uwagę jakie czynności im przerwano.

- Dlaczego Gellert nazywa ją ogarem? – spytała zaskoczona Molly.

- Ach, kiedy ciocia Ariana zmarła – głos Hermiony lekko się załamał – a i wcześniej wujek naprawdę rozpaczał no i rozpoczął się wielki wyścig na pocieszycielkę. Wujka to drażniło, że jest jak lis na polowaniu z nagonką i zaczął potem mówić, że Violette to taki mały, chudy ogar to wygrał ten wyścig i go złapał w zęby. Dlatego nazywa ją ogarem, a to pierwszy żart w jego wykonaniu, odkąd ciotka zaczęła słabnąć.

- Nigdy nie widziałam by ktoś z taką czułością nazywał kogoś ogarem, tak czy siak wracam do Ginny – powiedziała Molly.

I tak zrobiła nie chcąc wiedzieć co to na Merlina „pokój rozmów" i co tak ta para czarnoksiężników zrobi złapanym napastnikom. Widziała Violette tak w akcji jak i trenowała z nią by wiedzieć, że Francuzka wie wiele o czarnej magii. Z dumą opowiadała jak zrobiła specjalizację z tej dziedziny i przeszła testy dla Akolitów, rzucając klątwy niewerbalnie, ale dopiero niedawno rzuca „słabego", ale niewerbalnego Cruciatusa. W obyciu była miła, potrafiła okazywać współczucie oraz empatię miała też elastyczne sumienie. Patrzyła do dawna z uwielbieniem na swego Czarnego Pana, a od pewnego czasu on na nią też. Molly to wiedziała i nie wnikała w detale.


- Wytnę runy co osłabiają magię – powiedziała Violette idąc z nim do piwnicy.

- Koniecznie, potrzebujesz pomocy? – spytał.

- Jasne, możemy razem powycinać runy pójdzie szybciej – zauważyła – boję się, że ten napad to tylko część jakiejś całości.

- Mam podobne obawy – wyznał.

I miał rację. Na razie oboje zajęli się swoimi ofiarami. Violette skrępowała z pomocą run trzech napastników i wzięli ze sobą najbardziej wyrośniętego, potomka rodu Flint. Gellert przywiązał winnego do stołu z pomocą czarnych pasów, tych samych których używała Ariana. Violette wzięła do ręki ceremonialny nóż i podeszła powoli do swej ofiary. Nie przebrała się ze swej podomki, ale nie mieli na to czasu. Zamierzała pomóc w przesłuchaniu.

- Nie dotykaj mnie szlamowata dziwko – zaczął złapany hardo, ale stracił nieco hardości jak Violette zaczęła wycinać mu runy na ciele.

Gellert kazał przyjść swemu synowi mieszkającemu we Francji. Minister zgadywał w czym rzecz, ponieważ ojciec ścigał zbiegłych śmierciożerców od zakończenia wojny. Wielu wyłapali jak Akolici jak i ministerstwo, ale wciąż niedobitki pozostawały na wolności, a ścigano ich jak łowną zwierzynę. Widząc Violette z ceremonialnym sztyletem w dłoni minister wiedział co ma miejsce. Gellert uśmiechał się, że może z „kochanym ogarem" przesłuchiwać winnych jak to robił z Arianą.

- Jest magicznie słaby, parę run starczy – powiedziała Violette podchodząc do swego kochanka z zakrwawionym nożem w dłoni.

- Doskonale – powiedział Gellert – no to sobie porozmawiamy. Tylko ich uciszę, bo mój syn nie lubi hałasu.

- Może zaszyjemy mu usta? – spytała Violette.

- Następnemu ogarze – powiedział – to piękne, ale zajmuje za wiele czasu.

Minister nic nie mówił, nie chciał wiedzieć, dlaczego ojciec zwraca się do kochanki per „ogar", ale nie zamierzał pytać. Zwłaszcza jak tamta chodziła z zakrwawionym nożem w dłoni. Teraz zaś widział jak tamta pomagała w przesłuchaniu, a dokładnie wlewała jakieś eliksiry do gardła ofierze, kiedy ojciec rzucał Cruciatusa. Zwykle wykazywał więcej finezji w doborze klątw, ale śpieszyło mu się. W którymś momencie Violette postanowiła się przebrać, bo jak mówiła mugolskie strojne są lepsze do przesłuchiwania. Minister parsknął widząc jak wróciła w dżinsach i bawełnianej bluzeczce, ale Gellert machnął ręką w końcu niech ubierze się wygodnie do wycinania run i tym podobnych, nawet jeśli to bluzeczka z myszką Miki i napisem „Disneyland Paris". Miała swoje ulubione noże oraz wielką igłę i grubą nić jakby miała zaszywać usta.

- Sprawdź, czy padły jego osłony – nakazał synowi.

- Szlag – tyle powiedział minister po wyjściu z umysłu ofiary – Hyperion Nott planuje porwać Narcyzę Malfoy!

- Musimy go powstrzymać – powiedział Gellert – zbiorę ludzi, ilu tam śmieci?

- Niewielu – wyjaśnił minister – przyczaili się i planowali porwać Ginny Weasley i Narcyzę Malfoy by szantażować ich bliskich. Mają problemy z pieniędzmi, bo ich skrytki są zablokowane a i żadne nie pojawi się w Gringottcie, bo za ich głowy wyznaczono parę tysięcy galeonów.

- Wy się zajmiecie przesłuchaniami, a ja zbiorę ludzi. Musimy uderzyć na ich kwaterę nim się przeniosą na wieść o wpadce– wyjaśnił Gellert – przeniosę wam na stół kolejnego, a wy wiecie co robił. Wiesz dość o czarnej magii by go zmiękczyć.

Następny z napastników był mniej hardy, ale wściekły za atak na Hermionę, Gellert nie zamierzał okazać łaski. Violette wycięła runy kolejnej ofierze i zaczęła ciskać weń klątwami. Nie miała oczywiście mocy Gellerta, ale dała sobie radę. Minister patrzył uważnie na „naburmuszoną pannicę" jak ciskała klątwami w ofiarę i nie chciał trafić na koniec jej różdżki. Wlewał eliksiry leczące ofierze, bo jego wiceszefowa departamentu mocno poturbowała zwolennika ideologii czystej krwi. W jego umyśle nie znalazł nic więcej ponad to co wiedział poprzedni śmierciożerca. Oni jednak musieli mieć pewność.

- Powiem wszystko tylko mnie nie bijcie – prosił trzeci z nich.

- Nie bić? – zakpił minister – mój ojciec nie wybacza ataków na członków swojej rodziny i przyjaciół, skoro podnieśliście ręce na jego podopieczną zapłacicie. A i obecna tutaj dama lubi Hermionę, prawda?

- Bardzo ją lubię – zapewniała Violette – to cudowna, młoda czarownica – dodała podchodząc do ofiary z nożem.

- Nie dotykaj mnie ty.. ty.. szlamo – warknął skrępowany.

- Dotknę cię ostrzem noża – zapewniła – nie mam ochoty się brudzić wsobny.

Minister zauważył, że „naburmuszona pannica" wyraźnie lubi przesłuchania, ponieważ nie wygląda jakby ją osy ugryzły w dupę. W mugolskim stroju wyraźnie prowokowała, ale minister nie zamierzał komentować, skoro ojcu to nie przeszkadza. Doszedł do wniosku, że śmierciożercy to kretyni co obrażają czarownicę co ich przesłuchuje. Ciskała w nich na przemian Cruciatusem i lżejszymi klątwami, czasem czymś z egipskiego kompendium. Była bardzo kompetentna i minister nie rozumiał czemu ojciec mawiał, że nie jest wojowniczką. „Chciał ją chronić" – mruknął i raz na zawsze czemu matka była o nią zawsze wściekle zazdrosna. Teraz zaś parzył na swoją wiceszefową departamentu stwierdzając, że nie chce bliżej znać kobiety, która z takim entuzjazmem przesłuchuje ofiary. Robi to naprawdę profesjonalnie i wie, jak uderzać.

- O widzę zrobiłaś z nich ładne manekiny treningowe – powiedział Gellert wchodząc do pokoju – zaraz sprawimy im z Johannem i ekipą niespodzianką. Czy już jest gotowy?

- Nie.

Gelert wraz z resztą, brutalnie przesłuchali pozostałych tylko po to, by potwierdzić co wiedzieli: Hyperion Nott zabarykadował się z niedobitkami śmierciożerców gdzieś w okolicy Manchesteru. I musieli działać szybko, ponieważ Nott wiedząc o klęsce na Pokątnej może przenieść gdzieś swoich. Rozumieli to wszyscy i niebawem zbrojna drużyna była gotowa do ataku. Gellert niechętnie pozwolił Violette iść ze sobą, Nie chciał by cokolwiek zagrażało „kochanemu ogarowi" jak o niej czule mówił, a jak wyznał szczerze od dawna tam miał. Dlatego miał ją przy sobie.

Ale ostatecznie udali się oboje, gotowi do walki i trzymając się za ręce weszli do bezpiecznego domu, gdzie już czekał Johann i chętni do wyłapania reszty śmierciożerców. Ów widok był słodki, a raczej byłby gdyby nie szli na walkę. Gellert nie tylko się z nią teleportował, ale i cały czas trzymał za rękę nie zamierzając niczego ukrywać. Gellert powiadomił Albusa o planowanej akcji ale wolałby nikt mu się pod nogami nie plątał. Powiadomił też ministra magii, ale nikt poza nim tam szybko nie zorganizował ekipy ratunkowej. Zjawił się tylko sam minister u Alastor Moody i taka oto ekipa wpadła do Notta.


Hyperion Nott tego nie wiedział, ale to był koniec, kiedy wyobrażał sobie co zrobi Narcyzie kiedy już ją porwie. Od dawna uważał Narcyzę za atrakcyjną i zapragnął się z nią zabawić, tak jak w swoim pojęciu miał prawo jako arystokrata czystej krwi. I stał zadowolony ze swoich fantazji, kiedy osłony domu poinformowały go o intruzach.

Nott nie pojmował jakim cudem wpadli. Jeszcze mniej pojmował jakim cudem wpadł tutaj Grindelwald ze swoimi przydupasami. Widząc jak przeciwnik trzyma młodą czarownicę za rękę, zaczął mówić coś o szlamowatych kurewkach. Niewiele więcej zrobił, ponieważ czarnoksiężnik unieruchomił go jednym ruchem dłoni, Violette tylko krzyknęła Crucio. I Hyperion od razu pojął czemu łączenie zaklęć Petryficus Totalus i Cruciatus tak piekielnie boli. Nie wiedział, ile Violette go trzymała pod klątwą, ale potem skrępowała runami a Johann kajdankami. Jego różdżka została złamana, a coś podobnego spotkało resztę. Leżąc na podłodze skrępowany na wiele sposobów, arystokrata nie pojmował jakim cudem został pokonany nim podniósł różdżka a szlamowata dziwka tak go urządziła, że z oczy płynęły mu łzy bólu.

Całe życie uważał się za lepszego i potężniejszego z racji czystej krwi. A tymczasem Grindelwald ruchem łapy go unieruchomił, a ta jego kurewka walnęła takim Crucio, że wielu by zawstydziła. I te jej piekielne runy, widział jak zabijała paniczy czystej krwi, kiedy z jej różdżki raz po raz strzelał zielony płomień. Nie była słabą dziwką. Pozostali Akolici też się nie patyczkowali, minister magii także nie i tylko Alastor Moody nie ciskał klątwami.

Większość zginęła, ponieważ Gellert pozwolił im zabijać, ale zostawić Notta. Wyjaśnił Akolitom, że chce mieć pewność, że nie ma ich więcej. Minister wezwał aurorów i ci co przeżyli, poza Hyperionem, mieli trafić na przesłuchanie do ministerstwa. Byli wyraźnie zachwyceni, nie chcąc trafić w ręce ludzi Grindelwalda. Hyperion Nott miał odpocząć do jutra przed przesłuchaniem.

Nott do samego końca wierzył, że jego majątek i czysta krew mu pomogą. Nie pojmował jak niewiele to znaczy dla Gellerta Grindelwalda. I nie chciał przyznać, że jego linia magiczna dobiegnie końca. Jego syn czystej krwi gnije w Azkabanie, a Narcyza planuje go otruć, on zaś skończył w piwnicy Grindelwalda, ale uznał, że porozmawia sobie z Gellertem jak czarodziej czystej krwi z czarodziejem czystej krwi. Na razie faktycznie odpoczywał biorąc położenie go w pokoju z łóżkiem za oznakę szacunku dla czystej krwi. Nie rozumiał, że Grindelwald chciał go dłużej torturować i do tego potrzebował ofiary w dobrym stanie. Gellert nigdy nie zapomniał, że Abraxas i Hyperion byli kolegami Toma Riddle w szkole i chociaż winił głównie Abraxasa, to także nienawidził Hyperiona.

Theo Nott faktycznie gnił w Azkabanie za atak na Draco, a okrutnym zrządzeniem losu trafił na cele obok Lucjusza. Lucjusz uważał syna i żoną za przeklętych zdrajców co śmieli zdradzić ideologię czystej krwi i szkodzić Czarnemu Panu, niemniej jednak tylko on ma ich prawo ukarać. Lecz chodzić Lucjusz wyzywał żonę od najgorszych, tylko dementorzy oraz Theo go słyszeli. A i z czasem wrzaski były coraz cichsze. Tracił rozum, jak wszyscy w tym miejscu.

Lucjusz nigdy nie żałował ni zastania śmierciożercą, ni wszystkich zbrodni na mugolach i mugolakach. W swoim pojęciu jako czarodziej czystej krwi był nadczłowiekiem i miał prawo zabijać, gwałcić i torturować tych co są poniżej. Nawet w więziennym pasiaku uważał się kogoś lepszego i wygrażał wrogom. A i tak czekał go lepszy koniec niż Hyperiona.

Gellert zaś oczywiście zamierzał poznęcać się nad Nottem. Na razie także poszedł spać po męczącym dniu, zajmując miejsce obok Violette. Pocałował swoją młodą kochankę na dobranoc i zajął miejsce za nią, tak jak lubiła. Patrzył z czułością jak śpi, czując, że jak wreszcie wyznał swoje uczucie poczuł się lżej. Była młoda, dużo młodsza od Ariany, ale pełna obaw. To nic, nauczy ją czerpać radość ze swego ciała. Na razie najbardziej lubi kochać się czule i delikatnie, ale popracuje nad tym.

Rozmawiali ze sobą na temat przyszłości związku i już formalnie poprosił ją o rękę. Uczynił tak w ogrodzie, w zakątku jaki oboje lubili. Ponieważ szanował tradycję, tak jak nakazywała tradycja tak w świecie magii i tym bez, przykląkł na jedno kolano i spytał, czy uczyni mu szczęście bycia jego żoną. Z radością powiedziała tak i zaczęła go całować nim jeszcze wstał. Teraz zaś nosiła na palcu pierścionek, który zdejmowała tylko do spania. I zaprezentuje dumnie na bankiecie. A przez tego przeklętego Notta opóźni mu się wyprawa do Paryża, na spotkanie z Fabienem...


Gellert obudził się bardzo zadowolony z siebie i po śniadaniu zeszli z Violette powitać Notta jak należy. Francuzka już dawno zauważyła jak jej przy... narzeczony uwielbia mieć widownię do pewnych rzeczy, toteż poszła z nim do piwnicy. Nie pozwolił jej ubrać się po mugolsku, dlatego miała na sobie podomkę i zapinkę z symbolem Akolitów z czego żartował, że jako dobra Akolitka powinna spełniać pragnienia swego przywódcy. Zgadła, że chodzi mu o pewne pozycje w sypialni, ale ona nie była gotowa. „Nie zmuszę cię do niczego ogarze, powoli dojdziemy do wszystkiego". Kiedy zeszli trzymając się za ręce wyglądali jak zakochana para szukająca miejsca na miłosne igraszki, a nie para czarnoksiężników idąca poznęcać się nad ofiarą.

- Nott, nareszcie sobie porozmawiamy – powiedział Gellert złowrogo – chciałeś porwać Ginny Weasley, która jest przyjaciółką rodziny i Narcyzę Malfoy która nam pomogła, pokażę jak nie lubię takiego traktowania moich ludzi. W przeciwieństwie do Toma o nich dbam, radze ci być grzeczny, bo inaczej ta oto pani uciszy cię na dobre – wskazał na Violette – lubi zszywać usta, nie ma wprawy więc zadaje ból ofierze ale chciała na tobie poćwiczyć.

- Nie musimy być wrogami Lordzie Grindelwald – zaczął Hyperion.

- Bawisz mnie Nott, twoi śmiecie mieli czelność zaatakować Hermionę co jest mi jak córka, a także Molly którą naprawdę lubię i Ginny, jej córkę, która mnie bawi. Widzisz ty zbiegłe, śmierciożercze ścierwo, ja dbam o moich przyjaciół – wycedził – nienawidzę takich tak ty bigotów, zaszyj mu usta – nakazał Violette – nie mam ochoty go słuchać.

- O widzę żądza po śmierci żony – zaczął Hyperion.

Nie był głupi i pojął, że Grindelwald jest do niego wrogo nastawiony. I dlatego chciał go sprowokować by zrobił coś gwałtownego, ale Gellert go uciszył zaklęciem. A potem, ku większemu upokorzeniu dumnego potomka Nottów, podeszła do niego Violette (szlamowata kurewka jak nazywali ją) i w bolesny sposób pokazał do czego jej igła i nitka. Brakowało jej wprawy, więc zadawała wiele bólu ofierze, a Grindelwald dbał by ofiara nie zemdlała. A umiał to robić, gdyż jego wiedza z dziedziny magii leczącej ustępowała tylko czarnej magii.

- Ofiara by ci zemdlała parę razy, wychodzisz z wprawy ogarze – powiedział Gellert patrząc z uśmiechem na Violette.

- Wcześniej robiłam to na dwie ręce z Arianą – przypomniała.

- O tak, byłyście cudowne – rozmarzył się Gellert – miałem was ochotę po rękach całować, takie zgrabne rączki, no ale nie zaniedbujmy gościa.

Hyperion Nott źle znosił ból. Zawsze takowy zadawał, w swoim pojęciu miał prawo będąc Nott, ale nigdy nie zaznał. Zadawał ból ofiarom, zadawał ból żonie i synowi, ponieważ w swoim pojęciu to jego prawo arystokraty, męża i ojca. A teraz leży nieruchomy i „szlamowata dziwka" się nad nim znęca. Słuchał Grindelwalda i patrzył jak tamten patrzył na szlamę z uwielbieniem i uznał czarnoksiężnika za obłąkanego.

Gellert znęcał się nad nim jakiś czas, ale wpadł domowy skrzat informując, że niebawem zostanie podany lunch. Nie chcąc słuchać wykładów Violette na temat zdrowego jedzenia i stylu życia, postanowił dać odpocząć Nottowi, chcąc zjeść posiłek z bliskimi. Teraz to była Violette, Wilhelm i Harry i czarnoksiężnik uważał się za szczęśliwego człowieka. Miał rodzinę i miał przyjaciół, a od dawna dbał o rodzinne posiłki.

Mimo to znajdował czas na zajęcie się Nottem. Violette musiała wracać do pracy, bo nie dała się przekonać by zostać w Anglii, a zajęć rzecz jasna nie brakowało. Gellert nalegał by po ślubie zrezygnowała z pracy, ale na razie nie jest jego żoną i dlatego wciąż pracuje. Nikt z nich nie uważał za coś złego by przetrzymywać Hyperiona Notta, ponieważ był on terrorystą i kimś winnym wielu zbrodni w czasie obu wojen a zwłaszcza poprzedniej: lista jego ofiar była długa a Nott nie okazał ani cienia skruchy, lecz uważał, że jako arystokrata czystej krwi ma prawo zrobić kogoś niższego stanem od niego. Uważali się z Tomem i Abraxasem za królów magicznego świata i tak ich przez lata traktowano. Teraz jednak wpadł w ręce oprawcy, który bawił się nim tak samo jak on swoimi ofiarami a sam uważał za krzywdzącą niesprawiedliwość, że sam padł ofiarą takiego. Bo przecież on jest Nottem!


Bankiet ministerialny stanowił wielką okazję i wydarzenie obficie komentowane przez gazety. Ponieważ to miało miejsce w okrągłą rocznicę ostatecznej bitwy z siłami Voldemorta. Ginny spędzała dużo czasu nim była gotowa, podobnie jak i Violette w swej pięknej, rzymskiej szacie. Francuzka stała dość nieśmiało przez Gellertem, nie mając na sobie żadnej biżuterii. Miała kilka sznurków pereł w domu, ale teraz nic.

- Wyglądasz przepięknie ogarze – powiedział Gellert czule, całując jej odsłonięte ramię – a zaraz będziesz piękniejsza, tylko zamknij oczy.

Zrobiła jak nakazał i poczuła jak ją gdzieś prowadzi, a dokładnie w kierunku lustra. Zgadywał, że chce dać jej podarek, toteż stała i z trudem powstrzymała piśnięcie, kiedy poczuła coś ciężkiej na swoim dekolcie. Nakazał jej by otworzyła oczy i teraz aż pisnęła widząc jego prezent. Była to spora, postarzana kolia z szafirami. Podobne klejnoty nosiły najzamożniejsze arystokratki. Do kompletu podarował jej jeszcze kolczyki i patrzyła na siebie jak oczarowana.

- Moja przyszła żona musi olśnić inne.

I tak było. Widok Gellerta prowadzącego za rękę swoją młodą Akolitkę wywołał jeszcze większe zamieszanie niż przyjście ministra magii z jakąś młodą urzędniczką. Narcyza Malfoy przybyła bez pary, ale w towarzystwie Draco i Pansy, którzy zaręczyli się i planowali ślub wczesną jesienią. Uprzejme powitanie Malfoyów przez Gellerta zakończyło długą waśń między rodzinami i stanowiło nowe otwarcie dla nich wszystkich.

Gellert oświadczył, że zamierza poślubić swoją wieloletnią przyjaciółkę i oddaną Akolitkę raz na zawsze kończąc dywagację kto będzie nową Lady Grindelwald. Owa deklaracja zezłościła wiele kobiet, ale on miał to gdzieś i słysząc takie komentarze był gotów przyśpieszyć ślub. O ile ślub Draco i Pansy miał być huczną uroczystością to Gellert i Violette postawili raczej na cichą, rodzinną uroczystość.

Czasy powojenne były czasem spokoju w Anglii, prawdziwego rozwiązania problemów i zmian zbliżających ten kraj do kontynentalnej Europy. Gellert faktycznie poślubił niebawem swoją wybrankę i tak oto Violette Schwartz, dziewczyna znikąd została nową Lady Grindelwald. Przeżyli z Gellertem wiele szczęśliwych lat, jako zgodne, kochające się małżeństwo w którym owszem dochodziło do sprzeczek ale niczego naprawdę wielkiego. Mieli swoje lepsze i gorsze dni jak każda para, ale wedle każdego kto ich znał byli razem szczęśliwi. Niebawem dołączyła do nich siostrzenica Violette, Charlene. Violette w świetle prawa była opiekunką siostrzenicy, dlatego dziewczyna poszła do Hogwartu. Pamiętając o problemach Hermiony, Gellert i Violette odprowadzili razem dziewczynkę na pociąg. A chociaż Charlene, w przeciwieństwie od matki i ciotki, dorastała wpierw w szczęśliwym domu rodzinnym, a potem luksusach Grindelwald Manor, nie była zepsuta.

Adeline z bólem żegnała córkę, ale rozumiała, że miejsce jej córeczki – czarownicy jest w świecie magii. Z kolei siostra zapewni jej start o jakim po mugolskiej stronie nie ma co marzyć. Dlatego oddała swoją córkę siostrze, która była czarownicą. Violette Grindelwald, podobnie jak ongi Petunia Dursley, dostała na wychowanie dziecko swojej siostry, ale w przeciwieństwie do Petunii otoczyła czułą opieką. Gellert zaś może był surowym wujem, ale nie okrutnym.

Draco z Pansy także żył spokojnie i naprawdę dobrze. Jakieś dwa lata po wojnie Lucjusz Malfoy próbował uciec z Azkabanu, przez co został zabity. Narcyza została niezwykle piękną i bogatą wdową, a Draco zajmował się raczej zarządzaniem majątkiem, nowymi inwestycjami niż zabijaniem, torturami i korupcją. Za dzieciaka chciał być jak ojciec, teraz pamiętając koszmar jaki stanowiło życie w Malfoy Manor, kiedy mieszkał tam Voldemort. Z niechęcią wrócili do domostwa, ale Narcyza i Pansy całkowicie odmieniły wnętrze czyniąc je jasnym i przyjaznym ludziom, w popularnym w magicznej Francji stylu podobnym do stylu prowansalskiego. Ów styl cenili sobie czarodzieje znam morza Śródziemnego i teraz całkowicie odmienił Malfoy Manor. Draco zajmował się pilnowaniem interesów, zaś Pansy domem, malarstwem oraz przyjmowaniem gości, czyli wszystkim co stanowiło typowe zajęcia pani z wielkiego domu.

Harry po dłuższych studiach osiągnął Mistrzostwo w zaklęciach. Zajęło mu to nieco czasu, ponieważ w międzyczasie poślubił Ginny i doczekał trójki dzieci. Ale chciał osiągnąć to, co mogła osiągnąć Lily Potter ale nie zdążyła. Po ślubie wyprowadził się z Grindelwald Manor do niewielkiego, przyjemnego, wiejskiego domu, ale odwiedzał ukochanego wuja regularnie. Jego związek z Ginny był także udany, razem latali na miotłach, wychowywali dzieci i zajmowali zwyczajnymi sprawami. Nie było tak ni walk, ni wielkich dramatów ot codzienność.

Hermiona ukończyła nauki w Durmstrangu z wyróżnieniem i dość młodo została Mistrzynią czarnej magii. Wiktor ją w tym wspierał, a chociaż ona zajmowała się nauką, a on karierą sportową (dla czarodziei dłuższą niż dla mugoli) ich związek rozwijał się powoli, ale szczęśliwie. Wzięli z czasem ślub i doczekali dzieci, które były w podobnym wieku co dzieci Wiktora. Ponieważ Hermiona wciąż mieszkała w Anglii, dzieci, podobnie jak dzieci Harry'ego miały iść do Hogwartu. Rose i Hugo budzili zainteresowanie jako potomkowie młodej Mistrzyni czarnej magii oraz sławnego sportowca. Oboje zadbali, by dzieci nie były zepsute, ale zwyczajne.

Dla wszystkich nadchodzące lata były udanymi, szczęśliwymi latami zwyczajnego życia. O ich życiu można by napisać niejedną stronę powieści, ale to już całkiem inna opowieść o tym jak Mundungus Fletcher próbował sprzedawać żelastwo jako mugolskie artefakty, jak Charlene radziła sobie z plotkami o byciu nieślubnym dzieckiem swej ciotki i jej męża, poczętym, kiedy tamten był jeszcze żonaty z inną, czy o tym jak Draco i Harry wypijali drogie koniaki Gellertowi i wielu, wielu innych sytuacjach.


A/N. To koniec tej historii. Mam jeszcze luźne scenki rodzajowe, które może opublikuję. Mam też jeszcze jedną historię z Gellertem w roli głównej.