Severus zdołał jakoś się uspokoić i pozwolił Poppy zrobić skan, który powiedział, że jest w trzecim miesiącu ciąży. Wziął wynik skanu i udał się do swojej kwatery. Położył się na łóżku i patrzył tępo w sufit. Wciąż nie mógł w to wszystko uwierzyć. Leżał tak dopóki nie zasnął. Obudził się następnego ranka z uczuciem mdłości, rzucił się od razu do toalety i wyrzucił wczorajsze jedzenie z siebie, jedyne co go teraz cieszyło to fakt, że przynajmniej wie, od czego każdego ranka wymiotuje i skąd te inne dziwne objawy, a co najważniejsze wiedział od czego tyje. Nagle usłyszał pukanie, wytarł szybko usta i spuścił wodę w toalecie. Otworzył drzwi i ujrzał za nimi Minervę i Poppy, pierwsza z wymienionych trzymała talerz jedzenia, a druga kilka fiolek eliksirów.

- Minerva? Poppy? O co chodzi?- zapytał wpuszczając je do środka.

- Przyniosłyśmy ci śniadanie i chciałyśmy zobaczyć jak się czujesz- oznajmiła McGonagall kładąc przed nim talerz jedzenia.

Snape skrzywił się, kilka minut wcześniej zwymiotował całe wczorajsze jedzenie, ale z drugiej strony był głodny i dziecko chyba też, ale z trzeciej strony wciąż było mu niedobrze.

- Nie krzyw się tak. Domyślam się, że wcześniej wymiotowałeś i właśnie dlatego musisz jeść- rzekła Poppy przybliżajac do niego talerz.

Severus wziął jeden kęs, potem drugi i trzeci, a za nim się obejrzał zjadł wszystko co do ostatniego okruszka. Musiał przyznać, że na prawdę był bardzo głodny. Chociaż może to dziecko było głodne? Choć raczej oboje. W każdym razie Poppy dała mu eliksiry i wyjaśniła kiedy ma je brać; eliksir o białym kolorze był na poranne mdłości, eliksir o różowym kolorze miał sprawić, że będzie zdolny do laktacji, gdy to usłyszał od razu zapytał czy urosną mu piersi i odetchnął z ulgą gdy dowiedział się, że jedynie jego sutki staną się wrażliwe i, że mogą go boleć. Trzeci, a zarazem ostatni eliksir był czarnej barwy i był odpowiedzialny za utworzenie kanału rodnego, który miał mieć co miesiąc badany. Na samą myśl skręcał mu się żołądek, ale jak mus to mus. Po ogólnym wywiadzie, który przeprowadziła Pomfrey obie panie opuściła jego komnaty, a on zaczął szykować się do dnia. Tego dnia miał eliksiry z pięciorocznymi Gryfonami i Ślizgonami oraz eliksiry z trzeciorocznymi Krukonami i Puchonami. Czuł się zmęczony, ale musiał przeżyć tylko te dwie lekcje z rana i mógł wrócić do łóżka. Wszedł powoli do klasy i usiadł za biurkiem. Widział na sobie zdziwione spojrzenia uczniów, bo zazwyczaj wchodził bardzo szybko do klasy, trzaskał drzwiami i nigdy nie siadał. Postanowił zignorować te wszystkie spojrzenia i zaczął lekcje.

- Dziś macie za zadanie uwarzyć Ulizannę, a na następną lekcję przygotujecie esej na sześć stóp na temat trzech jej składników- rzekł Snape, ale przerwała mu ręka Hermiony uniesiona wysoko w górę- Tak panno Granger?

- Możemy sami wybrać składniki, które opiszemy?- zapytała.

- Nie, esej ma być na temat Gomasa Barbadensisa, Włosów smoka azjatyckiego i Wazeliny, a i na następne zajęcia każdy ma być gotowy do odpowiedzi ustnej z twórcy tego eliksiru Fleamont Potter'a- powiedział i wszyscy kiwnęli głowami- i jeszcze jedno Longbottom i Goyle przesiądźcie się do ostatniej ławki, nikt ma nie siadać w pierwszej ławce zaraz przy biurku.

Mistrz eliksirów przez chwilę patrzył na swoich uczniów; jedni czytali raz po raz instrukcję, inni robili eliksir równocześnie czytając instrukcję, jeszcze inni próbowali , ulepszyć" eliksir swoimi wymysłami. Nie mógł na nich patrzeć, bo zaraz oczy mu się zamykały. Spojrzał w dół na swój lekko wypukły brzuch i położył na nim rękę. Z ledwością udało mu się nie zasnąć, ale teraz musiał przeżyć jeszcze tylko jedną lekcję i mógł wreszcie iść spać. Na pierwszej ławce przed biurkiem ustawił napis ,Nie wolno siadać" . Rozbrzmiał dzwonek i uczniowie zaczęli pozwoli wlewać się do sali i zajmować swoje miejsca. Gdy wszyscy wreszcie usiedli Snape mógł wreszcie zacząć zajęcia.

- Dziś uwarzycie Eliksir Słodkich Snów i na zadanie napiszecie esej na cztery stopy na temat śluzu gumochłona, gałązek lawendy i gałązek waleriany. Celem tych zajęć jest praca samodzielna, więc żadnych pytań, a teraz cisza i do roboty- powiedział, a uczniowie zabrali się do pracy.

Na tej lekcji znów nic ciekawego się nie wydarzyło, a co ciekawe każdemu udało się uwarzyć dobry eliksir. Mistrz eliksirów musiał przyznać, że był dumny, bo zazwyczaj tylko kujony potrafiły coś dobrze zrobić. Posprzątał wszystko machnięciem różdżki i udał się do swoich kwater, tam postanowił przebrać się w piżamę, która w zasadzie składała się jedynie z ogromnej koszuli Remusa Lupina Likantrop dał mu ją na przeprosiny za Huncwotów (mówił, że to jego ulubiona). Gdy był gotowy wszedł pod pierzynę i oczy same mu się zamknęły, nie minęła nawet minuta, a on już spał. Został obudzony kilka godzin później przez Poppy. Początkowo zdziwił się jak udało dostać się jej do środka, w końcu trzeba było znać hasło, albo ktoś od środka musiał otworzyć. Jednak przypomniał sobie, że musiał podać jej hasło z powodu ciąży, bo mógłby nie daj Bóg zemdleć lub nie być w stanie podejść do drzwi. Przeklinał siebie za hasło jakie sobie ustawił "Puchaty Króliczek", na szczęście Pomfrey nie śmiała się na głos, chociaż widział, że ledwo się powstrzymywała.

- Wstawiaj, mam obiad dla ciebie- powiedziała kładąc talerz jedzenia na szafce nocnej.

Spojrzał bez słowa na talerz z zupą jarzynową, nabrał na łyżkę trochę polewki i warzyw, nie podejrzewał, że warzywa mogą mu aż tak smakować, chociaż brakowało mu w tej zupie chleba, chciał zapytać o niego Poppy, ale nie chciał wyjść na obrzartucha. Niestety Pomfrey zauważyła, że coś jest nie tak.

- Chciałbyś coś jeszcze? I nie mów, że nie, bo widzę, że masz na coś ochotę- powiedziała Poppy patrząc na jego lekko zarumienioną twarz.

- Chleba- mruknął cicho.

Pielęgniarka uśmiechnęła się ciepło i wyczarowała pięć kromek chleba. Snape porwał chleb i wrzucił go do zupy. Dokończył cały talerz i Poppy sprawiła, że znikną. Pomfrey znów zrobiła mu małe przesłuchanie i odetchnęła z ulgą, gdy z Severusem nie było nic złego.

- Za dwa tygodnie masz do mnie przyjść, sprawdzę czy eliksiry działają- odparła z uśmiechem Poppy patrząc na jego czerwone policzki.