– Ty i Hermiona – mówię.

Nott jęczy, opadając na oparcie krzesła i dopija resztkę wina z kieliszka, jakby spodziewał się tego, co powiem.

Odstawiam swój kieliszek na wypolerowaną powierzchnię stolika kawowego, wzdrygając się wewnętrznie, że nie ma tu żadnych podkładek, które byłyby w stanie ochronić te nieskazitelne wykończenia.

– Co się tam wydarzyło? – pytam po chwili niezręcznej ciszy.

On przesuwa palcami po swoim podbródku, analizując mnie. Mruży oczy, zaciska usta i czeka, aż powiem coś więcej. Nie robię tego. W końcu wzrusza ramionami.

– Nie byliśmy sobie pisani.

Sceptycznie podchodzę do tego stwierdzenia.

– Nie wyglądasz mi na typ osoby, która wierzy w takie błahostki jak bycie sobie pisanym.

Wzdycha.

– Dlaczego ona cię tak interesuje?

Prycham, reagując tak, jakby zaatakował mnie personalnie.

– Nie interesuje. Znaczy, jestem zainteresowana wszystkim. To dlatego cię odszukałam. Ciebie i Dracona Malfoya.

Przekręca głowę i kieruje na mnie dosyć ciężkie spojrzenie.

– Mnie – mówi – i Dracona Malfoya?

Uciekam od niego wzrokiem, wiedząc, że pozwoliłam, aby wymknęło mi się zbyt wiele.

– Potrzebowałam różnych źródeł. Nie mogłam po prostu uwierzyć ci na słowo.

Nott prostuje się na swoim miejscu. Słabe światło z góry tworzy cień na jego twarzy, podkreślając ostro zarysowane kości policzkowe.

– Nie mogłaś uwierzyć mi na słowo w związku z czym?

Jaka spotka ich kara? Jakie konsekwencje pociągnie za sobą ich tchórzostwo? Z pewnością niezależnie od otrzymanej pokuty, pierwszeństwo zawsze będzie miało poczucie winy, idąc ramię w ramię z ich decyzją o ucieczce. O ukryciu się. O zniknięciu. Hermiona, zanurzając dłonie w lodowatej wodzie strumyka, rozważała, co stało się ze światem. Czy poza ścianami Zakazanego Lasu istniał jeszcze jakiś inny świat? Bo właśnie tym stały się drzewa – ścianami. Ich ochroną, ich prywatnością, ich granicą.

Jej dłonie zdrętwiały, zdawały się być obciążone. Uniosła wodę ze strumienia ku twarzy. Łatwiej było sobie tego nie wyobrażać. Jakby na zewnątrz było jedno, wielkie pustkowie. Zakazany Las pośród nicości. Pędzący przez bezdenną otchłań. Albo raczej zawieszony, dryfujący, unoszący się w rozległej pustce. Wszyscy, którzy kiedykolwiek żyli, odeszli. Nie było nikogo, o kogo można byłoby się martwić.

– O czym myślisz?

Hermiona rozpoznała, że dłonie, które wykręcały się przed jej twarzą, należały do niej. Jeden palec wyłamywał drugi, a z jej rąk wciąż kapała woda. Ale nie była już nad strumieniem.

– Hermiono?

Nie spojrzała w górę. Jeszcze nie. W tamtym momencie ciężko było jej uwolnić się z plątaniny myśli. Kontynuowała wpatrywanie się w płomienie ogniska. Ponieważ teraz była przy ognisku. Siedząc przy nim, obserwując je. Nagle to ona była ogniem.

Ktoś usiadł obok niej. Otoczył ją ramieniem.

– Zimno ci?

Hipotermia? To był ich najlepszy strzał?

Wierzch czyjejś dłoni przesunął się po jej czole. Po cieple tego dotyku sama mogła wyczuć, że nie miała gorączki.

Czy właśnie tak się to odczuwało, gdy ktoś mówił, że zgubił się w zakamarkach własnego umysłu? To odizolowanie. Jakby własny umysł był więzieniem. Jakby był nieskończony. Z tyloma miejscami, do których można uciec. Ukryć się. Zniknąć.

Podnoszę się, żeby wyjść, ponieważ role się odwróciły. Teraz on stawia pytania, a ja nie mogę dać mu żadnych odpowiedzi.

– Mariano. – Nott wstaje. Wręczam mu swój pusty kieliszek. Bierze go ode mnie i z roztargnieniem odstawia na stolik, ruszając za mną korytarzem. – Mariano, możesz to wyjaśnić?

Zauważam, że jest rozdarty. Rozdarty między złością a strachem. Ale Teodor Nott nie okazuje żadnej z tych emocji. Jest irytująco dobry w tłamszeniu uczuć. Zastanawiam się, co dzieje się w jego głowie. Zastanawiam się, gdzie on ukrywa ten chaos.

– Nie możesz po prostu wyjść.

– Mogę – mówię. Wiem, że to nie pierwszy raz, kiedy musi pozwolić komuś odejść.

– Kim ty jesteś?

Wypowiada to, kiedy ja zatrzaskuję za sobą drzwi. A Teodor Nott jest zbyt dumny, żeby je otworzyć.

To Nott wcześniej siedział obok. Hermiona to wiedziała, bo wstał z zajmowanego miejsca i po chwili kucnął przed nią. Pomiędzy jej ciałem a ogniem. Ułożył dłonie na jej kolanach. Jego obecność rozproszyła skupienie Hermiony na płomieniach, które tańczyły przed jej wzrokiem, hipnotyzowały ją. Zerknęła w zmartwione oczy Notta. Czekał cierpliwe, aż Hermiona go zobaczy.

– Jesteś tam? – zapytał.

Kiwnęła głową. Nie chodziło o to, że nie zależało jej na daniu mu odpowiedzi. Chodziło o to, że nie zależało jej wystarczająco.

– Powiedz coś, Hermiono. – Nott popatrzył na nią z desperacją.

Hermiona przeniosła wzrok za niego. Na Malfoya, który stał tuż za płomieniami i obserwował ją ze śmiertelną powagą.

– Wszystko w porządku, Teo – odparła. – Po prostu jestem trochę zmęczona.

Nott podniósł się i powoli odwrócił do niej plecami, przodem do Malfoya. Powiedział niskim głosem:

– A ty wiesz, co się dzieje?

– Mówiłam ci, że nic, Teo – wtrąciła wyzywająco. Przeszyła ją swego rodzaju wrogość, kiedy zlekceważył jej zapewnienia.

Nott zerknął na nią przez ramię ze sceptycyzmem, podczas gdy Malfoy nadal wpatrywał się w nią bez słowa.

– Sprawdzałeś, co u Luny? – zapytała. Nie chodziło o to, że nie martwiła się o Lunę, ale nie można było zaprzeczyć, że pytanie miało służyć zmianie tematu.

– Neville do niej zajrzał, zanim poszedł z Ronem na polowanie – odpowiedział Nott, wciąż posyłając jej nieprzekonane spojrzenie.

– Ginny!

Całą trójką odwrócili się i dostrzegli Ginny kuśtykającą w kierunku ogniska z Harrym depczącym jej po piętach. Rude włosy powiewały jej dziko wokół twarzy; wyglądała jak chodząca pochodnia, torując sobie do nich drogę, pomimo wysiłków Harry'ego, żeby jej to utrudnić.

– Ginny! – syczał za nią. – Ginny, nie!

Dziewczyna wykręciła się z jego uścisku, kiedy złapał za jej nadgarstek.

– Mają prawo wiedzieć, Harry. I tak w końcu to odkryją.

Spojrzenie Hermiony przeskakiwało w tę i z powrotem pomiędzy Harrym a Ginny. Nagle przypomniała sobie, że dziewczyna próbowała się jej zwierzyć w trakcie tego fiaska z Oliverem Woodem. Kiepskie wyczucie czasu.

– O co chodzi, Ginny? – zawołała Hermiona. Kiedy zaczęła wstawać, Nott rzucił się do niej, podpierając ją.

– Na litość boską, Teo, nic mi nie jest! – Westchnęła. Strzepnęła jego ręce ze swoich ramion i podeszła w kierunku Ginny.

– No to zaczynamy – mruknął Nott do Malfoya, zezując w kierunku Ginny, której Hermiona pomogła usiąść na kłodzie przy ognisku.

Ginny westchnęła.

– Mam wam coś do powiedzenia.

– Ginny, nie – powtórzył Harry.

Hermiona posłała Harry'emu pogardliwe spojrzenie.

– Mnie możesz powiedzieć, Ginny – odparła miękko.

– To nie o ciebie się martwię – burknął Harry.

– Serio, Potter? – rzucił protekcjonalnym tonem Malfoy. – Nadal mi nie ufasz?

Harry odwrócił się do niego z lekceważącym wyrazem twarzy.

– A co dokładnie zrobiłeś, że uczyniło cię to godnym zaufania, Malfoy?

Draco się skrzywił, ale nic więcej nie powiedział.

– Ginny – wtrącił pewnie Nott. – Jesteś tu, żeby nam powiedzieć, dlaczego Śmierciożercy albo raczej więźniowie – pod wpływem Imperiusa, opętani czy cokolwiek innego… Dlaczego cię ścigają?

Harry wydał z siebie dramatyczne westchnięcie, więc Hermiona posłała mu kolejne, zniecierpliwione spojrzenie.

– Nie ścigają mnie – powiedziała cicho Ginny.

Nott obserwował spokojnie dziewczynę, jakby już wiedział, co zamierzała powiedzieć.

Kiedy Hermiona zaczęła rozumieć, co Ginny chciała im przekazać, poczuła, że znów pochłania ją przygnębienie. Uczucie wręcz topiło ją od środka.

– Ścigają potomka Harry'ego Pottera – powiedziała i instynktownie ułożyła dłoń na swoim brzuchu.

Nott zacisnął usta i nabrał głęboko powietrza, wpatrując się gdzieś poza Ginny i myśląc.

Hermiona zamknęła oczy, próbując spowolnić swój pędzący umysł. Albo go przyspieszyć. Pozwolić mu biec własną ścieżką. Jedno albo drugie.

Malfoy się skrzywił.

– O nie. – Pokręcił głową. – Na to się nie pisałem. Nie pisałem się na przyjmowanie porodu w samym środku dziczy.

– Nikt się na to nie pisał – warknął na niego Harry.

– Zamierzałeś to przed nami ukrywać? – westchnęła Hermiona.

– To nie wasza sprawa! – Harry wskazał na Malfoya i Notta.

Hermiona wlepiła wzrok w bruneta.

– Nie wydaje ci się, że zauważylibyśmy, kiedy Ginny zacznie pęcznieć jak balon, pomimo oczywistego braku jedzenia?

– Nie wiedziałem nawet, czy… – urwał, kiedy Ginny na niego spojrzała. Westchnął. – Nie wiedziałem nawet, czy wciąż jest w ciąży po… po bitwie.

– To dlatego tak ciężko jest ci dojść do siebie – powiedział Nott. – Twoje ciało walczy za dwoje.

– Jestem przerażona – wyszeptała Ginny.

– Nie ma ku temu powodu, Ruda – rzucił Nott, zerkając do góry na Harry'ego. – Nie pozwolimy, żeby cokolwiek ci się stało.

Harry pokiwał rezolutnie do Teo.

– To popieprzone – odezwał się Malfoy. Znów pokręcił głową, odchodząc od nich. Zatopił palce we włosach, drepcząc w tę i z powrotem. – Czy kiedykolwiek przyjmowałeś poród, Nott? – zapytał, zatrzymując się raptownie. – Rozumiem, że jesteś mądry. Ale to? Nawet ty nie dasz rady.

Nott przeniósł wzrok na Ginny.

– To nie jest skomplikowane – wyjaśnił, mrugając do niej. – Większość roboty odwala natura, prawda? – Jego napięte wargi rozciągnęły się w uśmiechu. Teo przykrył dłoń Ginny swoją własną. – Zajmiemy się tym.

Malfoy przeklinał gdzieś w tle.

– Pójdę sprawdzić co z Luną – rzucił, odchodząc.

– Chodźmy na spacer, Ginny. – Harry pomógł jej wstać z kłody.

– Dobry pomysł. – Przytaknął Nott. – Najlepiej, żeby nabrała teraz sił. Spacerowanie to dobry plan.

Włosy opadają mu falami na twarz. Kaskadą, jak bulgoczące fale wodospadu. Smagają policzki niczym wiatr. Białe jak księżyc. Takiej ciemnej nocy jak dziś wydają się jedynym źródłem światła. Zachodzę go od tyłu.

– Dlaczego mnie śledzisz? – pyta, nie odwracając się. Jego włosy powiewają dziko, kiedy wpatruje się w drugi brzeg rzeki.

Podchodzę do niego i łapię dłońmi barierkę molo.

– Chciałam się upewnić, że wszystko w porządku.

Spogląda na mnie.

– Dlaczego sądzisz, że miałoby być nie w porządku?

Z tak wielu różnych powodów.

– Bez powodu.

Niepewnie układa dłonie na moich knykciach, podczas gdy ja wciąż zaciskam palce na barierce.

– Pewnego dnia mi powiesz – rzuca.

– Co?

– O co tutaj chodzi.

Zgaduję, że już nie wierzy w moje dziennikarstwo i poszukiwanie dobrej historii. Cóż… po prostu historii. Dobrej czy nie – nie mnie decydować. Nie jestem zbyt obiektywna.

– Myślisz, że jesteś dobrym człowiekiem? – pytam.

Malfoy uśmiecha się pod nosem swoim firmowym, malfoyowskim uśmieszkiem. To pierwszy raz, kiedy go widzę.

– Zdefiniuj dobro.

Coż, to jedna rzecz, która nas łączy. Wspólne przekonanie o relatywizmie tego świata. Kryjąc się pod ciepłem jego dłoni, chciałabym wierzyć, że jest tego więcej.

– Nie!

Hermiona uniosła głowę i zobaczyła Malfoya wybiegającego w panice z szałasu Luny. Zerwała się z miejsca, jej serce nie do końca za nią nadążało. Łomotało gdzieś wewnątrz niej jakby przemieszczone. Oczywiście obawiała się najgorszego – że Luna nie żyje. Ale kiedy ruszyła w kierunku szałasu, Malfoy dalej krzyczał.

– Gdzie ona jest?

– Co? – Nott też wyruszył mu naprzeciw.

– Zniknęła! – zawył Malfoy. – Po prostu zniknęła!

Hermiona podbiegła razem z Nottem do szałasu, żeby zobaczyć to na własne oczy.

– Wydaje wam się, że ją przegapiłem? – warknął Malfoy przez zaciśnięte zęby, kiedy ponownie się do niego zwrócili. Twarz miał poszarzałą.

Hermiona znów zerknęła do szałasu z niedowierzaniem.

– Gdzie ona się podziała, do cholery?

– Ktoś ją zabrał – syknął Malfoy. Popchnął Notta. – Miałeś jej pilnować.

– Malfoy, to nie jego wina! – Hermiona znalazła się pomiędzy nimi.

Nott westchnął i potrząsnął głową.

– Nie wiem, co się stało. – Hermiona po tonie jego głosu mogła stwierdzić, że czuł się za to odpowiedzialny.

Malfoy przeklął i uderzył pięścią w szałas. Część listowia zatrzęsła się i opadła z niego małą lawiną śniegu. I co zaskakujące, pomimo siły uderzenia licha konstrukcja nawet nie drgnęła. Malfoy warknął z frustracji gotowy, żeby kopnąć w kłodę, kiedy Nott złapał go za ramiona.

– Czy niszczenie jednego z naszych dwóch schronień naprawdę jest tutaj najlepszym rozwiązaniem?

Malfoy wyrwał rękę z uścisku Notta, ale mimo wszystko wciąż posyłał mu kapryśne spojrzenia.

Nott kiwnął głową w bok w kierunku, gdzie odeszła Hermiona, która teraz trzymała ręce uniesione, wplatając palce w skołtunione włosy. Wpatrywała się w las za szałasami. Mamrotała coś pod nosem.

– Co się z nią dzieje? – zapytał Malfoy.

Nott poruszył szczęką z namysłem.

– Stres. Trauma. Głód. Wybierz sobie.

Malfoy wydawał się nieprzekonany.

– Chodzi o coś więcej.

Nott ruszył w jej kierunku, Malfoy nie pozostawał w tyle.

– Musimy ściągnąć ją tu z powrotem – szeptała gorączkowo.

– Hermiono? – Nott położył dłoń na jej ramieniu.

Odskoczyła.

– Nie możemy stracić i jej! – zawyła. – Nie możemy! On nie może jej mieć!

Łkała, więc Nott przyciągnął ją do siebie, podczas gdy Malfoy stał z boku i się temu przyglądał. Teo zacisnął usta i ułożył rękę na włosach Hermiony, umiejscawiając jej głowę pod swoim podbródkiem.

– Nie. – Hermiona pokręciła głową, wiercąc się w jego uścisku. – Nie! – krzyknęła. – Ona nie będzie kolejną ofiarą tej wojny!

– I co proponujesz zrobić? – zapytał szorstko Malfoy. – Staranować wrota zamku?

Hermiona zamrugała na niego. Ego Malfoya zdawało się ustępować na widok łez w jej oczach.

– Nic nie możemy zrobić, Hermiono – powiedział cicho. – Płynie w nas zaledwie resztka magii. Jesteśmy ułamkiem sił, jakimi dysponują oni.

– Możemy go zabić – rzuciła.

– Zabić kogo? – skrzywił się Malfoy.

– Voldemorta.

– Oszalałaś?! – powiedział, starając się uspokoić głos. Zerknął na Notta, oczekując, że ten włączy się w jakiś sposób do dyskusji.

– Mam dosyć ukrywania się! Jeśli ma nas zabić, to trudno!

– Mów za siebie! – wrzasnął Malfoy.

– Już dobrze, już dobrze – wtrącił Nott. – Dajmy sobie chwilę na ochłonięcie, co?

Hermiona utkwiła w Malfoyu gorzkie spojrzenie.

– Tchórz zawsze pozostanie tchórzem.

Na te słowa Malfoy zacisnął pięści i uniósł je do twarzy. Zdawał się aż drżeć z wściekłości. Po kiepskiej próbie uspokojenia się, krzyknął:

– Jego tu nawet nie ma!

Nott posłał Malfoyowi karcące spojrzenie, ale nic nie powiedział.

Hermiona wpatrywała się w Dracona.

– Co masz na myśli, mówiąc, że go tutaj nie ma?

Malfoy westchnął.

– Czarnego Pana. Nie ma go w Hogwarcie.

Hermiona poczuła, jak gęsia skórka rozprzestrzenia się po jej skórze.

– Skąd wiesz – zaczęła ostrzegawczo – gdzie nie ma Czarnego Pana?

– Mogę to wyjaśnić – zaczął.

– Ja myślę. – Ruszyła do niego, ale Nott wyprostował rękę, żeby powstrzymać ją przed zbliżeniem się do Malfoya. Posłała mu zszokowane spojrzenie.

Malfoy obserwował ją ze swoją zwykłą dawką złośliwości.

– A myślisz, że jak inaczej udałoby nam się niepostrzeżenie uciec do Zakazanego Lasu? – powiedział bezlitośnie. – Pozwolili nam na to.

Hermiona wpatrywała się w niego. Chociaż już się tego domyślała, usłyszenie tych słów i tak sprawiło, że poczuła, jakby ktoś wyssał jej całe powietrze z płuc. Ale jak mogła czuć się zdradzona? Czego spodziewała się po Malfoyu?

– Jesteś Śmierciożercą – rzuciła z odrazą.

– Poważnie, Granger? Jeśli nadal myślisz, że jestem po stronie Czarnego Pana, to nie mamy o czym rozmawiać – prychnął Malfoy, zaczynając się oddalać.

– Draco – powiedział Nott. – Daj jej szansę, żeby to zrozumieć.

– Ty! – Hermiona odwróciła się do Notta. – Wiedziałeś o tym?

– Właśnie tak – zawołał złośliwie Malfoy. – Twój chłopak o wszystkim wiedział. Tak właściwie nawet pomógł mi to zaplanować.

Nott westchnął, patrząc na Hermionę.

– Wysłuchaj mnie – zaczął cicho.

Hermiona obserwowała Notta z obrzydzeniem, kiedy coś do niej dotarło. Wyjrzała zza Notta, żeby spojrzeć na Malfoya.

– Wiedziałeś, że po nas przyjdą, prawda?

– Oczywiście, że wiedziałem! – warknął Malfoy, wracając z powrotem do nich. – Przecież mówiłem ci o tym, mówiłem, że musimy się przenieść!

– Mogłeś nam powiedzieć, że po nas idą! – krzyknęła.

– Powiedziałem tobie! – odwrzasnął, wbijając palec wskazujący w jej klatkę piersiową i popychając Hermionę tak mocno, że prawie upadła.

– Spokojnie, Draco. – Nott znów uniósł rękę pomiędzy nich.

Ale Hermiona nie zamierzała się wycofać.

– Nie powiedziałeś mi, że masz poufne informacje.

Malfoy zacisnął zęby.

– To, że Śmierciożercy będą chcieli nas dopaść, raczej ciężko nazwać poufną informacją.

– Ale ty… ty doprowadziłeś ich prosto do nas! – krzyknęła Hermiona ogarnięta gniewem. – To wszystko twoja wina!

– To nie była jego wina, Hermiono – powiedział Nott.

– Mogłeś mi powiedzieć. – Dziewczyna pokręciła głową, obserwując, jak maska Malfoya pęka, a oczy zdradzają jego udrękę. – Że postępujesz zgodnie z rozkazami Voldemorta, żeby nas stamtąd wyciągnąć. Ale że zmieniasz stronę.

– Domyślam się, że nie tylko Potter ma problemy z zaufaniem – prychnął Malfoy.

Łzy spłynęły po policzkach Hermiony.

– Uwierzyłabym ci.

– Akurat – wypluł Malfoy. Znów się odwrócił i odszedł tą samą drogą.

Hermiona oderwała wzrok od tyłu jego jasnej głowy. Wymrugała łzy i przełknęła gulę w gardle, wpatrując się w biały krajobraz brzóz, śniegu i jeszcze większej liczby brzóz. W końcu westchnęła i spojrzała na Notta.

– Muszę iść.

Nott zbladł.

– Gdzie?

– Muszę się dowiedzieć, co robią naszym przyjaciołom.

Nott potrząsnął głową.

– Nie myślisz trzeźwo.

Hermiona spojrzała na niego chłodno.

– Chyba że ty już to wiesz.

Nott obserwował ją z opanowaniem.

– Niestety, nie zostałem wtajemniczony w ten zakres informacji.

– Cóż – rzuciła – w takim razie żaden z ciebie pożytek.

– Hermiono. – Złapał jej dłoń w swoją własną, kiedy chciała odejść. – Co zamierzasz zrobić? Po prostu wejść tam, nieuzbrojona? I wtedy co?

– Wymyślę coś po drodze – odparła.

– Jeśli chcesz zrobić nam na złość, to dopięłaś swego.

– Robię to – zaczęła, łapiąc go za rękę – żeby ratować swoich przyjaciół.

– Więc idę z tobą.

Hermiona znów spojrzała na wciąż płonące ognisko na środku polany. Kłody leżały wokoło. Wyglądało to nawet zachęcająco. Coś, do czego przywykła. Dom, za którym tęskniła, ilekroć odważyła się odejść.

– Oboje wiemy, że jesteś potrzebny tutaj. Ginny cię potrzebuje. Poza tym łatwiej mi będzie szpiegować w pojedynkę. Jest dwa razy większa szansa na wykrycie dwóch osób niż jednej.

Powoli ręka Notta zaczęła się wysuwać z jej dłoni. A potem Hermiona odwróciła się i ruszyła.

Usłyszała za sobą głos Malfoya. Chłopak się do nich zbliżał.

– Gdzie ona idzie? – Początkowo był to średnio poirytowany ton. Potem usłyszała, jak krzyknął: – Co? Zamierzasz pozwolić jej odejść? Postradałeś zmysły?

Dotarł do niej spokojny głos Notta.

– Sama o sobie decyduje. Nie mogę jej powstrzymać.

– Ale ja mogę.

Hermiona na krótko zamknęła oczy, żeby odciąć się od jego głosu. Szła dalej przed siebie.

– Granger! – Mogła usłyszeć, jak skrzypi za nią śnieg, kiedy Malfoy biegł, żeby zmniejszyć dzielący ich dystans. Rozważała ucieczkę, ale zdała sobie sprawę, jak dziecinne by to było. Powinna oszczędzać energię. – Granger, zatrzymaj się na moment, możesz?

Westchnęła i stanęła. Zasługiwał przynajmniej na pożegnanie.

Szybko ją dogonił

– O co tu chodzi? Odchodzisz ze względu na mnie? – Starał się zbagatelizować sytuację, kiedy zatrzymał się, próbując złapać oddech.

– To nie ma nic wspólnego z tobą – odpowiedziała krótko.

Posłał jej znaczące spojrzenie.

– Nie róbmy tak, Granger. Nie obrażajmy wzajemnie swojej inteligencji.

– W porządku.

Wypuścił ciężkie, udręczone westchnienie.

– Nie możesz tam iść, Granger. Nie możesz.

– Dlaczego?

Malfoy przyglądał jej się z wciąż narastającą intensywnością.

– Bo już nie wrócisz.

– Najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy, do czego jestem zdolna.

– Nie pozwolę ci tam pójść samej…

– A ja nie pozwolę, żebyś poszedł ze mną.

Malfoy nie odpuszczał.

– Idę z tobą, Hermiono.

– Z tego co wiemy, możesz mieć na sobie jakiś nadajnik, Malfoy! Inaczej jakim cudem zdołaliby nas znaleźć… dwukrotnie?

Jego wzrok błądził w tę i z powrotem pomiędzy jej oczami. Wyglądał, jakby był w posiadaniu udręczonej duszy – swojej własnej.

– Błagam cię, nie rób tego. – Musiała uciec wzrokiem w bok od tej rozpaczy pochłaniającej jego spojrzenie. – Robisz to, żeby mnie zranić?

Z powrotem przeniosła na niego wzrok.

– W przeciwieństwie do tego, co ci się wydaje, Malfoy, nie wszystko kręci się wokół ciebie.

Uśmiechnął się, pomimo całego smutku.

– Tylko większość rzeczy?

Prychnęła.

– Chciałabym być w pobliżu, kiedy nadejdzie ten dzień i Draco Malfoy zda sobie sprawę, że jest dokładnie tak samo nieistotny jak reszta z nas.

Poczuła, jak opuszki jego palców odnajdują jej własne, gdzieś poniżej jej linii wzroku.

– Nie nazwałbym cię nieistotną. Więc przypuszczam, że mogę być taki jak ty.

Kiedy się do niej przybliżał, każda cząsteczka pomiędzy nimi wydawała się być naelektryzowana.

– Źle to interpretujesz, Malfoy.

Wciąż powoli splatał ze sobą ich palce.

– Co jeśli nigdy więcej cię nie zobaczę?

Uśmiechnęła się tęsknie.

– Świat bez Hermiony Granger.

Nachylił swoją głowę nad jej własną.

– Wiesz, że nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Mogliby tak stać w nieskończoność, ale i to by nie wystarczyło. Całkowicie odurzona, straciła dech w piersi. Znalazła się tak blisko czegoś, czego całe jej jestestwo – poza racjonalną częścią umysłu – chciało. Wyobrażała sobie że płomienie, które wcześniej tak hipnotyzująco tańczyły przed jej oczami, pożerały ją. Zabierały ją daleko i wciągały do morza ognia. Dopóki w końcu całkiem nie zniknęła.

Myślała o wzięciu oddechu, kiedy wynurzała głowę na powierzchnię płomieni. Płonęły w niej, z niej. Na końcówkach jej palców, po których przejeżdżała jego dłoń; na jej głowie, gdzie oparł się czołem; w jej piersi, gdzie błysnęła iskra. Czy właśnie tak pisane jej było zniknąć? Ciągnęło ją naprzód. Ale to nie był on. Tylko jakaś inna, niewidzialna siła.

Też mogła go przyciągnąć. Poddałby się temu dobrowolnie. Zmiotłaby go ogniem piekielnym swojego umysłu. Ale teraz zależało jej na nim wystarczająco, aby się zastanowić, jak bardzo go to złamie, jeśli naprawdę nie wróci.

– Jeśli wyruszę od razu – wyszeptała praktycznie prosto w jego usta – dotrę tam przed nocą.

Poruszył wargami zawieszonymi tuż nad jej własnymi, jakby ją całował. Jednak tego nie zrobił. Splótł ze sobą ich palce i westchnął nierówno, zamykając oczy. Zaczęła się od niego odsuwać, ale złapał ją za twarz. Ułożył dłonie na jej policzkach. Utkwił uważne spojrzenie w jej twarzy, w jej oczach.

– Wróć do mnie.

– Gdzie jest Hermiona? – pytam.

Zabiera dłoń z mojej własnej i wsuwa ją do tylnej kieszeni, wyciągając srebrną piersiówkę. Odkręca korek w ciszy. Absynt. Na specjalne okazje, jak zwykł mawiać.

– Wiesz? – naciskam.

– Nie żyje – mówi i bierze łyk.

Czuję się oderwana od rzeczywistości, moje ciało reaguje, chociaż umysł nie do końca nadąża.

– Mam nadzieję – dodaje. – Nie chce myśleć o alternatywach.

Nagle robi mi się niewyobrażalnie zimno. Praktycznie nie mogę mówić, bo obawiam się, że mogę zacząć płakać.

– Czy kiedykolwiek jej szukałeś?

Malfoy patrzy w dół na wodę wirującą w Tamizie i przez moment myślę, że może się w nią rzucić. Prawie przygotowuję się, żeby go złapać, zanim zdąży to zrobić. Ale on tylko wpatruje się w ciemność pod nami.

– Szukałem jej wszędzie.

Nie to miałam na myśli, ale nie naciskam. Przeszedł wystarczająco. I chciałabym móc to od niego zabrać. Jego ból.