Iwaizumi ma na tapecie w telefonie zdjęcie Oikawy
Iwaizumi odpisał głupkowi, żeby poszedł w końcu spać, bo rano nie wstanie i wyszedł do menu głównego. Przekręcił się na plecy i uniósł telefon nad głowę.
Z tapety uśmiechał się do niego nie kto inny niż głupek. Hajime na którymś obozie przez zapomnienie zostawił telefon na widoku i skończył z takim zdjęciem na tapecie, ale że nie przykładał do takich rzeczy wagi, pozwolił jej być. Głupek uśmiechał się na niej jednym ze swoich szczerze sympatycznych uśmiechów, których nie pokazywał na co dzień. Można powiedzieć, że Iwaizumi został w jakiś sposób wyróżniony… Na szczęście nikt inny nie był na tyle odważny bądź głupi, by dotykać jego telefon, nie istniało więc ryzyko, że ktoś zobaczy tą, bądź co bądź, nietypową tapetę i pomyśli coś dziwnego…
Telefon zawibrował, dając znać, że przyszła wiadomość. Hajime był tym tak zaskoczony, że aż wypuścił urządzenie z ręki, a to boleśnie wylądowało na jego czole. Przez chwilę czuł się, jakby został przyłapany na czymś zawstydzającym, zaraz jednak zastąpiła to złość na głupka.
- Ja mu dam jutro popalić…
Lev i Yaku dogadują się lepiej niż się innym wydaje
- Yaku-san, zaczekasz na mnie? – zapytał Lev, gdy jako ostatni wszedł do szatni po sprzątaniu sali gimnastycznej. Morisuke, który już wychodził, popatrzył na niego spod zmarszczonych brwi.
- Czemu miałbym na ciebie czekać?
- Jak to czemu? A zresztą, masz takie krótkie nóżki, że pewnie i tak cię dogonię – powiedział, a dwie sekundy później leżał z bólem brzucha i potencjalnymi siniakami na łydkach. Yaku za to był tak wściekły, że wyszedł z pomieszczenia, nie żegnając się z nikim.
Drużyna Nekomy wyglądała na zrezygnowaną zachowaniem Leva – poza Kuroo, on podśmiechiwał się pod nosem.
- Yaku nie miał dziś za dobrego humoru, a ty mu go jeszcze bardziej spaprałeś. Brawo – powiedział Nobuyuki, wyjątkowo uszczypliwie jak na niego.
Lev zrobił nieszczęśliwą minę, ale zaraz zerwał się na nogi, przebrał w błyskawicznym tempie i wybiegł z szatni, w efekcie czego dogonił starszego kolegę kawałek za bramą.
- Bardzo cię zdenerwowałem, Yaku-san? – zapytał wprost. Morisuke szedł szybciej niż zazwyczaj, a jego brwi były zmarszczone tak mocno, że niemal się stykały.
- A jak ci się wydaje? – burknął, odwracając się do niego.
Lev uniósł palec i pokręcił nim na zmarszczce między brwiami kolegi.
- Nie rób takiej miny z mojego powodu. Co ty na to, żebym w ramach rekompensaty kupił ci lody?
- Jednego? – zapytał Yaku, nie mogąc nic poradzić na to, że jego wściekłość zaczęła się gdzieś ulatniać.
- Dwa.
- Dwa lody i bułkę na parze, a wtedy się zastanowię – odparł i ruszył dalej, mając nadzieję, że Lev nie zauważył małego uśmiechu, który przez chwilę gościł na jego ustach.
Lev zauważył.
Kiedy Kenma pogrąża się w apatii, Kuroo zawsze jest obok by pomóc
Nikt nie odpowiedział Kuroo na pukanie do drzwi pokoju Kenmy, więc pozwolił sobie wejść bez pozwolenia. W środku było ciemno przez zaciągnięte zasłony, mroku nie rozjaśniała najbledsza poświata ekranu jakiegoś sprzętu. Zaduch jaki tam panował był charakterystyczny dla pomieszczeń zamkniętych na dopływ świeżego powietrza od paru godzin. Na łóżku znajdowało się kłębowisko koców i bluz, pod którym ktoś się nieśmiało poruszał.
Kuroo podszedł do okna i uchylił je, wpuszczając do środka nieco tlenu. Po tym usiadł na łóżku Kenmy i spojrzał na jego głowę, która jako jedyna część ciała wystawała spod kłębowiska. Chłopak nie spał, ale też nic nie robił – jedynie pustym wzrokiem wpatrywał się w ścianę, choć Tetsuro był pewien, że jej nie widział.
Kuroo doskonale znał ten stan, w którym czasami pogrążał się Kenma, i nienawidził go. Kozume nie odzywał się wtedy w ogóle, nie reagował na słowa kierowane go niego, nie odrywał wzroku od jednego punktu na ścianie. Zachowywał się jakby go nie było, ale podczas gdy jemu się to tylko wydawało, dla Kuroo to była prawda. Kenmy nie było, myślami i duszą znajdował się kilometry, a może lata świetlne od swojego ciała, unosił się w miejscu, do którego Tetsuro nie mógł dotrzeć. Nikt ani nic nie mogło tam dotrzeć. Nawet on, Kuroo nie mógł i dlatego nienawidził tego stanu.
Jedyne co mógł zrobić, to być przy porzuconym ciele Kenmy i czekać, aż ten sam wróci. Nie robił się wtedy bardziej rozmowny, ale wyraźnie potrzebował czyjegoś towarzystwa. Kuroo więc był.
Ułożył sobie głowę Kozume na kolanach i zaczął delikatnie przeczesywać dwukolorowe kosmyki.
- Jestem, Kenma – powiedział cicho. – Już jestem.
Akaashi i Bokuto raz zachowują się jak irytujący zakochani, raz jak małżeństwo
Piłka przebita przez Bokuto z impetem odbiła się od boiska i poleciała dalej, niemal sięgając trybun i przerywając dobrą passę przeciwników. Chłopak wylądował i natychmiast odwrócił się do Akaashiego, wydając przy tym okrzyk zwycięstwa. Ku zdziwieniu wszystkich, Keiji wydał z siebie podobny okrzyk i w trzech susach znalazł się przy kapitanie. Ten wyciągnął ręce i złapał lecącego prosto na niego chłopaka, który w następnej sekundzie objął go ramionami. Bokuto, z powodu siły rozpędu, obrócił się dookoła własnej osi, cały czas trzymając Akaashiego kilka centymetrów nad parkietem. Na chwilę zastygli w objęciu, po czym Keiji na oczach przeciwnej drużyny, widzów, sędziów, trenerów i własnych kolegów pocałował Koutarou w kącik ust.
- Nie żeby coś, ale jesteśmy w środku meczu – szepnął Konoha tak, aby tylko oni usłyszeli.
Tego samego dnia, po meczu
- Akaashi. – Po szatni przydzielonej drużynie Fukuroudani poniósł się żałosny jęk ich kapitana. – Włosy mi się rozwaliły.
Po chwili przez pomieszczenie przeleciały tubka żelu do włosów i grzebień, które uderzyły w ramię Bokuto i niezgrabnie wylądowały w jego dłoniach. Koutarou popatrzył na nie, na Keijiego, znów na trzymane przedmioty, znów na Keijiego i ponownie zawył:
- Akaashi. – Tym razem przeciągnął samogłoski w dziecinny sposób, dopraszając się uwagi.
Ich rozgrywający o anielskiej cierpliwości podszedł do chłopaka i sam zaczął układać jego słynną już fryzurę, co najwyraźniej podwójcie cieszyło Bokuto.
- Pójdziemy do mnie? – zapytał.
- Obiecałeś mamie, że zrobisz zakupy w drodze powrotnej – odparł spokojnie Keiji.
- Pójdziesz po nie ze mną, a potem do mnie?
- Tak, pójdę.
Reszta drużyny za to nie zwracała na nich większej uwagi, przyzwyczajona już do ich skrajnie odmiennych zachowań.
Kuroo i Bokuto mają niezdrową obsesję na punkcie strojów pokojówek
- Ostrożnie, Kuroo.
- Spokojnie, możesz liczyć na moją aptekarską precyzję – odparł Tetsuro, wracając do przerwanej czynności.
Obaj pochylali się nad biurkiem Kuroo, obok łokcia Bokuto stał słoiczek z klejem, a kawałek dalej skrawki pociętego papieru. Tetsuro z wystawionym koniuszkiem języka i przymrużonymi oczami manewrował niewielką pęsetą.
- Ok, zrobione – powiedział po chwili, z dumą unosząc plakat.
Pierwotnie przedstawiał on uroczą dziewczynę w czarno-białym stroju pokojówki. Po ich operacjach na plakacie widniała dziewczyna w czarno-białym stroju pokojówki z naklejoną na twarz twarzą Kenmy wyciętą z innego zdjęcia.
- Woo – zahuczał z uznaniem Bokuto. – Twój rozgrywający jest naprawdę słodki. Hej, hej, możemy się teraz wziąć za mojego?
- Poczekaj, daj mi się chwilę pozachwycać – mruknął Kuroo i uśmiechnął się niejednoznacznie.
