W gimnazjum Ukai podkochiwał się w senseiu, który chodził do liceum


Keishin siedział w cieniu murka i czekał, aż w liceum zadzwoni dzwonek oznajmiający koniec lekcji. W jego gimnazjum zajęcia zawsze kończyły się kilka minut wcześniej z powodu innej długości przerw, więc miał trochę czasu, żeby przybiec i ulokować się w dobrym miejscu.

W budynku za jego plecami rozległ się dzwonek i po dwóch czy trzech minutach zaczęli z niego wychodzić uczniowie, którzy nie mieli zajęć klubowych ani dyżuru w klasie. Wśród nich powinien być ten jeden chłopak, o którym Ukai wiedział, że zajęcia klubowe ma we wtorki i czwartki, więc jeżeli akurat nie był dyżurnym, zobaczy go.

Keishin wstał, otrzepał spodnie i prędko wyciągnął z torby notes, chcąc sprawiać wrażenie sprawdzającego coś, a nie czekającego na kogoś konkretnego. Znad książeczki obserwował wychodzących licealistów.

W końcu się pojawił! W towarzystwie dwóch kolegów, uśmiechnięty, z rozpiętym jednym guzikiem u koszuli i okropnymi okularami na nosie. Ukai nie miał pojęcia dlaczego zauroczył go inny chłopak, a już zwłaszcza ten – nie jakoś wybitnie przystojny, raczej niski, niepozorny, czarnowłosy, no i z tymi paskudnymi okularami. Po prostu któregoś razu wracając z treningu, zobaczył go idącego z nosem w książce i od tamtej pory nie mógł go wyrzucić ze swojej głowy. Musiał przyjść jeszcze raz go zobaczyć i Ukai nie zorientował się, kiedy to weszło mu w nawyk.

Nie miał pojęcia co zrobić z tym uczuciem, dlatego nie robił nic, ograniczając się do biernego obserwowania chłopaka, który skradł mu serce, a którego imienia nawet nie znał.


Tsukishima jeszcze w gimnazjum mówił do Yamaguchiego po imieniu


- Tsukki. Nie rozumiem tego zadania, które robiliśmy na lekcji. Mógłbyś mi je wytłumaczyć? – Yamaguchi stał z zeszytem w dłoni, przystępując z nogi na nogę, jakby potrzebował iść do toalety. Tsukishima jednak wiedział, że to nerwowy tik, którego chłopak nie mógł się wyzbyć.

- Siadaj i postaraj się mnie nie wkurzać, Tadashi.

Koło jego ławki akurat przechodził Otaka i na usłyszane słowa aż się zatrzymał, mimo ciężkiej atmosfery, która otaczała tą dwójkę.

- Tsukishima, nadal zwracasz się do Yamaguchiego po imieniu?

- Co to znaczy nadal? – zapytał Kei, wyraźnie zirytowany.

- No że to dobre dla podstawówki, a my już jesteśmy w drugiej gimnazjum.

Tsukishima najpierw spojrzał na przyjaciela, a dopiero potem odpowiedział Otace.

- To nie twój interes.

- Właśnie, Tsukki będzie się do mnie zwracał jak mu się podoba – dodał Yamaguchi i wytknął do kolegi język.

- Tadashi, zamknij się.

- Przepraszam, Tsukki.

Otaka jedynie wzruszył ramionami i zostawił specyficzną dwójkę samą sobie. Kei nie zaszczycił go nawet spojrzeniem, tylko od razu zaczął tłumaczyć przyjacielowi zadanie, a ten rzucił się do notowania. Kiedy Tsukishima przerwał w pół zdania, spojrzał na niego niepewnie.

- Tsukki?

- Czy to w porządku, że mówię do ciebie po imieniu? – Nigdy wcześniej Kei nie zadał tego pytania. Tylko przez pierwsze dni ich znajomości zwracał się do niego oficjalnie, po nazwisku i z sufiksem, ale później jakoś przerzucił się na imię, Yamaguchi nie powiedział słowa sprzeciwu i tak już zostało.

- Tak, nie przeszkadza mi to. – Tadashi obrzucił krótkim spojrzeniem zeszyt, po czym lekko speszony zapytał: – A „Tsukki" jest ok?

Kei wzruszył ramionami i spojrzał za okno.

- Nazywaj mnie jak chcesz. – Wskazał niechętnie zeszyt przyjaciela i dokończył: – Potem po prostu dzielisz obie strony przez liczbę stojącą przy iksie i masz wynik.

Yamaguchi pochylił się, by wszystko sobie zapisać i spróbować jeszcze raz rozwiązać zadanie, lecz po chwili znów mu przerwano.

- W liceum.

- Słucham? – zapytał, przekrzywiając głowę.

- W liceum przestanę mówić do ciebie po imieniu. Ale dopiero w liceum, wtedy będziemy za duzi.

- W porządku – odpowiedział, ciesząc się, że czekają go jeszcze dwa lata, kiedy będzie jedyną osobą, do której Tsukki zwraca się po imieniu.


Takeda lubi swoją ksywkę


Takeda truchcikiem biegł na salę gimnastyczną. Miał dobry humor. Skończył już papierkową robotę i swoje zajęcia, mógł więc zostać na treningu chłopaków z drużyny, no a poza tym niósł im wyśmienitą wiadomość. To był udany dzień.

Przebrał obuwie na to sportowe i wszedł na salę. Pierwszą osobą, która go zauważyła, był trener Ukai.

- Oi, Takeda-sensei. Dzień dobry. Fajnie, że jesteś.

- Dzień dobry – odpowiedział, uśmiechając się w typowy dla siebie sposób. – Możesz zawołać chłopaków? Mam informacje.

Po chwili wszyscy zawodnicy oraz dwie menadżerki stali dookoła niego i wpatrywali z oczekiwaniem. Ittetsu nie chciał kazać im dłużej czekać.

- Udało mi się skontaktować z doradcą drużyny Fukuroudani i umówić nas na mecz treningowy. Jedziemy w następną sobotę. Potrzebuję pisemnych pozwoleń od waszych rodziców, dostarczcie mi je jak najszybciej.

Rozległy się okrzyki radości, od których i Takedzie zrobiło się przyjemniej. Dla tych chłopaków warto było robić z siebie nieludzkiego uparciucha w oczach innych sztabów. Zaraz posypały się słowa podziękowań.

- Dziękujemy, Takeda-sensei.

- Dobra robota.

- Dzięki, Take-chan!

Ittetsu uśmiechnął się trochę szerzej. Lubił tę ksywkę, nawet jeżeli była sporą poufałością ze strony uczniów. Przyjemnie brzmiała, pasowała do niego, no i…

- Dobra robota, Takeda-sensei – dorzucił od siebie Ukai.

Dobra robota, Take-chan."

… Ittetsu miał nadzieję, że kiedyś usłyszy ją od Keishina.


Kageyama ma naprawdę zły dzień, jeżeli z jakiś przyczyn Hinaty nie ma w szkole


- Kageyama-kun. – Nauczyciel już od dobrej minuty stał nad leżącym na ławce chłopakiem, licząc na to, że ten sam się ogarnie. Tobio jednak nie wyglądał, jakby miał taki zamiar. – Nie śpij na moich lekcjach.

Chłopak przekręcił głowę i posłał nauczycielowi tak złe spojrzenie, że ten od razu skapitulował. Nim wrócił na miejsce przy tablicy rzucił jeszcze:

- Skoro i tak zamierzasz spać, lepiej żebyś nie przychodził.

Na dużej przerwie parszywy humor Kageyamy był tematem numer jeden. Dziewczyny prześcigały się w pomysłach, co może być jego przyczyną. Tobio słyszał ich głupie propozycje pokroju „rzuciła go dziewczyna" albo „zdechła jego rybka", ale nie miał ochoty wyprowadzać ich z błędu. Na nic nie miał ochoty. Umierał sobie na ławce.

Jego cichy lament przerwało mocne dźgnięcie w ramię, za które miał ochotę zabić sprawcę. Uniósł wzrok i ujrzał nikogo innego, tylko Tsukishimę, co było o tyle dziwne, że nie chodzili do jednej klasy i okularnik nie miał powodu, by przebywać w jego sali lekcyjnej. Kageyama jęknął mentalnie. Na użeranie się z Tsukishimą nie miał ochoty najbardziej.

- Słyszałem na korytarzu, że po porannym treningu nie nadajesz się do życia i aż musiałem przyjść to zobaczyć.

- Odwal się ode mnie. – Z powrotem schował głowę w skrzyżowanych ramionach.

- To przez to, że tego pokurcza nie ma w szkole? – zapytał jadowicie, a Kageyama aż się wyprostował z oburzenia.

- Nie nazywaj go tak.

- Dobrze, królu. Czy może raczej powinienem powiedzieć: rycerzu naszego rudego króla?

Kageyama posłał mu najstraszniejsze spojrzenie, jakie był w stanie z siebie wykrzesać, co na Tsukishimie oczywiście nie zrobiło najmniejszego wrażenia. Atmosfera pomiędzy nimi robiła się coraz bardziej napięta, a że w pobliżu nie było trenera ani Daichiego, którzy mogliby ich spacyfikować, nie wiadomo jak by się to skończyło, gdyby w progu klasy nie stanął Yamaguchi.

- Och, tu jesteś, Tsukki – powiedział i podszedł do kolegów. – O czym rozmawiacie?

- Nasz król czuje się samotny bez swojego królewskiego towarzystwa – odparł Tsukishima, tak ironicznie jak tylko potrafił.

Kageyama opadł zrezygnowany na ławkę. Z chęcią pokłóciłby się z tym dupkiem, ale niestety miał rację. Podczas porannego treningu było według niego za spokojnie. Nikt nie biegał jak potłuczony, nikt nie wydawał dziwnych okrzyków zachwytu na każdą najmniejszą rzecz, nikt nie skakał pod sufit, nikt nie męczył go o kolejne wystawy. Kiedy zdążył się do tego wszystkiego przyzwyczaić? Bez tego Kageyama czuł się dziwnie, wręcz nieswojo. Oczywiście kochał siatkówkę i nigdy by z niej nie zrezygnował, ale bez Hinaty była jakby… mniej zabawna.

- Chodź, Yamaguchi, zostawmy go w jego samotni. – Po tym Kageyama usłyszał kroki i z minimalnym zaangażowaniem przekręcił głowę, by popatrzeć na odchodzącego upierdliwca. Zamiast tego napotkał wzrok Yamaguchiego, który uśmiechał się do niego pocieszająco.

- Nie martw się, jestem pewien, że jutro Hinata przyjdzie.

Od pewności w jego głosie Kageyamie zrobiło się lepiej.


Ukai uczy Takedę podstaw siatkówki


- Nie tak, sensei – powiedział Ukai, obserwując ułożenie rąk Takedy. – Czekaj na piłkę z ugiętymi łokciami i prostuj je dopiero odbijając piłkę z powrotem, bo inaczej nie nadasz jej odpowiedniej prędkości.

Zawodnicy rozgrywali na boisku luźne mini mecze dwa na dwa i nie zwracali większej uwagi na ich trenera i doradcę, przyzwyczajeni już, że w wolnych chwilach Ukai nauczał senseia podstaw.

Ittetsu podjął jeszcze jedną próbę odbijania piłki od ściany górą, ale po trzech udanych wybiciach piłka przestała go słuchać, otarła się lekko o ścianę i poturlała do jego nóg.

- Musisz inaczej ułożyć dłonie. – Ukai stanął za Takedą i wziął jego dłonie w swoje, chcąc mu pokazać jak to powinno wyglądać. – Jak zrobisz taki koszyczek i zbliżysz do siebie kciuki, to poślesz piłkę tam gdzie chcesz.

- W siatkówce trzeba pamiętać o zbyt wielu rzeczach naraz. – Takeda westchnął cierpiętniczo i schylił się po piłkę.

Nagle na sali zrobiło się cicho. Keishin obejrzał się za siebie i zobaczył, że oczy wszystkich wlepione były w ich dwójkę. Chwilę zajęło mu zorientowanie się o co chodzi. Przez nierozważny ruch Takedy przez dosłownie moment znajdowali się w ekstremalnie dwuznacznej pozycji i jakimś cudem wszyscy to wyłapali.

Ukai nie odskoczył od senseia, ale odsunął się od niego naturalnie, tak jak by to zrobił nie mając skojarzeń w głowie. Nie chciał wszystkim pokazać, jak bardzo się speszył.

- Jak wam się nudzi to mogę aktywować drugi zestaw ćwiczeń! – ryknął.

Jako że o drugim zestawie ćwiczeń trenera Ukaia krążyły legendy, chłopcy szybko wrócili do przerwanych mini meczy. On sam zaś z powrotem odwrócił się do Ittetsu, wskazał ruchem głowy piłkę i powiedział:

- Jeszcze raz.