Asahi lubi, gdy Nishinoya bawi się jego włosami
Hinata wpadł do pokoju klubowego, robiąc tam więcej zamieszania niż już było. Tanaka w odpowiedzi rzucił się w jego stronę, przygotowując ręce do przybicia piątki. Hinata jednak zatrzymał się w pół kroku i wpatrzył w jeden punkt. Wzrok Tanaki także tam powędrował i chłopak westchnął.
Na tyłach pokoju siedział Asahi z błogim uśmiechem na ustach. Za nim stał Nishinoya, który ze skupieniem przeczesywał jego włosy.
- Noya-senpai, co robisz? – zapytał Shouyou.
- Poprawiam Asahiemu włosy, bo mu powyłaziły z koczka – odparł poważnie, nawet na chwilę nie przerywając roboty. Obaj wyglądali, jakby to było dla nich coś zupełnie normalnego.
- A no tak. – Hinata zerknął na innych kolegów z drużyny, ci jednak wyglądali na przyzwyczajonych do ich zachowania.
Yamaguchi przez pewien czas podkochiwał się w Akiteru
Bohaterski T-rex miał właśnie pokonać zgraję pokemonów z pterodaktylem na czele, by uratować dinozaurzą księżniczkę, kiedy w drzwiach pojawiła się głowa Akiteru.
- Cześć, Kei. Cześć, Tadashi. W co się tam bawicie? – zapytał, wsuwając się do środka.
Zamiast odpowiedzieć, Yamaguchi zerwał się na nogi i w dwóch susach doskoczył do Akiteru, a ten wyraźnie rozbawiony, wziął go na ręce.
- Cześć, Akiteru. Bawimy się dinozaurami Tsukkiego. Hej, dopiero wróciłeś z treningu? Powiedz jak było! Nie, nie, najpierw pobaw się z nami.
Nastolatek roześmiał się i przytulił do młodszego chłopca.
- Tadashi-kun – zaśpiewał, dziecinnie przeciągając samogłoski. – Czemu ty też nie jesteś moim braciszkiem?
Yamaguchi zrobił się czerwony na twarzy i prędko przycisnął ją do ramienia chłopaka, by ten tego nie zauważył. Wtedy do akcji przystąpił wyraźnie niezadowolony Kei. Podszedł do brata i zaczął ciągnąć go za koszulkę.
- Odstaw Tadashiego, teraz ja się z nim bawię! A najlepiej to idź sobie.
Akiteru znów się roześmiał, ale odstawił chłopca na podłogę.
- Dobra, dobra. – Położył dłonie na ich głowach i poczochrał włosy. – Ale mama mówi, żebyście powoli już kończyli. Robi się ciemno i będziemy musieli odprowadzić Tadashiego do domu.
- Dobra, ale spadaj już. – Tsukishima naparł na brata, zmuszając go do wyjścia. Oparł się o zamknięte drzwi i popatrzył ze złością na przyjaciela. – Powiedz, mój brat jest aż tak fajny?
- No. – Yamaguchi nie spodziewał się takiego pytania, dlatego zrobił się trochę nerwowy. – Zawsze jest dla mnie miły i w ogóle jest fajny. – „Zakochałem się w nim" – przemknęło mu przez myśl, ale tego za nic by nie powiedział. – Sam wiesz.
- Wiem, że w nocy rzuca się po łóżku i coś gada i w ogóle jest głośny. I że podrzuca paprykę na mój talerz, kiedy myśli, że nikt nie widzi – powiedział, zaczynając chować plastikowe i gumowe figurki dinozaurów do pudełka. – Nawet jeżeli Akiteru jest fajny, nie powinieneś lubić go bardziej ode mnie – stwierdził na koniec.
Yamaguchi uśmiechnął się i pomógł mu zbierać zabawki.
- Nie przejmuj się. Moim najlepszym przyjacielem jesteś ty.
I to była prawda, bo nawet jeżeli lubił obu braci Tsukishima, to każdego z nich w zupełnie inny sposób.
Yamaguchi jako jedyny w drużynie nie wzdycha do Kiyoko, ma za to ten problem z Yachi
- Kiyoko-chaaaan! – Po sali poniósł się cienki okrzyk Tanaki i Nishinoyi. Yamaguchi westchnął ciężko na myśl, że ta dwójka znów wzdycha do ich starszej menadżerki.
Zresztą nie tylko oni. Sugawara i reszta trzecioklasistów też miała słabość do Kiyoko, drugoklasiści byli bez wyjątku straceni, Hinata rumienił się, gdy ta tylko na niego spojrzała, Kageyama miał na twarzy dziwny grymas, kiedy próbował się nie uśmiechać, a Tsukishima odwracał wzrok w ramach swojego nerwowego tiku. Yamaguchi miał wrażenie, że tylko jego nie objęła ta fascynacja starszą koleżanką. Nie przeczył, że Kiyoko była śliczna, ale jakoś nie potrafił...
- Yamaguchi-kun, wszystko w porządku? – Rozległ się koło niego dziewczęcy głos.
Chłopak spojrzał w dół i zobaczył Yachi, z jej ładnymi, dużymi oczami, drobną twarzą, uroczą fryzurą...
- O-Oczywiście. Dziękuję za troskę – powiedział i ukłonił się grzecznie, mając nadzieję, że nikt, a zwłaszcza Yachi, nie zauważy jego różowych policzków.
Oikawa ma słabość do słodyczy
- Ale Iwa-chan! – wyszlochał Oikawa, wlepiając wygłodniałe spojrzenie w witrynę cukierniczą i równocześnie starając się zignorować szarpiącego go Hajime.
- Nie ma mowy. Idziemy.
- Tylko jedną kostkę sernika. Kosteczkę. – W oczach Toru pojawiły się łezki, o których Iwaizumi wiedział, że były przykładem talentu aktorskiego jego, pożal się boże, przyjaciela.
- Jak znów przybierzesz na wadze to do mnie będziesz przychodzić i płakać, że jesteś gruby. Zbyt wiele razy przerabialiśmy ten scenariusz – warknął, chwytając go mocniej za ramię i w końcu odciągając od pułapki, na którą natykali się codziennie wracając ze szkoły.
Oikawa pociągnął nosem. Hajime starał się pamiętać, że to tylko udawane.
- Taki malutki kawałeczek na pewno by mi nie zaszkodził – powiedział, a jego głos był autentycznie stłumiony przez zaciśnięte gardło.
Iwaizumi westchnął i zatrzymał się. Wiedział, że przegrał i nienawidził tego.
- Kupię ci pocky w sklepie za rogiem, ok?
- Okej – zaśpiewał szczęśliwy, że znów udało mu się na coś przyjaciela naciągnąć.
Przez to że Hinata i Yamaguchi się przyjaźnią, Kageyama i Tsukishima spędzają razem więcej czasu niż by chcieli
Dach był latem najlepszym miejscem na spędzenie dużej przerwy. Niestety, wpadało na to wiele osób, dlatego wśród uczniów pojawiła się niepisana zasada – kto pierwszy ten lepszy.
Tego dnia Yamaguchi miał szczęście – kiedy pojawił się na dachu, nie było tam jeszcze nikogo, zatem bez wahania poszedł usiąść w cieniu, zaklepując tym samym to miejsce. Chwilę po nim w drzwiach stanął Hinata. Gdy dostrzegł kolegę z drużyny, wyszedł na dach, zamknął za sobą drzwi i podszedł do niego.
- Cześć, Yamaguchi. Dobra robota z zaklepaniem miejsca. Mogę się przyłączyć, co nie?
- Pewnie, siadaj. – Poklepał miejsce obok siebie i zabrał się za rozpakowywanie swojego bento.
Jedli i rozmawiali równocześnie, korzystając z ładnej pogody i braku dwóch burzowych chmur, które zwykle im towarzyszyły. Jednak po dwóch minutach trwania tego przyjemnego stanu, na dachu pojawił się Kageyama, także ze swoim bento. Widząc charakterystyczną rudą czuprynę, którą nie mógł się w tej szkole pochwalić nikt inny, bez wahania podszedł i przyłączył się do nich.
Kageyama i Yamaguchi dogadywali się całkiem nieźle, nieco lepiej kiedy mieli katalizator w postaci Hinaty, potrafili jednak prowadzić normalną rozmowę i bez niego. Już wyglądało na to, że przerwa minie im spokojnie i bez większych sensacji, kiedy drzwi otworzyły się po raz czwarty i wyszedł zza nich nie kto inny, jak Tsukishima. Wyłowił wzrokiem dość charakterystyczną antenkę Yamaguchiego, więc podszedł i stanął przed nim, ignorując złe spojrzenie Kageyamy.
- Co tu robisz?
- Jem bento – odpowiedział spokojnie Tadashi, mając nadzieję, że burzowe chmury nie rzucą się sobie do gardeł.
- To widzę, ale dlaczego z nimi?
- Masz jakiś problem, Tsukishima? – zapytał hardo Hinata, patrząc na niego wyzywająco, co Kei także pominął.
- Mam – odparł, ale i tak usiadł obok Yamaguchiego.
Rozpoczęła się zimna wojna. Tadashi i Shouyou niemal czuli jak nad ich głowami przelatują mordercze spojrzenia i złe fluidy, ale starali się kontynuować przerwaną rozmowę. Obaj mieli nadzieję, że ich towarzysze nie wybuchną do końca przerwy. Powoli zaczynali mieć dość ich bezcelowych sprzeczek.
Ostatecznie Tobio i Kei wytrzymali naprawdę długo jak na nich, ale i tak w końcu coś pękło i złośliwości polały się potokiem.
- Jeżeli patrzysz tak na dzieci i zwierzęta, to nic dziwnego, że uciekają od ciebie z płaczem – powiedział Tsukishima najbardziej jadowitym głosem, jaki potrafił z siebie wykrzesać.
- Odezwał się najsympatyczniejszy człowiek na świecie.
- Mnie przynajmniej lubi moje własne zwierzątko domowe. Twój żółw nadal chowa się do skorupy jak cię widzi?
- Ciężko żeby plastikowy dinozaur miał kogoś lubić albo nie lubić – zripostował Kageyama, pomijając pytanie.
Yamaguchi i Hinata spojrzeli na siebie znacząco, po czym zapakowali swoje pudełka po bento i wstali w tym samym momencie. Siedząca dwójka spojrzała na nich pytająco.
- Mam dość – powiedział po prostu Shouyou. – Wychodzę. Yamaguchi?
Tadashi pokiwał głową i podreptał za niższym kolegą. Po chwili nie było ich już na dachu. Kageyama i Tsukishima siedzieli przez chwilę zdezorientowani tym co się wydarzyło, po czym odwrócili się do siebie plecami i nadęli policzki jak dzieci.
