Panował półmrok, gdy tym razem otworzył oczy. Znajdował się w swoim łóżku. Za oknem świtało, a może był to zachód. Na biurku tliła się olejna lampka. Z trudem przekręcił się na bok. Nie czuł bólu, tylko dziwny brak sił.

Sonea leżała zwinięta w kłębek tuż obok na narzucie.

Z jeszcze większym zdziwieniem uświadomił sobie, co to znaczy. Żyła, choć widział, jak została pokonana. On też żył, choć nie powinien tego przeżyć.

Musiała wyczuć, że się obudził, bo nagle otworzyła oczy. Ich spojrzenie zderzyło się ze sobą. Przepełniała go taka ulga, że pocałowałby ją teraz, nie bacząc na konsekwencje, gdyby miał siłę się poruszyć.

- Soneo. – Jego głos był ochrypły od nieużywania.

Wydała z siebie westchnienie i uniosła się na łokciu, mruganiem próbując odegnać resztki snu.

- Jak się czujesz? Straciłeś dużo krwi. Trzeba było otworzyć niektóre rany, wyjąć drzazgi. Przespałeś cały dzień i całą noc.

Cały dzień? Zamrugał zaniepokojony.

- Wszystko jest w porządku. Takan powiedział Lorlenowi, że zabrałeś mnie poza miasto na ćwiczenia przed egzaminami.

Lorlen miałby w to uwierzyć? Jednak w umyśle przyjaciela panował spokój. Spał.

- Nie przejmuj się. Specjalnie pokazałam się Lorlenowi wczoraj wieczorem, by załagodzić jego niepokój.

Tak łatwo było odczytać, o czym myślał?

- Jak ci się udało? – spytał, nadal przyglądając się jej z niedowierzaniem. Przecież widział, jak została pokonana. A może mu się tylko wydawało?

- Zatrzymałam jego serce. W ostatniej chwili – wyszeptała.

Mądrze. Poczuł podziw dla swojej nowicjuszki. Sonea przesunęła dłoń po pościeli i nieśmiało dotknęła jego palców.

- Trzęsiesz się – stwierdził, zauważając drżenie jej ręki.

- Wystraszyłeś mnie. Myślałam, że nie przeżyjesz.

Też tak myślał. Co gorsze, prawie ją zabił. Był o włos od podjęcia tak przerażającej decyzji. Sonea nie była przy nim bezpieczna, nikt nie był. Jak w ogóle mógł o tym pomyśleć? Wściekły na siebie usiadł w pościeli, ale zachwiał się i musiał się podeprzeć ręką.

Sonea wysłała strumień mocy.

- Teraz lepiej?

- Tak - mruknął.

Miał szczęście, że była tak dobrą uzdrowicielką.

- Trochę jeszcze zajmie, zanim wrócisz do pełni sił, ale musisz się ruszać.

- Przede wszystkim muszę się pokazać. Musimy też przygotować się na ewentualny atak.

Odrzucił kołdrę, chcąc stanąć na nogi i natychmiast zakrył się z powrotem zauważywszy, że jest całkiem nagi.

Spojrzał na Soneę pytająco i odnotował, że na jej policzki wstąpił rumieniec zakłopotania.

- Jeśli się zastanawiasz, to Takan cię rozbierał, gdy cię przynieśliśmy. - Kąciki jej ust podskoczyły do góry w źle skrywanym uśmiechu.

- Myślę, że wtedy było mi wszystko jedno – stwierdził, siląc się na obojętność.

Oczywiście, że nie było. Widziała go nago w najgorszej możliwej sytuacji. Rannego, niezdolnego do zachowania godności, bezsilnego, słabego mężczyznę.

Sonea posmutniała i spuściła wzrok.

Zauważył na krześle przygotowany komplet świeżych ubrań. Przyciągnął szaty magią i ponownie spojrzał na nią, wymownie unosząc szaty wyżej w dłoni.

Sonea usiadła i podsunęła się na kolanach po łóżku bliżej niego.

- Poczekaj chwilę. Zbadam cię.

- Nie trzeba – powiedział szybko.

Obawiał się, że jego osłony mentalne nie są jeszcze wystarczająco silne.

- Sprawdzę tylko, czy wszystko dobrze. Nie gwarantuję, że po takich obrażeniach jakaś rana się nie otworzyła – zaprotestowała.

- Nie trzeba – mruknął.

- Powinnam… - wyciągnęła rękę, ale złapał ją za nadgarstek, zanim zdążyła dotknąć jego ramienia. Ruch wytrącił ją z równowagi i upadła na plecy na poduszki. Siłą rozpędu przygniótł jej nadgarstek do łóżka, pochylając się ku niej. Musiał podeprzeć się drugą dłonią tuż koło jej głowy, żeby jej nie przygnieść. Mimo wszystko z zadowoleniem stwierdził, że refleks i siły mu wracają.

Oczy Sonei były szeroko rozwarte. Oddychała szybko, a pod palcami na nadgarstku wyczuwał jej przyśpieszony puls. Wystraszył ją?

Jego wzrok przesunął się z jej twarzy niżej i dopiero teraz zdał sobie sprawę, że Sonea miała na sobie tylko koszulę do spania przykrytą wełnianą chustą, która teraz ześlizgnęła się częściowo, ukazując krągłości odciskające się pod cienkim materiałem. Uda odkryte do połowy. Jej lekko rozchylone usta kusiły. Wystarczyło tylko pokonać pozostałą odległość. Zamarł, a jednocześnie poczuł, jak jego całe ciało odpowiada na bliskość dziewczyny. Musiał jak najszybciej się stąd wynieść, póki nie zrobił czegoś głupiego. Zamknął na chwilę oczy, walcząc z sobą. Chyba nadal nie myślał jasno.

Puścił jej nadgarstek i odepchnął od łóżka, aby usiąść. Zaśmiał się krótko do siebie. Jestem już zdecydowanie zdrowy, skoro tak reaguję.

- Co takiego? – Sonea spytała nagle zaczerwieniona.

- Nic. Jak widzisz, nic mi nie jest – odpowiedział i się odwrócił. - Ubiorę się, a potem wszystko mi opowiesz. Ten Ichani to nie był Kariko.


Akkarin znów miał koszmary. Tak samo jak wczoraj Sonea usłyszała, że kręci się w łóżku niespokojnie. Po cichu w ciemności przemknęła korytarzem i wślizgnęła się do jego pokoju. Podeszła do łóżka ostrożnie. Poprawiła przykrycie, które niemal w całości ześlizgnęło się na podłogę. Chyba znów spał nago, ale nie miała zamiaru tego sprawdzać. Przysiadła obok, przyglądając się mu w świetle bladego blasku księżyca.

Przestał się ruszać a rysy jego przystojnej twarzy się wygładziły. Uśmiechnęła się. Przerażający Wielki Mistrz Gildii. Teraz całkiem niegroźny i całkowicie bezbronny.

Poczuła smutek i łzy cisnące się na policzki, gdy wspomniała te upiorne chwile, kiedy nie była pewna, czy go uratuje. Nadal czując ten sam niepokój, położyła się na chwilę obok i wpatrzyła się w ukochaną twarz. Nie potrafiła dłużej ukrywać, że darzy go niewłaściwym uczuciem. Wiedziała, że jeśli Akkarin tego nie zauważył do tej pory, choćby dziś rano, kiedy jej zmysły oszalały, gdy nachylił się nad nią na łóżku, to lada dzień to odkryje.


Kiedy przebudził się w nocy, Sonea znów przy nim czuwała. Spała zwinięta w kulkę na brzegu łóżka. Musiało być jej chłodno w samej koszuli. Zarzucił na nią kołdrę. Mrucząc coś sennie, przetoczyła się po łóżku w jego stronę. Zdał sobie sprawę ze swojego błędu, ale było już za późno. Sonea wtuliła się ufnie w jego nagie ciało. Wtedy zrobił kolejny błąd i otulił ją ramionami, układając ją wygodniej i jeszcze jeden, gdy zauważył, że jej koszula podwinęła się do pośladków, a on zatrzymał dłoń u podstawy jej kręgosłupa, na jej nagiej skórze.

Powinien wtedy wstać, ubrać się. Powinien wyjść, albo ją obudzić. Wiedział, że powinien zrobić cokolwiek, byle nie to: znieruchomiał i całym sobą chłonął wrażenia, które wywoływały ich zetknięte ciała. Jej świeżo umyte włosy pachniały, jej spokojny oddech grzał go w szyję. Piersi ukryte pod materiałem koszuli rozpłaszczyły się na jego klatce. Niżej nic już ich nie dzieliło. Zakazane, ale takie dobre. Leżał tak długo, rozkoszując się słodkim cierpieniem w lędźwiach. Sonea wtulała się w niego ufnie, a on potrafił myśleć tylko o tym, jak miękkie jest jej ciało, jak przyjemnie byłoby przesunąć niżej dłoń z pleców, pocałować, posiąść.

Poruszyła się przez sen tylko odrobinę, ale jego ciało odebrało to niczym najintymniejszą pieszczotę. Zaprotestował cicho i jakby w odpowiedzi Sonea zgięła nogę, zarzucając na jego biodro. Wystarczyłoby gdyby się trochę przesunął, gdyby ją trochę docisnął do siebie i zrobił ruch biodrami, a wszedłby w nią. Myślał, że zaraz oszaleje. Co on wyprawiał?

Dopiero gdy poczuł lekkie muśnięcie warg na skórze szyi, zrozumiał, że już nie spała.

Powinien natychmiast wstać, wyjść z sypialni, ochłonąć. Przełknął ślinę. To co powinien zrobić było tak diametralnie inne od tego, czego pragnął.


Musiała przysnąć tylko na chwilę, ale gdy się obudziła znajdowała się w jego ramionach, ich ciała splecione. Jej serce wyrwało się do szaleńczego biegu, a pożądanie uderzyło w nią niczym grom, kiedy uzmysłowiła sobie intymność sytuacji.

Akkarin oddychał szybko. Pod ustami przyciśniętymi do podstawy jego szyi wyczuwała wartki puls. Otarła się o niego zmysłowo. Mruknął coś cicho, ale nawet się nie poruszył, skamieniały.

Zgięła nogę w kolanie, przesunęła powoli w górę, trąc po jego udzie i przerzuciła przez biodro, oplatając go w pasie. Na udzie, tak blisko jej najintymniejszego miejsca wyczuła jego twardą pulsującą męskość. Przez chwilę skupiła się na tym odczuciu i poczuła, że jej zmysły zaraz oszaleją.

Musnęła wargami jego obojczyk, nie mogąc powstrzymać pragnienia, aby wtopić się w niego jeszcze bardziej. Po omacku wplotła rękę w jego włosy i przyciągnęła bliżej głowę. Odszukała jego usta. Odpowiedział chętnie, zmuszając ją do rozwarcia warg. Ich języki zetknęły się na chwilę, a ona westchnęła z nadmiaru doznań. Jego całe ciało ożyło. Poczuła, jak Akkarin napiera na nią, jednocześnie przyciskając ją mocniej do siebie, jakby chciał się stopić w jedno. Jego dłoń na chwilę zacisnęła się na jej pośladku, a potem powędrowała wyżej, zbadała miękki łuk biodra, podciągnęła koszulkę do pasa i zanurkowała pod nią.

- Soneo, to wszystko nie powinno… - powiedział łagodnie.

Zamknęła jego protesty pocałunkiem. Jęknęła, gdy znów mocniej zacisnął dłoń na jej pośladku. Ich usta znieruchomiały na chwilę, kiedy musnął palcami jej wilgotne wejście. Tylko ich gorące oddechy mieszały się ze sobą.

Po chwili był już w niej. Wślizgnął się łatwo, aż do końca wypełnił ją całą. Znów jęknęła, ale nie była pewna, czy bardziej z przyjemności, czy z zaskoczenia. Zastygł nieruchomo, tylko jego usta muskały jej delikatnie. Poruszyła biodrami, chcąc choć trochę zwalczyć budującą się w niej potrzebę.

Płynnym ruchem przewrócił ją na plecy, nie odrywając warg. Objęła go za kark i pogłębiła pocałunek.

W przeciwieństwie do ognia, z jakim walczyły ich usta, rytmiczne kołysanie ciał wydawało się wręcz powolne. Odrzuciła w tył głowę, gdy zaczęło brakować jej powietrza i natychmiast poczuła delikatne muśnięcia na linii szczęki i szyi. Oplotła go nogami w pasie.

Było w tym pewne piękno, że potrafili się tak doskonale dopasować bez słów.


Sonea ścisnęła go mocniej nogami, a jej paznokcie wbiły się w plecy. Drżała pod nim z rozkoszy. To mu wystarczyło, by podążył za nią.

Sonea miała szeroko otwarte oczy. Błyszczały wpatrzone w niego w świetle wschodzącego słońca. Dyszała ciężko przez otwarte usta zaczerwienione i podpuchnięte od jego pocałunków.

Jego serce jeszcze nie zwolniło, a oddech nie zdążył się jeszcze uspokoić, kiedy uzmysłowił sobie powagę tego, co zrobił.


Roześmiałaby się z paniki, jaka odmalowała się na jego twarzy, ale jej oddech potrzebował chwili, by była w stanie wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk.

- Och – wyszeptała.

- Och? – Brwi Akkarina podskoczyły lekko w górę. Tak jakby się dziwił, że tylko tyle ma do powiedzenia po tym, co zrobili.

Uśmiechnęła się z błogością.

Akkarin przetoczył się na plecy i spojrzał na nią.

- Soneo, jesteś moją nowicjuszką – powiedział ze zgrozą, jakby była to najbardziej przerażająca rzecz na świecie, a on dopiero ją odkrył.

- Wiem. Już niedługo.

Zaśmiała się i usiadła, szukając dookoła swojej koszuli. Szybko naciągnęła ją na siebie i wyskoczyła z łóżka. Postanowiła zniknąć zanim jego poczucie winy pchnie go do deklaracji, których nie chciała usłyszeć. Najbardziej obawiała się, że zaraz obieca, że już nigdy tego nie zrobią, że to był błąd, a także tego, że się od niej odsunie.

Akkarin usiadł w pościeli zaskoczony jej nagłą ucieczką.

- Mam wczesne lekcje. Muszę lecieć – powiedziała, zanim zdążył zapytać i chwilę później wybiegła z sypialni. Była obolała w dziwnych miejscach, a zarazem nigdy nie czuła się lepiej.


Siedziała przy biurku i nie potrafiła się skupić na notatkach do powtórzenia. Czekała aż Akkarin wejdzie na górę i zastanawiała się, jaki pretekst wymyślić, żeby go zobaczyć.

Nie musiała nic wymyślać. To on przyszedł do niej.

Oparł się o framugę drzwi i założył ramiona na piersi. Przyglądał się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Wydawał się bledszy niż zwykle, mimo że, gdy kochali się nad ranem, nie czuła jego osłabienia. Na samo wspomnienie poczuła ucisk w brzuchu a na policzkach wystąpił jej lekki rumieniec.

Podniosła się i wyciągnęła rękę.

- Powinieneś wziąć ode mnie moc. Nie ma sensu, by się marnowała.

Skinął głową i oderwał plecy od framugi, opuszczając ramiona. Podszedł ze zwyczajną mu pewnością siebie. Jego uścisk był mocny. Nie odwlekała.

- Wystarczy.

Zakończyła przesyłanie, ale Akkarin nie zabrał dłoni. Ich palce splotły się ze sobą. Delikatnie przyciągnął ją bliżej. Bardzo blisko. Patrzył na nią przez dłuższą chwilę, a ona zadrżała z obezwładniającej potrzeby, skupiona na bliskości ich ust i na tym, jak ich oddechy się mieszają.

- Chcesz o tym porozmawiać? – spytał cicho.

Nie chciała. Cały dzień obawiała się tej rozmowy po tym, co powiedział rano. Och, doskonale wiedziała, że jej pragnie. I wiedziała, że jednocześnie uważa to za niewłaściwe. Sama jeszcze nie umiałaby wyrazić, czego od niego oczekuje. A raczej czego może oczekiwać, żeby go nie przestraszyć.

- Jeszcze nie – wyszeptała, patrząc na jego usta.

W następnej chwili całowali się namiętnie, rozbierając się śpiesznie nawzajem, jakby mieli nie całą noc, a tylko chwilę, żeby się sobą nacieszyć.


W ciągu dnia próbowali funkcjonować jak do tej pory, noce natomiast były pełne namiętności, a każdy poranek poczucia winy.

Przemierzając tereny Gildii Akkarin starał się zachowywać jak do tej pory i choć magowie jak zawsze uciekali przed nim wzrokiem, miał wrażenie, że wiedzą o ich romansie i lada moment wybuchnie skandal. Ach… a byłby to ogromny skandal. Uwiódł przecież swoją nowicjuszkę. Jednak potężne uczucia, które wywoływała w nim Sonea były zbyt trudne do opanowania, szczególnie wszelkie postanowienia zakończenia tego kończyły się, gdy była z nim, a była chętnie.

Kilka kolejnych dni minęło jak we śnie. Dlatego kiedy Takan przyniósł wiadomość od Złodzieja, było to jak przebudzenie. Kolejny, tak szybko. Karriko się nie poddawał.

Akkarin wiedział, że należało zakończyć to raz na zawsze zanim szczęście przestanie im dopisywać i musiał to zrobić sam. Sonea zbyt dużo poświęciła, pomagając mu walczyć ze szpiegami. Musiał pozwolić jej odejść, pozwolić żyć choć częściowo własnym życiem.

Zamknął oczy, siedząc przy biurku w swoim gabinecie. Tak… Musiał pozwolić jej odejść. To był ostatni moment na to, by oddać Sonei jej własne życie. Akkarin nachylił się nad kartką i zaczął pisać.

Długi czas zastanawiał się, jak zakończyć. Wyznanie miłości w momencie, kiedy nie planował powrotu, wydawało mu się zbyt samolubne. Niech nie czeka, niech on pozostanie tylko wspomnieniem krótkiego romansu. Może to i lepiej, że nie zdążyli o tym porozmawiać. Z drugiej strony odejście bez słowa bolało. Ostatecznie podpisał się tylko imieniem.

Akkarin miał świadomość, że jego ciało nawet nie zdążyło się do końca zregenerować, ani nie zebrał wystarczającego zapasu mocy, chociaż to nie był problem. Istniała przecież arena. Zapieczętował list i ruszył w tym kierunku. Choć wszystko w Gildii było takie same, wydawało się tak inne od ostatnich wydarzeń.

Sonea akurat miała lekcję sztuk wojennych. Pewnie jedną z ostatnich przed egzaminami. Chciał to zrobić szybko, ale nie mógł się oprzeć pokusie, żeby popatrzeć na nią po raz ostatni. Tak ciężko było się z nią żegnać.

Mimo powagi sytuacji, z jaką miał się zaraz zmierzyć, nie potrafił powstrzymać uśmiechu na widok jej twarzy, po tym gdy go zauważyła. Gdyby teraz ktoś ich bacznie obserwował, mógłby się domyślić, że dzieje się między nimi coś znacznie wykraczającego poza relację mentora i nowicjuszki. Jednak to było już bez znaczenia. Dotknął listu w kieszeni. Może powinienem wyznać jej więcej? Powinienem napisać, że ją kocham.

Przyłożył dłoń do jednej z kolumn, na których była rozpięta arena i wyczuł zebraną energię krążącą w osłonie. Wziął dużo, bardzo dużo. Nie mógł ryzykować, że przegra. Na pewno wkrótce zauważą osłabienie areny, ale jeśli wszystko pójdzie po jego myśli, nie powiążą tego z nim.


Sonea miała właśnie zacząć ostatnią dziś lekcję, ale zamieszanie na dziedzińcu przyciągnęło jej uwagę. Czerwoni Wojownicy zbici w gromadę dosiadali właśnie koni, a dookoła roiło się od nowicjuszy i innych magów. Wszędzie wyczuwało się napięcie i pośpiech. Zaniepokojona pośpieszyła bliżej, wypatrując Akkarina, ale nigdzie nie mogła go dostrzec. Usłyszała za to urywki zdań.

- …walka w slumsach.

- …wybuch mocy…

- Wielki Mistrz….

- Tak, był widziany.

Serce Sonei podeszło go gardła. Wiedziała, że stało się coś złego. Zerwała się do biegu, kierując się do rezydencji.

-Akkarin? – zawołała gdy drzwi budynku zatrzasnęły się za nią.

Odpowiedziała jej głucha cisza.

Wbiegła do salonu i zamarła na widok Takana. Sługa Akkarina stał sztywno na środku pomieszczenia. Dziwnie spięty trzymał w ręce białą kopertę.

- Co się dzieje? – spytała Sonea, czując gulę w gardle.

Niespodziewanie Takkan ukląkł przed nią na jedno kolano i spuścił głowę, wyciągając ramiona z listem przed siebie.

- Pani Soneo, Pan kazał to przekazać, gdyby walka uniemożliwiła mu powrót.

- Jak to uniemożliwiła? – spytała cicho, ale mężczyzna tylko przesunął list bliżej niej.

Sonea rozerwała kopertę w pośpiechu.

Soneo.

Muszę zakończyć to raz na zawsze i zlikwidować zagrożenie z strony Ichanich. Gdybym zginął lub gdyby wiedza o używaniu przeze mnie zakazanej sztuki stała się w Gildii powszechna, nadal pozostań w cieniu. Gildia nie może poznać twojego udziału w tym wszystkim. To jedyny sposób byś mogła cieszyć się swobodą. Dobrze pilnuj tej wiedzy i wyjaw ją dopiero, gdyby Gildia stanęła w obliczu prawdziwego zagrożenia. Nie wcześniej.

Pozostań w kontakcie z Przyjacielem ze slumsów.

Pamiętaj o wszystkim, czego cię nauczyłem. Pamiętaj o mnie.

Akkarin.

I tyle? Tylko tyle miał jej do powiedzenia? Czy to znaczyło, że Akkarin nie żyje? Przegrał walkę? Panika zacisnęła na niej swe kleszcze.

- Takan! – wykrzyczała do wystraszonego służącego. - Co się wydarzyło? Gdzie Akkarin?

Mężczyzna pokręcił tylko głową.

Sonea poczuła zawroty głowy. Nie, Akkarin nie zginął. Nie mógł. Musiał przeżyć. Teraz, gdy w końcu byli razem, nie mógł przegrać. Przecież widziała, jak brał moc z areny. Dlaczego wtedy nie domyśliła się, że ma zamiar samotnie udać się na walkę?

Jednak pamiętała też, że jego ciało było nadal osłabione po walce. A jeśli Ichani go przechytrzyli? Dlaczego tym razem nie zabrał jej ze sobą? Zupełnie nie rozumiała, co się wydarzyło.

Włożyła rękę do kieszeni w poszukiwaniu krwawego klejnotu. Zaraz go wywoła i wszystko będzie dobrze. Jednak pierścienia nie było w kieszeni. To nie ta szata, przypomniała sobie.

- Poczekaj tu - krzyknęła i pobiegła na górę.

Przewróciła pokój w pośpiechu do góry nogami. Nigdzie nie mogła go znaleźć. Jej pierścień zniknął.

Takan! Tak, Takan będzie też wiedział, przecież miał bezpośrednie połączenie z Akkarinem. Wydusi z niego odpowiedzi!

Jednak, gdy Sonea zeszła na dół, przyjaciela Akkarina nigdzie nie było widać.

Nagle drzwi do rezydencji rozwarły się z hukiem. Przez chwilę jej serce napełniło się nadzieją, ale w progu nie zobaczyła wysokiego maga w czarnych szatach, tylko fiolet.

- Rothen! – Podbiegła do maga.

- Słyszałaś? Była magiczna walka w slumsach. Wielki Mistrz… Świadkowie mówią, że nie żyje. – Jego dłonie opadły na jej ramiona. - W końcu jesteś wolna – oznajmił z widoczną ulgą, lekko nią potrząsając.

Sonea pobladła i poczuła jak kolana uginają się pod nią. Jej oczy napełniły się łzami.

- Soneo, co się dzieje. Co on ci zrobił? – zapytał z niepokojem.

- Skąd wiedzą, że nie żyje? – spytała cicho, przyglądając się uważnie jego twarzy w poszukiwaniu odpowiedzi.

- Zginął w rozbłysku magii. Świadkowie widzieli go tuż przed tym, jak zawalił się budynek, a potem wszystko pochłonęła magia.

Jej serce rozbiło się na kawałki. Coś jej to przypominało. Przecież Akkarin nie zrobiłby drugi raz takiego błędu.

- Nie. Nie chcę… – Jej głos załamał się.

Rothen nachylił się bliżej, przytrzymując ją, aby nie osunęła się na podłogę, ale przez łzy Sonea ledwo odnotowała jego zmartwioną twarz.

- Czy cię skrzywdził?

Spojrzała na byłego mentora przez łzy. Jego twarz była pełna współczucia.

- Ty nic nie rozumiesz. Ja go kocham.

- Soneo?! – W tonie jego głosu była zarówno dezaprobata jak i niedowierzanie. – Jak możesz tak mówić?

- On nie był wcale zły, jak myśleliśmy - wyszeptała. - Kochałam go, a teraz on nie żyje.

- Opowiedz mi wszystko od początku – powiedział łagodnie Rothen. Kiedy w końcu puścił jej ramiona, osunęła się bezsilnie na podłogę.

Pogrążyła się w żałobie.


Nightwik: Wybaczcie, że kazałam Wam tak długo czekać. Dziękuję za komentarze. Bardzo dopingują do dalszego pisania. Nie będę upierać się, że to opowiadanie jest tak dobre, jak wcześniejsze, postaci zachowują oryginalny charakter, a fabuła nie jest gdzieniegdzie za bardzo skrócona (bo niestety jest w stosunku do zaplanowanej wcześniej), ale niestety ostatnio brak mi czasu na dopracowanie szczegółów. Mam nadzieję, że ta część sprawiła Wam choć trochę przyjemności ; ) CDN.