Link do oryginału znajdziecie na moim profilu.
Tłumaczenie za zgodą autorki.
ROZDZIAŁ 6
Tego wieczoru wróciłam do domu z kompletnym zamętem w głowie. Przez całą drogę nie mogłam przestać myśleć o Embrym, a w moich uszach ciągle brzmiało wilcze wycie, które pożegnało nas przy wyjeździe z rezerwatu. Weszłam do mieszkania całkowicie przemoczona.
- I jak było? – spytał tata, spoglądając na mnie znad gazety.
Cudownie…
- W porządku – mruknęłam szybko i uciekłam na górę. W chwili, gdy zamknęłam drzwi, na dworze mignęło światło błyskawicy, a gdzieś w oddali rozległ się potężny grzmot. Usiadłam na łóżku z mnóstwem pytań ciskających mi się na usta.
Co Embry miał na myśli, mówiąc z takim przekonaniem: „Na pewno"? Czy to rzeczywiście jakiś natręt albo, jak określił Dan, podejrzany typ? Czy naprawdę całowałam się z członkiem przestępczej szajki…?
Nie, to zdecydowanie do niego nie pasowało. W głębi serca wiedziałam, że to dobry człowiek. Czułam się przy nim bezpiecznie i… potrzebowałam go, chociaż tak właściwie to nawet go nie znałam... Dlaczego więc tak łaknęłam jego obecności?
Mój telefon nagle zadzwonił, sprawiając, że aż podskoczyłam. Znowu zagrzmiało. Szybko odebrałam i powiedziałam do słuchawki:
- Halo?
- Cześć, Dix! – usłyszałam głos brata.
- Rhett! – zawołałam i chaotyczne myśli momentalnie opuściły mój umysł.
- No i jak ci się podoba w Waszyngtonie? – spytał, a ja westchnęłam. – No co?
- Jest… fajnie.
- Fajnie? – powtórzył i wyobraziłam, jak właśnie zmarszczył brwi ze zdziwienia. – No dalej, Dix, mów mi natychmiast, co się dzieje!
Zazgrzytałam zębami, zastanawiając się, czy powiedzieć mu o tajemniczym facecie, którego spotkałam na plaży. Czy okaże nagle braterską nadopiekuńczość i wszystko schrzani?
Mimo tych obaw i tak postanowiłam się wygadać.
- Poszłam dzisiaj na plażę ze znajomymi i spotkałam fajnego gościa.
- Naprawdę? – zaśmiał się. – Kto to taki?
- Ma na imię Embry i mieszka w indiańskim rezerwacie.
- Jest w twoim wieku?
- Um… - Nie zapytałam o to, ale teraz przyszło mi na myśl, że wyglądał na jakieś dwadzieścia lat. No pięknie, nie dość, że zaczęłam kręcić z chłopakiem, którego dopiero co poznałam, to jeszcze łamałam prawo. – Nie… Skończył już osiemnastkę lub coś koło tego…
- Dixie…
- A jak tam twoje sprawy w Kentucky? – zapytałam szybko, zmieniając temat. Rhett westchnął.
- Zasadniczo to cały czas tylko pracuję, nie mam czasu obracać się w kręgach towarzyskich.
Zaśmiałam się.
- Trzeba było się przeprowadzić razem z nami.
- Lepiej nie – odparł szczerze. – Tęsknię za wami, ale nie chciałbym tam mieszkać. Zbyt zimno jak dla mnie.
- Tak właściwie to teraz jest nawet całkiem ciepło.
- Więc ciesz się, póki możesz. Hej, dałabyś mi do telefonu mamę albo tatę?
- Okej – zgodziłam się, ruszając w kierunku drzwi. – Tylko nie mów im nic o Embrym.
- Dlaczego nie?
- Błagam, Rhett – poprosiłam. – Ja dotrzymuję twoich sekretów, więc nie mógłbyś chociaż tej jednej mojej tajemnicy zachować dla siebie?
- W porządku – mruknął z wyraźną niechęcią. – Ale trzymaj się z daleka od kłopotów. Nie chciałbym zobaczyć cię w wieczornych wiadomościach. Kocham cię, siostrzyczko.
Znowu się roześmiałam.
- Ja ciebie też – powiedziałam, podając telefon tacie, który nadal czytał gazetę. – Rhett dzwoni.
Wziął komórkę i zaczęli rozmawiać, a ja szybko wymknęłam się do swojego pokoju.
Tej nocy śniłam o Embrym…
Stałam na plaży, fale uderzały o skalisty brzeg. Słońce znajdowało się nisko nad horyzontem, oświetlając ciemny ocean i czyniąc niebo ogniście pomarańczowym. Ktoś podszedł do mnie z tyłu i objął w talii. Odwróciłam się i zobaczyłam, że przygląda mi się przystojny mężczyzna.
- Embry…
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Embry, nie… - Przybliżyłam się do niego, ale złapał moje nadgarstki.
- Dixie… - szepnął i odsunął mnie od siebie. Nagle w dość bliskiej odległości usłyszałam wycie i wzdrygnęłam się, gwałtownie nabierając powietrze do płuc. Spojrzałam w kierunku, z którego dochodził odgłos, ale nic nie zauważyłam.
Z powrotem przeniosłam wzrok na Embry'ego, jednak jego miejsce zajął olbrzymi, szary wilk z dwiema ciemnymi plamami na grzbiecie, który stał do mnie tyłem. Poruszył ogonem i uszami, a następnie obrócił się w moją stronę. Dostrzegłam tuż za nim kilka innych takich samych zwierząt wynurzających się z lasu. Po chwili rozległ się grzmot i oślepiła mnie błyskawica…
Usiadłam gwałtownie na łóżku, przecierając oczy. Spojrzałam w okno i zobaczyłam, że na podwórku zapaliła się lampa czujnika ruchu. To pewnie przez nią wydawało mi się, że w moim śnie pojawił się jasny piorun. Prawdopodobnie pod dom zakradł się jakiś jeleń albo szop. Podeszłam do parapetu, by to sprawdzić.
Na tle ciemnego, gęstego lasu dostrzegłam parę ogromnych, błyszczących oczu, które patrzyły prosto na mnie. Zamarłam, ale już po sekundzie tajemnicze stworzenie zamrugało i rozpłynęło się w powietrzu. Poczułam, że rozchodzi się we mnie przyjemnie ciepło, takie, którego doświadczyłam w La Push podczas pocałunku z Embrym…
Szybko odsunęłam się od okna i wróciłam do łóżka. Nie wiedziałam, co kręciło się obok domu, ale z pewnością nie mogło dostać się do środka. Otworzyłam telefon, aby sprawdzić, która godzina i wtedy zobaczyłam zdjęcie Ronny'ego. W takim momencie zazwyczaj moje serce zaczynało dygotać albo zbierało mi się na płacz, ale tym razem nic się nie stało. Nagle postanowiłam zmienić tapetę i już po chwili na wyświetlaczu widniał obrazek przedstawiający zachód słońca na plaży…
