Link do oryginału znajdziecie na moim profilu.

Tłumaczenie za zgodą autorki.


ROZDZIAŁ 11

Drugi dzień w nowej szkole niezwykle przypominał poprzedni, tylko że inni uczniowie nie gapili się na mnie tak często. Chyba zaczynali się już przyzwyczajać do mojej obecności, a opinia prostaczki, jaką wystawiła mi Lisa, powoli szła w zapomnienie. Cieszyłam się, że wreszcie będę mogła zawrzeć jakieś nowe znajomości, ale teraz miałam na głowie zupełnie inne sprawy.

Podczas lunchu siedziała z Danem, Stacy i paroma osobami, które poznałam kilka dni temu. W ogóle nie odczuwałam głodu, więc bawiłam się tylko zakrętką od butelki wody. Pozostali rozmawiali między sobą.

- Dzisiaj jesteś coś cicha, Dixie – zagadnął mnie nagle Dan w przerwie między kolejnymi kęsami jedzenia. W odpowiedzi wzruszyłam ramionami.

- Martwię się czymś – wyznałam zgodnie z prawdą. Moje spotkanie z członkami sfory Embry'ego zbliżało się wielkimi krokami i bardzo mi to ciążyło. Nie to, żebym się bała… No, może trochę, ale przede wszystkim się denerwowałam. A jeśli mnie nie polubią?

- Czy to „coś" wiąże się z tym Indianinem, którego poznałaś na plaży? – wtrąciła złośliwie Stacy, próbując ukryć swój uśmiech za puszką z napojem. Wywróciłam oczami i kopnęłam ją pod stołem.

Wydawało mi się, że Dan cały zesztywniał.

- Widziałaś się z nim jeszcze raz? – spytał po chwili.

- Tak, przypadkiem – odpowiedziałam. – Wpadliśmy na siebie w kawiarni i spotykamy się dzisiaj wieczorem.

Nikt nie kontynuował tego tematu. Przez moment każdy wpatrywał się w swoje jedzenie, aż w końcu dziewczyna o imieniu Lindsey napomknęła o panu Bannerze i cholernie dużej ilości pracy domowej, jaką nam zadał. Zdziwiona zerknęłam na Stacy. Bezgłośnie dała mi sygnał, że wyjaśni to później.

Zgodnie z ustaleniami poszukałam jej po lunchu. Gdy mnie dostrzegła, przygryzła dolną wargę.

- O co im chodziło? Dlaczego nie mogłyśmy pogadać wcześniej? – spytałam.

- Jeśli po szkole krążą o tobie plotki, to chciałabyś się o nich dowiedzieć? – odparła nieśmiało.

- Te plotki, w których jestem nazywana wieśniaczką?

- Nie. Plotki… o tobie i Embrym.

Zaskoczyło mnie to, chociaż w sumie nie powinno. Przecież połowa grupy, z którą przebywałam na plaży, widziała, jak się z nim obściskiwałam. Ktoś najwidoczniej musiał coś wszystkim naopowiadać.

- A dokładniej? – nalegałam.

- No… Z jednej pogłoski wynika, że gustujesz tylko w starszych facetach, a twoi rodzice przeprowadzili się tu, by odciągnąć cię od twojego czterdziestoletniego chłopaka – powiedziała szybko.

Prychnęłam.

- Wow. Tutejsi ludzie mają naprawdę bujną wyobraźnię.

- To właśnie dlatego Dan spytał cię, czy widziałaś się z Embrym jeszcze raz. Przekonywał wszystkich, że to było tylko jedno spotkanie, ale ty wyprowadziłaś go z błędu… To rozejdzie się po szkole z prędkością błyskawicy.

Głęboko westchnęłam i przeczesałam palcami włosy. - Rozumiem, że nic nie mogę w tej sprawie zrobić, prawda? Cóż, pozostało mi więc się z tym pogodzić.

- Ile lat ma Embry? – spytała znienacka Stacy ze zmieszanym wyrazem twarzy.

- No nie! Ty wierzysz tym plotkom? Piękne dzięki – syknęłam. – Tak dla twojej wiadomości: przed przeprowadzką tutaj z nikim się nie spotykałam i preferuję chłopaków w swoim wieku. A Embry ma siedemnaście lat.

- On nie wygląda na siedemnaście lat, Dixie – szepnęła. Nie mogłam w to uwierzyć! Ona naprawdę uważała te brednie za prawdziwe informacje? Przecież dobrze wiedziała, kto puścił je w obieg!

- Jak sobie uważasz. – Potrząsnęłam głową i ruszyłam w kierunku klasy, w której odbywała się moja następna lekcja.

- Poczekaj! – Stacy mnie dogoniła. – Nie powiedziałam, że wierzę w te plotki. Po prostu nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Poza tym Embry wygląda… groźnie – dodała szeptem, jakby bała się, że Indianin wyskoczy zza ściany i pobije ją za to, że odważyła się wypowiedzieć jego imię.

- Nie musisz się o nic martwić. On naprawdę jest nieszkodliwy – uspokoiłam ją. Wiedziałam, że tak było. Zdawałam sobie też sprawę z tego, że jeśli na spotkaniu ze sforą wydarzy się coś złego, to Embry mnie ochroni. Niestety ta świadomość wcale nie pomagała opanować nerwów powoli niszczących mi żołądek...

Kiedy Embry przyjechał po mnie po szkole, zdecydował, że musi poznać moich rodziców.

- Przecież tak wypada – powiedział z uśmiechem, gdy szliśmy chodnikiem przed domem. Wahałam się, czy to aby na pewno dobry pomysł. Zanim otworzyłam drzwi, postanowiłam, że jednak powiem im, że wychodzę dziś wieczorem z przyjacielem, ale Embry pokrzyżował te niecne plany.

Tata zaniemówił z wrażenia na widok chłopaka… i jego ręki obejmującej mnie w talii. Zdziwiłam się, że jeszcze nie pobiegł po swój pistolet. Rhett już dawno by to zrobił.

- Tato – zaczęłam ostrożnie – to jest Embry.

- Miło mi pana poznać – powiedział uprzejmie przedstawiony i obaj mężczyźni podali sobie dłonie. Ojciec nadal podejrzliwie przyglądał się Indianinowi.

- Dixie, czy to twój chłopak?

- Tato! – syknęłam.

- Chłopak? – W drzwiach nagle stanęła mama. Zmierzyła wzrokiem Embry'ego i gwałtownie nabrała powietrza do płuc.

- Witam – odparł mój „chłopak", nerwowo się uśmiechając. – Spotkałem Dixie podczas jej ostatniego pobytu na plaży, a dzisiaj urządzamy ognisko i chciałbym ją na nie zabrać.

- Brzmi świetnie. Bawcie się dobrze – powiedziała mama, też lekko się uśmiechając i trącając łokciem zdenerwowanego ojca.

- Tylko ma wrócić wcześnie – zwrócił się tata stanowczym tonem do Indianina, a następnie rzucił mi spojrzenie w stylu: „Porozmawiamy później".

- Przywiozę ją o dziesiątej – obiecał Embry i poprowadził mnie do samochodu. Pomachałam rodzicom na pożegnanie i szepnęłam do niego: - O dziesiątej? Dlaczego tak wcześnie?

- Masz jutro szkołę – wyjaśnił, uśmiechając się i otwierając mi drzwiczki od strony pasażera.

- A ty nie?

Wzruszył ramionami i zajął miejsce kierowcy w swoim małym Ford Sedanie.

- Rzuciłem szkołę. Trudno jest regularnie chodzić na lekcje, gdy prawie każdej nocy patroluje się okolicę jako wilk. – Spojrzał na mnie i roześmiał się na widok mojej naburmuszonej miny. – Och, daj spokój! Chcę się przypodobać twoim staruszkom.

- Jedźmy już – westchnęłam z rozbawieniem i potrząsnęłam głową.

Embry wyjechał na główną drogę i ruszył w kierunku rezerwatu.

- Kto będzie na tym ognisku? – spytałam. – Tylko ja i twoja sfora?

- Nie chciałem, żebyś czuła się niezręcznie, więc zaprosiłem też tatę Jacoba i mamę mojego przyjaciela, Setha. Oboje są ludźmi – podkreślił. – A, no i spotkasz też nasze miejscowe wampiry – dodał po chwili.

- Wampiry? – powtórzyłam, żeby upewnić się, że się nie przesłyszałam. – Spotkam… wampiry?

- Przysięgam, że nic ci nie grozi. Rozerwę na strzępy każdą pijawkę, która odważy się zerknąć na ciebie jak na przekąskę. – Zabrzmiało to jak żart, ale twarz chłopaka była całkowicie poważna.

- Mój ty bohaterze – mruknęłam, a Embry się roześmiał. – Ile... wampirów... spotkam?

- Tylko dwóch i pół. – Zachichotał w reakcji na ukryty w tym sformułowaniu dowcip. – Bellę, Edwarda i Renesmee, wpojenie Jake'a. Jacob bardzo chciał, żeby Nessie też przyszła, ale rodzice nie wypuszczają jej nigdzie samej, więc też się zjawią. Tak naprawdę dziewczynka ma tylko rok, ale rośnie niezwykle szybko. Zresztą przekonasz się o tym, jak już dojedziemy na miejsce.

Nagle poczułam się dziwnie zmęczona tymi nieprawdopodobnymi wiadomościami. Wampiry, pół-wampiry i zmiennokształtni to stanowczo za dużo jak na jeden raz… Do kompletu brakowało jeszcze tylko Harry'ego Pottera.