Link do oryginału znajdziecie na moim profilu.

Tłumaczenie za zgodą autorki.


ROZDZIAŁ 16

Zalała mnie fala strachu. Co oni zamierzali zrobić? Czy chcieli zadzwonić po gliny i zakazać mi widywać się z Embrym? Ta ostatnia myśl spowodowała, że poczułam się tak, jakby ktoś wbił nóż prosto w moje serce.

- A po co? – spytałam, starając się brzmieć na zdziwioną.

- Dzwonił dyrektor szkoły – odpowiedział tata. Nadal był sztywny, ale zdołał już pozbyć się południowego akcentu ze swojego głosu. – Zarówno on, jak i pedagog otrzymali od innych uczniów informację, że na twoich rękach znajdują się ogromne siniaki, przypominające kształtem ludzką dłoń. Embry ci to zrobił, prawda?

- Tato! – pisnęłam w proteście.

Na moment zamknął oczy, po czym powtórzył:

- Natychmiast pokaż mi swoje ramię.

W ciszy przygryzłam wargę, odłożyłam plecak na podłogę i zdjęłam kurtkę, starając się ukryć oznaki towarzyszącemu tej czynności bólu żeber, a następnie podwinęłam rękawy bluzki. Najpierw pokazałam im tę zdrową rękę, dopiero potem podciągnęłam materiał wyżej, by mogli zobaczyć okropnego siniaka. Moja mama gwałtownie wciągnęła powietrze do płuc.

- Dixie... – szepnęła drżącym głosem.

Spojrzałam na nich i zauważyłam, że oczy obojga znacznie się powiększyły, a na dodatek ojciec się trząsł.

- To nie tak jak myślicie...

- A jak? – wtrącił, zaciskając dłoń w pięść.

- To był wypadek. Embry po prostu wyciągał mnie z wody...

- Dixie, to nie mógł być wypadek – westchnął, starając się uspokoić. – Nikt nie jest aż taki silny. Nigdy nie widziałem tak ogromnego siniaka. I zobacz, jak twoje ramię spuchło!

- Nie zrobił tego celowo! – powiedziałam, a mój głos robił się coraz bardziej donośny. – Po prostu mi uwierzcie!

- Chcemy ci wierzyć – odezwała się mama, kładąc dłoń na ramieniu ojca. – Ale Embry... – Zawahała się. – Ale Embry wygląda na osobę...

- Mamo! – przerwałam jej. – Masz pojęcie, jak śmiesznie teraz brzmisz?

- Nie odzywaj się w tej sposób do własnej matki! – warknął tata, strzepując z siebie dłoń mamy i robiąc krok w moją stronę.

- Więc nie osądzajcie Embry'ego! – odkrzyknęłam. – Nie znacie go! Spotkaliście go zaledwie raz!

- Nie polubię żadnego chłopaka, który w jakikolwiek sposób cię skrzywdził! – oznajmił, wyraźnie tracąc nad sobą kontrolę. Zrobił kolejny krok w moją stronę, a jego twarz jeszcze bardziej poczerwieniała ze złości.

- To był wypadek!

- To nie był wypadek! Dixie, nie okłamuj nas!

- Nie okłamuję! Po prostu mi uwierzcie! – Nie zdawałam sobie sprawy, że zaczęłam płakać, dopóki głos mi się nie załamał i nie poczułam łez spływających po moich policzkach.

- Nigdy nie chcę cię widzieć w towarzystwie tego chłopaka, zrozumiano? – powiedział ojciec przez zaciśnięte zęby.

Na chwilę serce mi stanęło i pomyślałam, że umieram. W mojej głowie pojawiła się nieprzenikniona pustka i cała zdrętwiałam, nie potrafiąc wydusić z siebie ani słowa. Przełknęłam łzy, czując gorycz w ustach i lekko się zachwiałam, jakbym miała się przewrócić.

- Nie mogę tego zrobić – szepnęłam w końcu.

- Dixie – zaczął spokojnie tata – ten chłopak ma szczęście, że nie zadzwoniliśmy na policję.

Zamknęłam oczy i odparłam:

- Więc czemu tego nie zrobicie? I tak już nie możecie bardziej wszystkiego zepsuć.

- Twój dyrektor – odezwała się cicho mama – powiedział... powiedział, że odkąd pojawiłaś się w szkole, krążą po niej pewne plotki na twój temat, więc jeśli zadzwonimy na policję, to... no cóż... w tym małym miasteczku... wszystko rozniesie się jeszcze bardziej. Nie zrobimy tego, jeśli obiecasz, że już nigdy się z nim nie spotkasz.

- Ty lubisz Embry'ego – przypomniałam, patrząc jej prosto w oczy, które również były pełne łez. – Od razu go polubiłaś.

- Myślałam, że pomoże ci się tutaj zaaklimatyzować, kochanie. Ale się myliłam.

Znowu przełknęłam łzy.

- Ja go kocham, mamo.

- Dixie... – zaczęła, ale ja już się odwróciłam i pobiegłam na górę. Wiedziałam, co zamierzała powiedzieć. Że nie mam racji. Że jestem za młoda na to, by wiedzieć, czym jest miłość. Wciąż traktowali mnie jak małą dziewczynkę.

Opadłam na łóżko i ukryłam twarz w dłoniach. Odrętwienie odeszło, ale zamiast niego pojawił się ból. Ogromny ból. Łzy nadal ciekły mi po policzkach. Nie mogłam trzymać się z daleka od Embry'ego. To po prostu niemożliwe...

Ale musiałam. Jeśli rodzice zadzwonią na policję, to Embry pójdzie do więzienia, a wtedy bylibyśmy oddzieleni także żelaznymi kratami. Nie miałam prawa mu tego zrobić.

Jednak najbardziej nie podobała mi się myśl... jak ja mu o tym wszystkim powiem.

Ostatecznie skończyło się na tym, że wcale nie musiałam nic mu mówić. Zrobił to ojciec. Embry przyjechał po mnie tak jak poprzedniego dnia, więc tata wyszedł na zewnątrz, by „odbyć z nim pogawędkę". Słyszałam tylko ich podniesione, przepełnione złością głosy, a kiedy chciałam do nich dołączyć, mama mi to uniemożliwiła.

- Pozwól im to załatwić pomiędzy sobą, kochanie.

- Mamo, muszę tam pójść – nalegałam, starając się delikatnie usunąć ją sprzed drzwi.

- Po prostu się nie wtrącaj – poprosiła.

- To ja powinnam mu o wszystkim powiedzieć, mamo! – Popchnęłam ją nieco mocniej i wybiegłam na zewnątrz, zanim znowu zdążyła mnie powstrzymać. Gdy znalazłam się na podjeździe, zastałam tam tylko ojca, stojącego z rękami położonymi na biodrach, a w oddali dostrzegłam samochód Embry'ego.

- Nie pozwoliłeś mi się nawet pożegnać? – wyszeptałam.

Ojciec zerknął na mnie ponad ramieniem.

- Powiedziałem ci już, że już nigdy nie chcę cię widzieć w pobliżu tego chłopaka i mam nadzieję, że się do tego zastosujesz.

Nie odpowiedziałam, tylko wsiadłam do swojego auta i ruszyłam w stronę szkoły, cały czas walcząc ze łzami.

Zazwyczaj spotykałam się ze Stacy na parkingu, ale dzisiaj jej tu nie zastałam. Nie wpadłam na nią aż do lunchu. Gdy w końcu nadeszła długa przerwa, usiadłam obok niej przy stoliku, przy którym siedział także Dan i parę innych osób. Nie byłam głodna, więc kupiłam sobie jedynie butelkę wody. Odrętwienie z powrotem wróciło. To wszystko wydawało mi się takie nierealne. Ciągle nie mogłam przyjąć do wiadomości tego, że już nigdy nie zobaczę Embry'ego. Ciągle myślałam, że przyjedzie po mnie po lekcjach, wybierzemy się na spacer po plaży albo pójdziemy gdzieś z Quilem lub jego pozostałymi przyjaciółmi i wszystko będzie normalne.

Westchnęłam i założyłam nogę na nogę.

- Wszystko okej? – zapytała z wahaniem Stacy.

- Moi rodzice zakazali mi widywać się z Embrym, bo zadzwonili do nich ze szkoły. Najwidoczniej ktoś powiedział dyrektorowi i pedagogowi o tym pieprzonym siniaku na moim ramieniu.

Dan zadławił się kęsem kanapki. W zasadzie nie przeklinałam, ale w tym przypadku takie określenie wydało mi się odpowiednie.

- Wiesz, kto to zrobił? – spytała dziewczyna siedząca naprzeciwko mnie, Lindsey.

- Ja – szepnęła nieoczekiwanie Stacy.

- Stacy? – Odwróciłam głową, by na nią spojrzeć. – To ty? Jak mogłaś?

- Martwiłam się – wyjaśniła, nadal szepcząc. – Nie chciałam, żeby stało ci się coś złego...

- No cóż – powiedziałam ze złością, wstając. – Chyba trochę się spóźniłaś.

Szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Słyszałam, jak mnie wołała, ale ją zignorowałam. Szłam przed siebie, przemierzając stołówkę i nie przestałam, dopóki nie znalazłam się przy samochodzie. Weszłam do środka i natychmiast przekręciłam kluczyk w stacyjce, odpalając silnik. Włączyłam radio i pogłośniłam dźwięk tak bardzo, że muzyka powodowała lekkie drżenie szyb, a następnie nacisnęłam pedał gazu i wyjechałam z parkingu, kierując się w stronę La Push.