Link do oryginału znajdziecie na moim profilu.
Tłumaczenie za zgodą autorki.
ROZDZIAŁ 30
Zadrżałam, podczas gdy moje serce zaczęło bić dwa razy szybciej. Za sprawą deszczu włosy przylgnęły mi płasko do głowy.
- Bardzo dobrze – usłyszałam delikatny głos. – A teraz przenieśmy się w nieco bardziej ustronny zakątek w głębi lasu. Chyba nie chcemy obudzić twojego troskliwego brata, prawda? – Zimna dłoń pokręciła moją głową. – Tak myślałem.
Kiedy zaczął ciągnąć mnie za sobą, spróbowałam mu się wyrwać, ale bez rezultatu – jego żelazny uścisk nie zelżał ani na sekundę. Moje chwiejne kroki w ogóle go nie spowalniały. Gorączkowo wciągałam powietrze do płuc, ciągle mając na ustach jego dłoń, natomiast on dla odmiany ledwie co oddychał.
Po pewnym czasie Donovan zatrzymał się w jakimś bliżej nieokreślonym miejscu. Ulewa i gęstwina drzew skutecznie uniemożliwiały mi zobaczenie czegokolwiek.
- Teraz cię puszczę, ale nie radzę uciekać. To po prostu strata czasu.
Gdy wypuścił mnie ze swoich chłodnych ramion, zrobiłam krok do tyłu i odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć, o mało co nie potykając się o własną stopę. Miał na sobie to samo ubranie co w barze, chociaż teraz wyglądało na o wiele bardziej zniszczone. Poza tym porzucił gdzieś buty, a deszcz nadał jego rudym włosom brunatny odcień. Przyglądał mi się z szerokim uśmiechem swymi czarnymi oczami, w których dało się dostrzec głód.
- Ostrzegałem, że po ciebie wrócę – oznajmił, robiąc krok w moją stronę, więc automatycznie się cofnęłam.
- Dlaczego to robisz? – wyjąkałam.
Przechylił głowę na bok.
- Czy naprawdę potrzebuję jakiegoś powodu? Zwykły głód nie jest dla ciebie wystarczająco dobry? – Mimowolnie się wzdrygnęłam, przez co zachichotał, robiąc kolejny krok do przodu. – Tamtego wieczoru w barze bardzo mnie zdenerwowałaś, ślicznotko. – Wyciągnął rękę i dotknął mojej twarzy, niemalże z troską. – Poza tym pachniesz tak kusząco. – Słowo „tak" wyszło z jego ust jako jęk.
Nie żartował. Naprawdę zamierzał mnie zabić. Gorączkowo usiłowałam wymyślić coś, cokolwiek, co mogłabym zrobić, żeby się obronić, ale niestety do głowy nie przychodziło mi nic, co byłoby w stanie zranić jego granitową skórę. Tymczasem on przybliżył się do mnie na tyle, że dzieliło nas jedynie kilka cali. Serce zaczęło mi bić jeszcze szybciej, co spowodowało, że uśmiechnął się znacznie szerzej.
- Miałem zamiar to przedłużyć – mruknął. – Ale skoro okazałaś się aż tak grzeczną dziewczynką, może spróbuję zadać ci mniej bólu... Spróbuję. – W jego oczach mignęło rozbawienia. Wydał z siebie głębokie westchnienie. – Jaka szkoda, że nie ma tu twojego... chłopaka. Wtedy byłoby to o wiele bardziej interesujące.
Embry, pomyślałam. Embry, kocham cię. Łzy strachu wypełniły moje oczy. Potrzebuję cię.
Donovan przybliżył się i pochylił tak, jakby chciał pocałować mnie w szyję, Zanim jednak to zrobił, raptownie zamarł i gwałtownie poderwał głowę, zwracając się ku zachodowi. – Co do...? – wydusił, wpatrując się w jakiś punkt, który dostrzegł w oddali. Choć ja niczego nie zobaczyłam, po chwili coś usłyszałam – dźwięk, który zabrzmiał jak huk towarowego pociągu. Z zachodu wyraźnie dochodziło groźne warczenie. Nie potrzebowałam zbyt wiele czasu, by zorientować się, kto stanowił jego źródło.
- Embry – wydusiłam, nie próbując nawet ukryć ulgi w moim głosie.
Donovan momentalnie utkwił we mnie wzrok, po czym z powrotem przeniósł go na zachód. Zaskoczenie widoczne na jego twarzy powoli zastąpił uśmiech.
Znienacka zapanowała cisza. Dało się słyszeć jedynie moje ciężkie sapanie. Donovan nadal patrzył na coś w oddali, całkowicie znieruchomiały. Spojrzałam tam, gdzie on, bezskutecznie starając się dostrzec, co go zaalarmowało. Ledwie co dosłyszałam odgłos przybliżających się kroków. Nie spostrzegłam go, dopóki nie znalazł się dokładnie naprzeciwko nas, pędząc naprzód wielkimi susami.
Nigdy nie natknęłam się na nic bardziej przerażającego. Embry w swojej wilczej postaci był zarówno wspaniały, jak i straszny. Sierść zjeżyła mu się na karku, uwydatniając dwie ciemne plamy, które się tam znajdowały. Jego uszy stały na sztorc, a w oczach widniała surowość i dzikość. Najgorszą część tego widoku stanowił pysk: wywinięte wargi ukazywały przekrwione dziąsła, z których wystawały kły wielkości ludzkiej dłoni. Z jego gardła wydobywał się charkot tak głośny, że po jakimś czasie mógłby uszkodzić komuś bębenki słuchowe.
Najlepsze jednak było to, że w ogóle się nie bałam.
Donovan z kolei wyglądał tak, jakby zamierzał narobić w spodnie. Kiedy mnie puścił, pospiesznie zeszłam na bok. Przyjąwszy bojową pozycję, nieśmiało odsłonił zęby; Embry nie przestawał na niego warczeć. Chwilę później wampir posunął się o dwa kroki naprzód i skoczył w kierunku wilka, przez co zderzył się z nim z hukiem przywodzącym na myśl grzmot. Z plątaniny futra i granitowej skóry dochodziły syki i warknięcia. Poruszali się tak szybko, że nie mogłam zobaczyć, co się dzieje.
Moje serce biło jak szalone, kiedy wykonałam kilka kroków w tył. Oparłam się plecami o jakiś pień, z trudem powstrzymując się od zakrycia uszu, aby stłumić hałas, który obijał się echem po lesie. Obserwowałam bitwę swoimi powolnymi oczami, usiłując odgadnąć, kto wygrywał.
Usłyszawszy chrupnięcie, zobaczyłam, że sylwetka Donovana oderwała się od ziemi i z łoskotem uderzyła w drzewo, które wygięło się do tego stopnia, że mogło się złamać i na nas spaść. Początkowo wampir opadł bezwładnie na ściółkę, ale szybko poderwał się na nogi i pomknął w stronę Embry'ego. Ten znowu warknął i przywitał atak z obnażonymi kłami. Pijawka z sykiem rzuciła mu się na szyję. Wilk w mgnieniu oka przewrócił się na plecy, o mały włos unikając śmiertelnego ugryzienia. Wampir nie dawał za wygraną i obiegł przeciwnika dookoła, zachowując szybkość i lekkość stóp. Embry kłapnął na niego zębami. Zdoławszy sięgnąć do jego ramienia, oderwał je przy akompaniamencie przeszywającego trzasku.
Donovan zawył z bólu i po raz kolejny napadł na futrzane gardło Embry'ego. Nie był jednak w stanie utrzymać równowagi, więc wilk z łatwością schwycił jego tors w swoje szczęki i uderzył nim o ziemię, po czym rzucił się na niego niczym bawiący się szczeniak i unieruchomił go łapami. Następnie wampir szybko i sprawnie został pozbawiony głowy, a następnie wszystkich kończyn, które przemieniły się niebawem w drobne kawałki.
Embry, zakończywszy rozćwiartowanie pijawki, na moment zastygł w bezruchu. Gdy jego uszy powoli opadły. cofnął się od zmasakrowanego ciała, by na mnie popatrzeć. Spojrzenie jego orzechowych oczu było tak intensywne, że moje serce lekko drgnęło. Miał mokre futro, które zwisało mu po bokach.
Tak bardzo pragnęłam wiedzieć, co działo się teraz w jego głowie. Czy przypominał sobie chwilę, w której całowałam się z Ronnym, czy tę, kiedy wyznałam, że go kocham? Emocje wzięły nade mną górę. Nie potrafiąc dłużej się powstrzymywać, pognałam między drzewami, żeby zmniejszyć odległość między nami. Chwilę później objęłam rękami jego przemoczoną szyję, ukrywając twarz w futrze, które ją porastało. Przylgnęłam do niego, czując łzy na policzkach. Zmieniwszy pozycję, umieścił swój podbródek na moich plecach, dzięki czemu owionęło mnie jego przyjemne ciepło.
- Tak bardzo za tobą tęskniłam – szepnęłam. W odpowiedzi otrzymałam cichy pomruk. Powoli się odsunął, delikatnie wyswobadzając się z moich opornych palców. Zamrugał i obrócił się, po czym pędem pognał w ciemność.
Panika niemalże przyszpiliła mnie do ziemi. – Embry? – wydusiłam, na dobrą sprawę zaczynając się hiperwentylować.
- Tak? – usłyszałam w mroku jego głęboki głos, przez co moje policzki zalał jeszcze większy potok łez. Wrócił po chwili, zapinając guziki szortów. Znowu do niego podbiegłam, przysięgając sobie w duchu, że już nigdy nie pozwolę mu odejść.
Tak jak poprzednim razem odwzajemnił uścisk, ale nie przytulał mnie tak skwapliwie jak ja jego, tylko delikatnie obejmował ramionami. Odsunąwszy się nieco, zerknęłam na jego twarz. Zamiast na mnie, patrzył na makabryczny stos rozczłonkowanego ciała.
- Potrzebujemy zapałek – oznajmił, nie patrząc mi w oczy. – Musimy spalić te kawałki.
Żadnego: „Tęskniłem za tobą"? Żadnego: „Cieszę się, że nic ci nie jest?" Żadnego: „Kocham cię"? Nic nie poszło tak jak w scenie naszego ponownego spotkania z moich marzeń. Chyba naprawdę nie powinnam była oczekiwać, że tak łatwo przyjmie mnie z powrotem, skoro go zdradziłam.
- Znajdziemy jakieś na kempingu – odparłam, starając się zapanować nad zdławionym głosem. Rozejrzałam się dookoła, ale nic nie wydało mi się znajome. Nie pamiętałam, którędy zostałam tu zaciągnięta.
Embry z pewnością dostrzegł moje zdezorientowanie, ponieważ westchnął: – Chodź. – Delikatnie dotknąwszy mojego ramienia, szybko cofnął rękę, po czym poprowadził mnie do namiotu, trzymając dłonie w kieszeni.
Przygryzłam wargę i przełknęłam ślinę. W miejscu, w którym dotknął mojego ramienia, czułam palące odrzucenie. Szliśmy blisko siebie, ale nie wystarczająco blisko. Wydawał się wahać nawet pozwolić naszym ciałom się zetknąć. Desperacko chciałam mieć go znów w moich ramionach, zmusić, żeby ciasno otoczył mnie swoimi, objąć mu twarz dłońmi i czule pocałować. Ale na razie nie zapowiadało się, bym kiedykolwiek miała ku temu okazję. Parę łez ześlizgnęło się bezszelestnie po moim policzku.
Dotarcie do kempingu zajęło nam więcej czasu niż przypuszczałam. Po cichu dostałam się do furgonetki i odnalazłam w niej pudełko zapałek. Gdy podawałam je Embry'emu, zauważyłam, że wciąż unikał mojego spojrzenia.
- Dzięki, wystarczy kilka. – Zabrawszy coś około pięciu, wetknął je do kieszeni i się odwrócił.
- Poczekaj! – syknęłam, łapiąc go za łokieć. – Mogę iść z tobą?
- Nie musisz – odparł, delikatnie mi się wyrywając. – Wracaj do snu. Zdaje się, że przyda ci odpoczynek.
- Ale ja chcę z tobą iść – nalegałam słabo.
- Nie widzę ku temu powodów – mruknął, ponownie się odwracając.
Do oczu napłynęło mi więcej łez. – Przepraszam, Embry.
Zamarł i po raz kolejny się ku mnie obrócił. Nasze spojrzenia wreszcie się spotkały. W jego głęboko orzechowych oczach tkwił zaskakująco smutny wyraz. Sprawiał wrażenie udręczonego. – Za co? – zapytał.
- Za zdradzenie cię – wyznałam; wciąż sprawiał wrażenie zmieszanego. – Za pocałowanie Ronny'ego.
Wyglądało na to, że zrozumiał. Odwrócił ode mnie twarz i popatrzył w dal. – Nie masz za co przepraszać. Wybrałaś jego.
- Nie wybrałam jego, Embry. Usiłowałam dojść do siebie po rozstaniu z tobą. – Mimo że się wzdrygnął, kontynuowałam, nieustannie się do niego przybliżając: - Kiedy cię zostawiłam, potwornie cierpiałam. Chciałam na powrót stać się normalna. Chciałam na powrót odczuwać normalne emocje. Chciałam, żeby zadygotało mi serce, kiedy zerknąłby na mnie jakiś uroczy chłopak albo gdy przypadkiem otarłabym się o jakiegoś na korytarzu. Chciałam, żeby pożądliwe spojrzenia chłopaków mi schlebiały, a nie żebym dostawała od nich napadów mdłości. Chciałam na powrót stać się nastolatką. Zmusiłam się do pocałowanie Ronny'ego, żeby znowu tego wszystkiego doświadczyć. I osiągnęłam sukces, ale kiedy tamtego wieczoru wróciłam do domu, byłam w jeszcze gorszej rozsypce niż przedtem. Nie mogłam się pozbierać. Załamałam się i zrozumiałam, że usiłowałam wypełnić pustkę częścią, która w ogóle do niej nie pasowała. To nie moich dawnych uczuć mi brakowało, tylko ciebie. Jesteś częścią mnie i nie wytrzymam dłużej bez ciebie. – Dzieliły nas teraz zaledwie cale. – Kocham cię, Embry.
Znowu się wzdrygnął. W nikłym świetle księżyca błyszczały mu oczy. – Nie chcę cię zmuszać do kochania mnie – odezwał się zdławionym głosem. – Jeśli chcesz się tylko ze mną przyjaźnić, w porządku. Powinnaś móc wybrać, kogo chcesz kochać.
- Nic nie rozumiesz – szepnęłam, po czym dotknęłam jednej strony jego twarzy. Jego policzek pokrywały krople deszczu. Popatrzył na mnie wypełnionymi łzami oczami. – Ja chcę kochać tylko ciebie. – Zarzuciwszy mu ręce na szyję, pociągnęłam go w dół, żeby móc złączyć nasze usta. Moje serce wzbiło się w górę, podczas gdy przytuliłam się do niego jeszcze mocniej. Gorączkowo poruszałam wargami, starając się wywołać jakąś reakcję z jego strony. W końcu coś w nim kliknęło. Usłyszałam, że jęknął cicho, po czym objął mocno moją talię, likwidując przestrzeń między nami. W pewnym momencie zabolało mnie złamane żebro, ale w ogóle się tym nie przejęłam. Słodki oddech Embry'ego, który czułam w ustach, sprawiał, że kręciło mi się w głowie. Odzyskałam go i już przenigdy nie zamierzałam pozwolić mu odejść.
