Link do oryginału znajdziecie na moim profilu.
Tłumaczenie za zgodą autorki.
ROZDZIAŁ 36
Kiedy w końcu zdołałam otworzyć oczy, zorientowałam się, że otaczał mnie mrok; moich uszu dobiegało łagodne mruczenie silnika i ciche dźwięki jakiejś bliżej nieokreślonej stacji radiowej. Na dworze szarzało, więc doszłam do wniosku, że albo było wczesne rano, albo dopiero robiło się ciemno. Zerknęłam na elektroniczny zegarek; przed chwilą minęła piąta. Czyli świtało.
Zastanawiając się, jak długo spałam, wyprostowałam się w swoim fotelu. Naprawdę nastał już ranek? Przespałam aż tyle godzin? Rozejrzawszy się dookoła, dostrzegłam przy sobie Embry'ego; wówczas wszelkie zdezorientowanie, które odczuwałam, odeszło w zapomnienie. Embry znajdował się tuż obok, więc nic innego nie miało praktycznie żadnego znaczenia.
Wciąż jednak byłam ciekawa. – Gdzie jesteśmy?
Popatrzył na mnie z uśmiechem. – Dojeżdżamy do Forks. Dobrze się spało?
Przeczesałam palcami włosy, które sterczały teraz we wszystkich kierunkach; podświadomie starałam się doprowadzić je do porządku. – Chyba tak, skoro spałam tak długo.
W odpowiedzi Embry pokiwał głową. – Będziesz musiała wysadzić mnie w pobliżu domu Cullenów; potem pojedziesz do domu twoich rodziców i powiadomisz ich, że wróciłaś.
- Czemu? – zaprotestowałam. – Nie mogę zostać z tobą?
- W tej chwili musisz przebywać z rodziną. – Odetchnął głęboko i poprawił uchwyt dłoni na kierownicy. – W Kentucky stało się coś złego.
- Nie znaleźli Donovana?
Na dźwięk tego imienia momentalnie zmarszczył czoło. – Nie, znaleźli go. Już go nie ma; nie musisz się o niego martwić. Ale zdążył wyrządzić pewne szkody.
- Rhett? – wydyszałam; strach zmroził moje żyły jak lodowata woda.
- Nie, on... ma się dobrze. Chodzi o twoich dziadków. Donovan ich zamordował. Dixie, tak bardzo mi przykro.
Embry złapał mnie za rękę i trzymał tak mocno, jakby bał się, że zaraz się rozpadnę. A było to całkiem prawdopodobne. Niedawno przebywałam w ich domu. Czy już nie żyli, kiedy pakowałam się, aby od nich uciec? Na tę myśl poczułam się jeszcze gorzej. Zaprowadziłam do nich Donovana. Kłopoty, w które się wpakowałam, nie odbiły się jedynie na mnie i Embrym, ale też na babci, dziadku i Rhecie. Z powodu własnych, samolubnych ambicji naraziłam na niebezpieczeństwo całą swoją rodzinę. Z mojego gardła wydobył się dławiący szloch.
- Och, Dixie, tak bardzo mi przykro. Tak mi przykro, że się to wydarzyło – pocieszał mnie Embry z lekką dozą paniki w głosie.
- Dlaczego ci przykro? – zapytałam poprzez strumienie łez. – To nie twoja wina. To wszystko przeze mnie.
- Dixie, niczemu nie jesteś winna. Proszę, nie myśl, że to przez ciebie.
Zacisnęłam powieki, podczas gdy żal zaczynał brać nade mną górę. – Ty też nie jesteś niczemu winny – udało mi się wydukać.
Embry nie skomentował tego. Wciąż trzymał moją dłonią, kciukiem zataczając na jej wierzchu małe kółka. – Chcesz zadzwonić do brata? – zaproponował cicho.
Skinęłam głową, niezdolna do wykrztuszenia z siebie ani jednego słowa. Nie wiedziałam, co powiem Rhettowi, ale musiałam z nim porozmawiać. Upewnić się, że rzeczywiście był cały i zdrowy.
- Rhett wie o wszystkim – oświadczył Embry, podając mi moją komórkę. – Zobaczył chłopaków ze sfory i posklejał ze sobą różne fakty.
Ta niespodziewana wiadomość zatrzymała mój napad płaczu. – Rhett zna twój sekret? – zdziwiłam się.
Embry w milczeniu kiwnął głową. Czekałam, aż powie coś jeszcze, ale się nie doczekałam. Obrócił głowę, żeby wyjrzeć przez okno. – Odwiozę cię do domu i stamtąd pobiegnę do Cullenów. W takim stanie raczej nie powinnaś prowadzić.
Byłam zbyt pochłonięta własnymi rozmyślaniami, żeby porządnie odpowiedzieć Embry'emu. Mruknąwszy: - Mhm – przeszukałam listę ostatnich połączeń, aby odnaleźć numer Rhetta. Kilka sekund później nacisnęłam przycisk z zieloną słuchawką i przyłożyłam telefon do ucha. Liście szumiały nad naszymi głowami, gdy przemierzaliśmy znajome drogi. Prawie dotarliśmy na miejsce.
Ziemia w mojej dłoni była chłodna. Potarłam ją palcami i wypuściłam; z cichym tąpnięciem upadła na pierwszą z trumien. Gdy na drugiej trumnie również rozsypałam trochę ziemi, rozległ się ten sam odgłos. Słowa pastora rozbrzmiały mi w uszach: - Dobrze się stało, że odeszli razem. Rozdzielenie dwóch istot, które kochały się tak mocno, byłoby zbrodnią samą w sobie. – Powiedział prawdę. Ogromnie smucił mnie fakt, że dziadkowie opuścili już ten świat, ale przynajmniej zrobili to razem. Ta świadomość umniejszała nieco – bardzo nieco – moje poczucie winy.
Rzuciłam okiem na Rhetta, który w swoim czarnym, gustownym garniturze wyglądał niezwykle elegancko. Zdaje się, że nigdy wcześniej nie widziałam go aż tak wystrojonego. Nasze spojrzenia spotkały się w niemym porozumieniu. Wiedział o wszystkim i to go odmieniło. Mnie również; odetchnęłam z ulgą, że wreszcie mogłam porozmawiać o tym z kimś, kto nie był postacią rodem z mitów. Gdy do niego podeszłam, objął mnie swoim silnym ramieniem. Jednakże nie za tym ciepłem tęskniłam.
Podczas gdy ja wraz z rodzicami poleciałam do Kentucky na pogrzeb, Embry został w domu. Jego obrażenia w pełni się już zagoiły, ale dziwnie by to wyglądało, gdyby udał się w tę podróż razem z nami. Mimo to chciałabym, żeby mnie teraz przytulił. Kiedy przebywał w pobliżu, wszystko wydawało się łatwiejsze. W chwili obecnej Rhett stanowił najlepsze zastępstwo, więc oparłam się o niego, wdychając słodki zapach jego wody kolońskiej.
Zza swoich pleców usłyszałam odgłos kroków rodziców. Stwierdzenie, że tamtego dnia zdziwili się na widok zapłakanej mnie z walizką na progu swojego domu byłoby nieporozumieniem; zalała ich potężna fala szoku i lekkiego przerażenia.
Policja nadal prowadziła dochodzenie w sprawie morderstwa babci i dziadka. Rhett zeznał, że kiedy do nich przyjechał, zastał ślady włamania i ich martwe ciała leżące na łóżku w sypialni. Koroner stwierdził, że oboje zmarli wskutek przerwania rdzenia kręgowego; śledczy nie znaleźli w domu żadnych obcych odcisków palców, ale się nie poddawali. Najdziwniejszym, przynajmniej dla nich, dowodem, w którego posiadanie weszli, były kępy włosów, na które natrafili przy ramach wybitych okien. Po przeprowadzaniu badań DNA okazało się, że owe włosy należały do jakiegoś nieznanego gatunku z rodziny psowatych. Na frontowym trawniku odnaleziono też ślady, które mogły zostawić wilki wschodnie... tyle że trzy razy większe od normalnych osobników. Rhett upierał się, że na miejscu zbrodni nie widział żadnego przedstawiciela psowatych, nie licząc biednego Rocky'ego, który żył teraz w ustawicznym strachu i powoli przyzwyczajał się do swojego nowego domu u Rhetta.
- Jak się miewa Embry? – spytał Rhett przyciszonym głosem.
- Jest już całkowicie zdrowy – odpowiedziałam tym samym tonem. – Gdy dzwoniłam do niego po raz ostatni, patrolował las. – Zadzwoniłam na jego domowy numer i rozmawiałam z biedną panią Call, która wciąż nie pojmowała zachowania syna, co wywoływało w niej zmieszanie i frustrację. Powiedziała mi, że nie wie, gdzie jest Embry, a to znaczyło, że załatwiał sprawy związane ze sforą.
- To dobrze – skwitował Rhett i zamilkł. Doszliśmy do parkingu, na którym zostawiliśmy samochody. Obrócił nieznacznie głowę, żeby spojrzeć na naszych rodziców. – Zamierzam z nimi pogadać. Spróbuję ich przekonać, żeby pozwolili ci tam zostać. – Po tych słowach spojrzał mi prosto w oczy. – Słuchałem kazania pastora. Rozdzielenie was byłoby zbrodnią.
Uśmiechnęłam się i umieściłam głowę na jego ramieniu. – Kocham cię, bracie.
Zatrząsł się lekko od śmiechu. – Nie ma za co. Tylko bądź ostrożna.
Późnym wieczorem, kiedy zaproszeni na stypę goście rozeszli się do domów, podsłuchałam rzeczową rozmowę Rhetta z rodzicami. Pierwotny plan przewidywał, że tata zostanie w Forks, a ja z mamą na powrót zamieszkamy w La Grange. Rhett usiłował przekonać ich, żeby zgodzili na mój powrót do Waszyngtonu. Nie wiedziałam, jak dokładnie zamierzał ich przekonać, ale obiecał, że łatwo nie odpuści.
Przez całą rozmowę rodzice nie odezwali się dotychczas ani słowem. Leżąc na kanapie w salonie, zadrżałam. Ale ich decyzja i tak się dla mnie nie liczyła. Zamierzałam wrócić do Forks. Chciałabym tylko nie musieć wybierać pomiędzy swoją rodziną a Embrym. Wiedziałam jednak, bez kogo nie mogłabym żyć; wracałam do Embry'ego bez względu na wszystko.
