N/A: Cóż, zdaję sobie sprawę z tego, że historia o założycielach nie jest najwyższych lotów i jest totalnie zagmatwana, ale mam nadzieję, że uchwycicie jej sens.
Dziękuję za wszelkie dodania do alertów bądź ulubionych i mam nadzieję, że wkrótce zobaczę jakieś wasze opinie w komentarzach.
Miłego czytania
Emocje, kaprysy i kłamstwa, fascynacja i gra. Uczucia i ich brak... Dary, których nie wolno przyjąć... Kłamstwo i prawda. Czym jest prawda? Zaprzeczeniem kłamstwa? Czy stwierdzeniem faktu? A jeżeli fakt jest kłamstwem, czym jest wówczas prawda? Kto jest pełen uczuć, które nim targają, a kto pustą skorupą zimnego czerepu? Kto?
Co jest prawdą? Czym jest prawda?
Andrzej Sapkowski - Miecz przeznaczenia
Przesłuchanie
Obudziły ją promienie słońca padające wprost na jej twarz i, mimo że ze wszystkich sił starała się zasnąć ponownie, na nic się to nie zdało. Po wczorajszych ulewach i burzach nie zostało ani śladu. Po błękitnym niebie przesuwały się delikatnie, białe obłoczki zwiastujące ładną pogodę. Słońce wesoło odbijało się w kałużach, jedynych pamiątkach po niedawnym deszczu.
Hermiona przeciągnęła się wstając z łóżka i spojrzała na zegarek. Wskazówki pokazywały godzinę dziewiątą, czyli dziewczynie pozostały trzy godziny do przesłuchania.
- W sam raz… - mruknęła do siebie i wciąż nie do końca rozbudzona udała się do łazienki wziąć orzeźwiający i pobudzający prysznic. Szczególną pomocą w tej czynności okazał się żel o świeżym zapachu cytrusów i konwalii. – Coś cudownego… - westchnęła do siebie, pozwalając aby cudownie chłodna woda zmywała z jej ciała stres i resztki snu. Odzyskała energię i wewnętrzny spokój, tak jej dzisiaj potrzebny.
Gdy pół godziny przed rozpoczęciem przesłuchania zeszła do kuchni, wprawiła wszystkich tam obecnych w niemałe zdziwienie. Ginny, która właśnie piła herbatę zakrztusiła się malowniczo i, gdyby nie pomoc Freda, byłaby się udusiła. Sam Fred z otwartymi ustami wpatrywał się w nią jak w obrazek, podobnie zresztą jak jego brat bliźniak. Ogólnie rzecz ujmując reakcje pozostałych mężczyzn znajdujących się w pomieszczeniu były podobne do reakcji bliźniąt. A osób w kuchni było niemało. Oprócz wspomnianej trójki młodych Weasleyów przy stole siedział Remus, Charlie, Tonks, Kingsley i jeszcze kilka postaci, których Hermiona nie znała. Molly Weasley natomiast upuściła trzymany w rękach talerz, który rozbił się na tysiąc małych kawałeczków. Nawet Krzywołap patrzył na swoją właścicielkę ze zdziwieniem malującym się na pyszczku.
- No co? – spytała Hermiona, podchodząc do ekspresu i nalewając sobie filiżankę mocnej kawy. Upiła łyk, rozkoszując się smakiem, który mile łechtał jej podniebienie, jednak wciąż nie usłyszała odpowiedzi na zadanie przez siebie pytanie. – Co? Źle wyglądam? – Autentycznie poczuła się tak, jakby ubrała się niewłaściwie, ale nikt nie chce jej sprawić przykrości. Spojrzała na zegarek. – Jeszcze zdążę się przebrać. – Ruszyła w stronę schodów jednak zatrzymał ją krzyk jej najlepszej przyjaciółki.
- Zwariowałaś? – Ginny podbiegła do niej i popatrzyła prosto w oczy. – Wyglądasz cudownie!
- Olśniewająco! – dodał George.
- Sexy! – zawtórował mu Fred, za co dostał po głowie od Molly, która odezwała się ciepłym głosem.
- Hermionko, wyglądasz wspaniale, elegancko i z klasą – Podeszła do dziewczyny, która w myślach skrzywiła się na dźwięk znienawidzonego zdrobnienia, objęła ją ramieniem i pocałowała ją w policzek. – Powodzenia. A teraz znikaj, szybciutko, bo się spóźnisz.
Brunetka uśmiechnęła się do zebranych po czym pewnym krokiem ruszyła do wyjścia. Na zewnątrz okręciła się wokół własnej osi i po chwili nieprzyjemnej podróży pojawiła się koło starej budki telefonicznej. Weszła do niej pewnie i wybrała numer 62442, który umożliwiał wejście do Ministerstwa Magii.
- Ministerstwo Magii, proszę podać imię i nazwisko oraz cel przybycia – odezwał się znudzony głos w słuchawce.
- Hermiona Jean Granger, przyszłam na przesłuchanie w sprawie nadania statusu krwi. – Gdy z miejsca na resztę wypadła plakietka z jej imieniem, winda zaczęła zjeżdżać w dół. Dziewczyna zastanawiała się, jak interesującą pracą musi być powtarzanie w kółko tego samego i zaśmiała się cicho.
Hol Ministerstwa nie przypominał niczym tego, co zapamiętała. Fontanna Braterstwa była całkowicie zniszczona, co było skutkiem ich walki na piątym roku. Uśmiechnęła się na to wspomnienie i mogłoby się wydawać, że była jedyną uśmiechającą się osobą, która znajdowała się w tym ogromnym pomieszczeniu. Reszta przebywających tam zmierzała w swoim kierunku z wyraźnymi oznakami zdenerwowania. W strategicznych miejscach unosili się dementorzy lub stali Śmierciożercy. Atmosfera przepełniona była strachem i niepewnością, jednak ona przywołała wszystkie najszczęśliwsze wspomnienia jakie miała i z pewnym uśmiechem podeszła do kontuaru, za którym siedział strażnik sprawdzający różdżki.
W windzie była zupełnie sama, więc na chwilę mogła się odprężyć. Jechała do podziemi, gdyż to właśnie tam odbywały się przesłuchania mugolaków. Gdy winda stanęła na właściwym poziomie i drzwi się otworzyły, owiał ją chłód, który był spowodowany przez niezliczone wręcz zastępy dementorów patrolujących korytarze. Nic nie mogli jej zrobić, a ich świszczące oddechy nie robiły na niej najmniejszego wrażenia, czego nie można było powiedzieć o garstce czarodziejów, zapewne mugolskiego pochodzenia, którzy siedzieli na krzesłach, czekając na swoją kolej. Usiadła na wolnym krześle tuż koło rozdygotanej kobiety w średnim wieku i otworzyła swoją przepastną torebkę. Po chwili trzymała w dłoni tabliczkę orzechowej czekolady z Miodowego Królestwa, którą otworzyła i, ułamując kawałek, podała swojej sąsiadce.
- Proszę zjeść, poczuje się pani lepiej – powiedziała cicho, uśmiechając się łagodnie. – I niech sobie pani przypomni najszczęśliwsze chwile pani życia – doradziła, gdy kobieta zaczęła jeść podany jej słodycz. Po chwili na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech a zszarzała skóra znów odzyskała naturalny kolor.
- Dziękuję… - szepnęła tamta i namawiana przez Hermionę podała czekoladę i instrukcje, jak się zachować, mężczyźnie siedzącemu obok niej.
Nim minęła minuta, wszyscy czekający na przesłuchanie przestali przypominać zombie, co bardzo ucieszyło Gryfonkę. Uśmiech na jej twarzy poszerzył się jeszcze bardziej, gdy zobaczyła, że za dwie minuty jej kolej. Zabawa zaraz się zacznie… pomyślała, wkładając jeden kosmyk za ucho.
Nawet skromna pomoc jest zawsze lepsza od wielkiego współczucia.
Władysław Loranc
xXxXxXxXx
Lucjusz Malfoy miał już serdecznie dość tych całych przesłuchań. Siedział w tym bagnie już trzecią godzinę, w tym czasie zdążył zanudzić się na śmierć, rozwiązać cały zeszyt Magicznego Sudoku i zaplanować swój pogrzeb na milion sposobów. Cóż miał biedak robić innego? Wszak wszyscy, którzy przyszli na przesłuchanie, gadali te same bzdety na temat równości mugolaków i czarodziejów czystej krwi, mieszańce próbowały udowodnić swoją przydatność, a członkowie starych czarodziejskich rodów przychodzili, by uciąć sobie z nim pogawędkę na temat polityki Voldemorta. Jednym słowem - nuda.
Zbliżała się godzina dwunasta, czyli zaplanowane przesłuchanie Granger. Nie mógł się go doczekać, tak samo jak Bella i ta obrzydliwa, różowa ropucha Umbridge, które siedziały po jego dwóch stronach. Czarny Pan mi świadkiem, że rzucę tę robotę, jeśli ta skrzecząca baba jeszcze raz się do mnie uśmiechnie" złorzeczył w myślach, odsuwając się jak najdalej od Dolores. Kiwnął dłonią na Yaxleya, który tymczasowo zajmował się wpuszczaniem przesłuchiwanych, by poprosił pannę Granger. Znudzonym wzrokiem spojrzał w papiery, jednak usłyszawszy ciche niesamowite wyszeptane przez Bellę podniósł oczy, spodziewając się zobaczyć przestraszoną małolatę.
Jakież było jego zdziwienie, gdy ujrzał zmierzającą w stronę stołu Komisji kobietę. Jej niebotycznie wysokie, czarne szpilki miarowo uderzały o kamienną posadzkę sali, powodując powstanie echa. Ubrana była w czarną spódnicę do kolan, z wysokim stanem, która podkreślała jej wąską talię i zgrabne nogi, oraz w bluzkę w granatowo białą kratkę z krótkim rękawkiem, zapinaną na guziczki. Na smukłej szyi przewiązaną miała apaszkę w kolorze głębokiego granatu. Swoje nieokiełznane zazwyczaj włosy spięła w luźny warkocz, który opadał jej na lewe ramię, pozwoliła przy tym, aby kilka kosmyków opadało swobodnie wzdłuż twarzy. Na prawym ramieniu przewieszoną miała elegancką torebkę z czarnej skóry.
Zdziwiony Lucjusz obejrzał ją od stóp do głów, zatrzymując dłużej wzrok na jej twarzy. Miała tylko delikatny makijaż, który podkreślał jej duże czekoladowe oczy i pełne malinowe usta. Właśnie te usta, rozciągnięte w pewnym siebie uśmiechu przykuły wzrok Malfoya. Nie tego się spodziewał. Wyobrażał sobie ją jako przestraszoną siedemnastolatkę, z szopą na głowie, w powyciąganych swetrach, która jąkała się wypowiadając swoje imię. Jednak przed nim usiadła pewna siebie, młoda i, musiał to przyznać, piękna kobieta. Głos uwiązł mu w gardle, gdy przez jego głowę przeleciała irracjonalna myśl, w której panna Granger zmieniała się w panią Malfoy, żonę jego syna i matkę jego wnucząt. Piękna wizja, szkoda tylko, że dziewczyna była nieczystej krwi. Pal sześć nieczystą krew! krzyknął w myślach, gdy przed jego oczami pojawiła się wizja rozkosznych maluchów o blond loczkach i czekoladowych oczach.
Czasami pod serdecznym uśmiechem kryją się wielkie doznane krzywdy,
niespełnione marzenia i miłość, która zamiast szczęścia ofiarowała ból.
Niby wiadomo, że życie jest pełne różnych niespodzianek,
a jednak zawsze się dziwimy kiedy przytrafia się nam coś nietypowego,
tym bardziej jeśli jest to miłe zaskoczenie...
xXxXxXxXx
Hermiona z rozbawieniem patrzyła na całą sytuację. Było dokładnie tak jak się tego spodziewała, a może jeszcze lepiej. Najpierw Yaxley prawie zszedł na zawał gdy ją zobaczył, co skwitowała tylko delikatnym uśmiechem. Później było tylko lepiej. Weszła do ciemnej sali, na końcu której znajdował się stół Komisji, przy którym siedział Malfoy Senior, ropucha Umbridge i świrnięta Bellatrix. Ta ostatnia gdy ją zobaczyła otworzyła szeroko oczy, tak że przypominały wielkością złote galeony i wyszeptała coś pod nosem. Dolores siedziała jak spetryfikowana, a jej twarz na przemian stawała się czerwona jak burak lub biała jak papier. Lucjusz na początku nie był zupełnie zainteresowany jej osobą, jednak zaciekawiła go reakcja towarzyszek, więc podniósł wzrok. Hermiona dokładnie czuła jak jego stalowe spojrzenie ślizga się po jej ciele, po czym na jego twarzy pojawia się wyraz rozanielenia, tak do niego nie pasujący. Oddałaby w tej chwili wszystkie swoje pieniądze za to by zajrzeć do jego myśli, albo żeby mieć przy sobie aparat fotograficzny. To byłoby cudowne zdjęcie! pomyślała wesoło.
Usiadła na niewygodnym krześle i ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem, chrząknęła. Ten dźwięk musiał wytrącić Lucjusza z jego rozmyślań, bo spojrzał na nią z poważną miną i rozpoczął swoją przemowę.
- Panna Hermiona Jean Granger. Przyszła tu dzisiaj pani, by nadano jej status krwi. Myślę, że w tym wypadku przesłuchanie jest całkowicie zbędne, gdyż wszyscy wiemy, że jest pani mugolaczką jakich mało, a w pani rodzinie nie ma żadnych innych czarodziejów. Zatem…
- Przepraszam, ale nie mogę się z tym zgodzić – Hermiona wstała z krzesła i stanęła dokładnie naprzeciw Malfoya przerywając mu niegrzecznie, ale miało to głęboko gdzieś. – Ma pan rację, panie Malfoy. Och, darujmy sobie te całe panie i panów, to takie sztywne… - mruknęła, po czym wyciągnęła z torebki grubą księgę i plik dokumentów. Ważąc to wszystko w dłoniach spojrzała na trzyosobową komisję, dłużej zatrzymując wzrok na Umbrigde. – Znacie mnie wszyscy jako Hermionę Jane Granger, szlamę i przyjaciółkę Pottera. Macie rację, przez ponad siedemnaście lat ja sama uważałam się za mugolaczkę, jednak… - zrobiła efektowną pauzę dla zwiększenia napięcia, które i tak sięgało już zenitu. Powolnym ruchem położyła trzymane w dłoniach przedmioty na stole. – Jednak niedawno okazało się, że mam czystszą krew od was wszystkich razem wziętych. Szczerze nie byłby to nawet marny ułamek tego jak szlachetna jest moja krew – zdobyła się na sarkazm, po czym, wyczarowując sobie wygodny fotel, usiadła tuż przy stole.
- Jak śmiesz, smarkulo, mówić takie rzeczy – warknęła Bellatrix, podnosząc się ze swojego miejsca. Już miała wyciągać różdżkę, by potraktować tą zuchwałą dziewczynę tym, na co zasługiwała, gdy odezwał się Lucjusz, kolejny raz w ciągu kilku dni krzyżując jej plany. Irytacja Śmierciożerczyni sięgnęła szczytu.
- Bello, spokojnie. – W dłoniach trzymał Księgę Rodową Clearbloodów, a na jego twarzy malował się szok. – Myślę, ze panna Gran… Clearblood ma rację – powiedział cicho i spojrzał na siedzącą przed nim dziewczynę, po czym podał księgę swojej szwagierce.
Hermiona z rosnącym zadowoleniem przyglądała się szokowi i niedowierzaniu malującemu się na twarzy kobiety.
- To niemożliwe – mruknęła Bella i podniosła wzrok z ruchomego zdjęcia na twarz dziewczyny. – Przecież Clearbloodowie wraz z córką zostali zabici przez Czarnego Pana siedemnaście lat temu. To nie możliwe, żeby ona była ich dzieckiem. Byłam przy tym! Widziałam jak giną! – Niedowierzanie przeszło błyskawicznie w zaprzeczenie. Nie mieściło się jej w głowie, że ta smarkula była tym, za kogo się podawała.
- Wydaje mi się, Bellatrix, że jednak Clearbloodowie okazali się sprytniejsi od nas – odparł Lucjusz czytając list, który zostawili dla Hermiony rodzice. – Z tego listu wynika, że oddali ją dzień przed swoją śmiercią niejakim Grangerom, modyfikując im pamięć tak, aby sądzili, że to ich prawdziwa córka. Na nią natomiast i na księgę rzucili skomplikowane zaklęcia kryjące. – Mężczyzna przejechał dłonią po twarzy zastanawiając się co ma teraz z tym wszystkim zrobić.
- Przepraszam Lucjuszu, ale ja chyba nie rozumiem – wtrąciła się milcząca jak dotąd Dolores. – Kim są ci Clearbloodowie i co ta szlama ma z nimi wspólnego?
Malfoy spojrzał na nią jak na przybysza z innej planety, który pyta go dlaczego dwa plus dwa to cztery a nie sześć. Już miał jej odpowiedzieć coś niemiłego gdy odezwała się milcząca dotąd dziewczyna.
- Pozwolisz, Lucjuszu, i ty, Bellatrix, że to ja wyjaśnię naszej niezorientowanej koleżance o co chodzi? – Mężczyzna kiwnął głową dając jej swoje pozwolenie, skrycie zadowolony z tego, że nie musi robić tego sam. Bellatrix natomiast ze wszystkich sił starała się przyjąć do wiadomości, kto siedzi przed nią. – Od czego by tu zacząć... – Hermiona zastanowiła się przez chwilę, patrząc obojętnym wzrokiem na Dolores. – Jak zapewne wiesz, Hogwart został założony przez pierwszych, najpotężniejszych czarodziei świata. Byli to Godryk Gryffindor, Salazar Slytherin, Rovena Ravenclaw i Helga Hufflepuff. Zapoczątkowali cztery wielkie, czystokrwiste rody, które przez wiele pokoleń rozdzielały się na coraz to inne, dając początek kolejnym, wśród nich również Blacków i Malfoyów. – Po tych słowach skłoniła się nieznacznie Lucjuszowi i Belli, którzy przyjęli to z niemałym zaskoczeniem. – W powszechnej opinii utarło się, że nie istnieje już ród zupełnie czysty, jednak mylono się. – Hermiona wzięła do ręki Księgę Rodu Clearbloodów i otworzyła ją na pierwszych stronach. – Nikt nie wiedział, że założyciele. mimo swojej waśni, pozostali przyjaciółmi bądź kochankami.
Godryk, mimo wielkiej miłości do swojej żony i dwójki dzieci, poddał się urokowi Roweny i spłodził z nią syna. Salazara urzekła dobroć Helgi, i również poddał się jej czarowi, dając życie ich córce. Wydawać by się mogło, że to nic wielkiego, jednak na tym historia się nie skończyła, ona tutaj się zaczęła. Gdy pierwsze dzieci czwórki założycieli miały po cztery lata, czcigodni panowie znów poddali się urokom ich zacnych przyjaciółek płodząc kolejną dwójkę dzieci, lecz tym razem pary się wymieszały. Hufflepuff została matką córki Gryffindora, natomiast Ravenclaw urodziła syna Slytherina. Czwórka Założycielskich Dzieci, jak je wtedy nazywano, dorosła i, mimo usilnych starań swoich rodziców, stworzyła dwie pary i spłodziła kolejne dzieci, w których płynęła mieszanka krwi całej Wspaniałej Czwórki.
- Ale co to ma wspólnego z tobą, smarkulo? – Umbridge dalej nie pojmowała, jaki jest sens opowiedzianej historii.
- Nie spodziewałam się, że to pojmiesz – mruknęła Hermiona, mrugając do Malfoya, który na ten gest wciągnął głośno powietrze. – Pozwolisz, że skończę swoją opowieść a potem wyłożę ci to łopatologicznie? Gdy założyciele Hogwartu zorientowali się, że ich wnuki również przejawiają skłonności do zakochiwania się w sobie nawzajem, stworzyli dwie księgi, a w nich automatycznie zapisywał się potomek mający w swoich żyłach mieszankę krwi całej ich czwórki oraz najodpowiedniejszy dla niego partner na żonę bądź męża. Przez wieki jedna z ksiąg, ta w której pojawiało się imię i rodowód przyszłego ślubnego bądź ślubnej, zaginęła, druga natomiast przetrwała, stając się najcenniejszym przedmiotem magicznym rodu Clearbloodów. Tę właśnie drugą księgę trzymam teraz w rękach – Dziewczyna wzięła głęboki oddech po czym spojrzała na Dolores i uśmiechnęła się szyderczo. – Łopatologicznie. Jestem potomkiem czterech założycieli Hogwartu, moja krew jest najczystszą krwią w całym czarodziejskim społeczeństwie, a ta księga to tego dowód. Teraz rozumiesz? – Umbridge kiwnęła głową i oblała się rumieńcem.
W sali zapadła cisza, która dla Hermiony oznaczała tylko jedno. Wygrała pierwszą część zabawy i nie musiała się już martwić o nic. Była bezpieczna, jeśli w tych czasach można było tak się czuć.
- Jednogłośną decyzją Komisji, panna Hermiona Jean Gran… Clearblood otrzymuje status czarownicy czystej krwi – wyrecytował Lucjusz i spojrzał na dziewczynę, która powolnym ruchem zbierała swoją własność ze stołu. To przesłuchanie okazało się dla niego niemałą niespodzianką, ale kolejne słowa, które padły z ust brunetki, zaskoczyły go jeszcze bardziej.
- Prosiłabym o nierozgłaszanie mojego pochodzenia. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że musicie powiadomić niektóre osoby, jednak prosiłabym abyście ograniczyli się do absolutnego minimum – powiedziała dobitnie, patrząc prosto w oczy Malfoya.
- Masz jakieś konkretne zastrzeżenia co do osób, które powinniśmy powiadomić? – Ton głosu Bellatrix ociekał sarkazmem, jednak dało się w nim usłyszeć pewne nuty zrozumienia.
- Nie mam co liczyć na to, że Riddle nie dowie się o tym – Uśmiechnęła się ironicznie na widok oburzonej miny kobiety. No tak, w końcu nikt nie używa jego nazwiska… zaśmiała się w myślach. – Wolałabym jednak, żeby informacja o moim pochodzeniu dotarła tylko do niego, Snape'a, Narcyzy i rodzeństwa Carrow.
- Carrowowie mają wiedzieć? Dlaczego właśnie oni? – Lucjusz był wstrząśnięty tym, że nie chciała rozgłosu. Szczególnie zdziwiło go to, że nie chciała, aby dzieci Śmierciożerców uczące się w Hogwarcie o tym wiedziały. Jednak zupełnie nie rozumiał co do tego wszystkiego ma rodzeństwo Carrow. Dopiero po chwili dotarło do niego, że po ogłoszeniu Severusa dyrektorem Hogwartu, ta dwójka miała zająć stanowiska profesorskie. Ale ta dziewczyna nie może o tym wiedzieć… Chociaż… Wiedziała, że ja będę prowadził przesłuchania… pomyślał, stwierdzając, że jeszcze będzie miał okazję na rozmowę z nią i dokładne wypytanie o szczegóły. – Chyba już rozumiem… - mruknął cicho do siebie, po czym spojrzał na brunetkę dziwnym wzrokiem. – Wiesz o wszystkim, tak samo jak wiedziałaś, że to ja będę nadawał status krwi, skąd? – spytał cicho, tak cicho, że tylko ona go usłyszała. Kiwnęła głową, na znak, że ma rację.
- Carrowowie dlatego, że jako moi przyszli nauczyciele powinni posiadać taką informację. – Rzuciła beztrosko Hermiona umyślnie ignorując pytanie Malfoya, po czym, skinąwszy głową, opuściła salę przesłuchań. Po jej ustach błąkał się delikatny uśmiech. Punkt dla ciebie, Hermiono! pogratulowała sobie w myślach i zamknęła cicho drzwi, za którymi zaraz rozgorzała rozmowa.
Nikt nie chciał jej uwierzyć, kiedy po powrocie z przesłuchania powiedziała, że nie mają się o co martwić. Nie było to nic dziwnego, zważywszy na to, że nikt z rodziny Weasleyów nie miał pojęcia o jej prawdziwym pochodzeniu. Hermiona siadając przy kuchennym stole stwierdziła, że sama nie wie dlaczego, dostała szansę dalszej nauki. Wolała nie wymyślać jakiejś bajeczki, którą połknęliby bez zastanowienia, z dwóch powodów. Po pierwsze - nie wiedziała, co wymyśli Jaśnie-Wielmożny-Pomyleniec, a po drugie nie chciała nadużywać kłamstwa, gdyż coś mówiło jej, że ten rok będzie w nie wyjątkowo zaopatrzony.
Jedna źle podjęta decyzja prowadzi do kolejnej źle podjętej decyzji.
Tak jak jedno, małe kłamstwo potrafi zapoczątkować szereg innych,
gorszych kłamstw.
