3. Poimienne

— Severusie... wiesz przecież, że ja bym cię nigdy...

— Łżesz, Karkarow, łżesz — przerwał mu Snape. Mówił nieco wolniej niż zwykle, ale poza tym trzymał się całkiem nieźle.

— Każdego... każdego bym wydał, oni przecież wszyscy siebie warci, ale nie ciebie, jedynego przyjaciela...

— Łżesz — powtórzył Mistrz Eliksirów. — Własną matkę byś sprzedał.

— Severusie, chyba mnie rozumiesz... Byłem w sytuacji... — Karkarow zawahał się na moment — kryzysowej.

— Nie, nie rozumiem. I nie przypominam sobie, żebyśmy byli po imieniu — zreflektował się Snape.

— Po co ten dystans? Znamy się w końcu już tak długo...

Severus zerknął podejrzliwie na Igora.

— Nie przypominam sobie, żebyś przysyłał mi kartki na święta.

— Raz ci wysłałem! — oburzył się Karkarow.

Snape milczał przez chwilę, jakby się głęboko namyślał.

— A! Już pamiętam. To była ta z dopiskiem, który brzmiał mniej więcej: „czy nie mógłbyś mi załatwić kilku z tych legalnych inaczej składników eliksirów?" Lista miała tylko ze dwie strony długości...

— Przecież to dla ciebie żaden problem...

— Taaak...?

— Eliksiry to twoja pasja — rzekł Igor i urwał na chwilę, pogrążając się we wspomnieniach. — Ty zawsze byłeś taki, Severusie. Odkąd tylko cię poznałem. Nic, tylko byś stał nad tym swoim kociołkiem...

— Nie widzę nic złego w staniu nad kociołkiem.

— ...albo grzebał się w Czarnej Magii...

— I kto to mówi! — odparł Snape. — I nie jesteśmy ze sobą po imieniu — przypomniał sobie po chwili.

— To zawsze można zmienić, prawda? - uśmiechnął się Karkarow. Prawie zupełnie szczerze.

— Pomyślę nad tym.

— Zapewniam cię, że niczym ci to nie grozi... Severusie.

Snape popatrzył na niego z ukosa. Ilość wypitego alkoholu chyba już nieco osłabiła jego mechanizm obronny, bo odparł machinalnie:

— Skoro ci tak zależy... Niech będzie, Igorze.

— No to na zdarowie!