4. Kałamarnica
Rozmowę Snape'a i Dumbledore'a przerwało gwałtowne wtargnięcie Karkarowa.
Severus, stojący w strategicznym miejscu tuż przy kominku, spojrzał z naganą na Igora.
— Nie umiesz pukać?
Karkarow ani myślał przepraszać. Wyglądał na wyraźnie poruszonego. I nie mógł złapać oddechu. Wszystko wskazywało na to, że do gabinetu Dumbledore'a przybył w dość szybkim tempie.
Albus, jak gdyby nigdy nic, uśmiechnął się pogodnie.
— I tobie też dzień dobry, Igorze. Może usiądziesz?
Dyrektor Durmstrangu pokręcił odmownie głową. W końcu wrócił jako tako do siebie i rzekł bez żadnych wstępów:
— Dumbledore! Mówiłeś, że ta wasza kałamarnica z jeziora jest zupełnie niegroźna!
— Bo tak jest w istocie.
— Akurat!
— A co się stało?
— Urwała ster mojego statku!
— Oho, to mamy mały dramat — rzucił Snape z boku. Nie brał większego udziału w dyskusji, bowiem aktualnie absorbowało go odganianie się od Fawkesa. Feniks zaczepiał Mistrza Eliksirów, od kiedy ten tylko znalazł się w komnacie. Tuż przed wejściem Karkarowa namolne ptaszysko przefrunęło ze swojej żerdzi na gzyms nad kominkiem i teraz co chwila dziobało Severusa, najwyraźniej czegoś chcąc.
— Odczep się, nie mam żadnych orzeszków czy co ty tam lubisz — warknął Snape, odsuwając się od feniksa o krok.
Dumbledore wyglądał na przejętego statkiem mniej więcej tak samo, jak faktem, że jego ulubione zwierzątko doprowadza do furii Mistrza Eliksirów.
— Urwała ster? Dziwne, nigdy się tak nie zachowywała... — powiedział z namysłem. — Cytrynowego dropsa, Igorze?
Karkarow spojrzał na Dumbledore'a w taki sposób, jak by miał wątpliwości co do poczytalności dyrektora Hogwartu.
— Faktycznie, może to nie pora — zreflektował się Albus. — Jeżeli o naszą kałamarnicę chodzi — na pewno nie chciała...
— A co ze sterem? — warknął Igor ze wzburzeniem. — Gdybym jej nie odgonił zaklęciem oszałamiającym...
— To niedobrze, bardzo niedobrze — zmartwił się Dumbledore.
— Pewnie, że niedobrze! Bez steru nie można pływać.
— Ona tego nie lubi, zdenerwuje się.
Tknięty jakimś przeczuciem Snape opuścił swoje strategiczne miejsce pod kominkiem i podszedł do okna gabinetu.
— Wygląda na to, że kałamarnica przyszła do siebie — oświadczył obojętnym tonem.
— Że co? — Igor oderwał się od nerwowego szarpania swojej koziej bródki i spojrzał z przerażeniem na Severusa.
— Właśnie zamierza się na tylny maszt. Nie wygląda to dobrze... Karkarow, mam nadzieję, że masz odłożoną forsę na remont — dodał bezlitośnie.
Igor błyskawicznie znalazł się przy oknie. Spojrzał przez nie i najwyraźniej nie spodobało mu się to, co tam zobaczył, bo złapał się za głowę i jęknął:
— Bezan! — dodając do tej wypowiedzi kilka słów w swoim ojczystym języku, których ani Snape, ani Dumbledore ze swoją znajomością rosyjskiego, na szczęście, nie zrozumieli, chociaż Mistrz Eliksirów mniej więcej domyślił się ich ogólnego sensu.
Karkarow wypadł z gabinetu Dumbledore'a, najwyraźniej z zamiarem ratowania statku. Albus niespiesznie wstał zza biurka i spojrzał na Severusa, który wciąż stał przy oknie.
— Chyba jednak muszę zainterweniować... — oświadczył dyrektor. W oczach migotały mu wesołe iskierki.
Snape skinął twierdząco głową.
— ...zanim Igor skrzywdzi naszą kałamarnicę — dodał Dumbledore, wychodząc.
Mistrz Eliksirów zerknął jeszcze raz przez okno i uśmiechnął się krzywo pod nosem, dostrzegłszy wyraźnie odcinającą się od błoni postać w bieli, pędzącą w kierunku żaglowca.
— Z tej okazji chyba nawet zjem cytrynowego dropsa — mruknął do siebie.
Fawkes przefrunął na biurko Dumbledore'a i zaskrzeczał. Snape spojrzał na niego, unosząc jedną brew.
— Co? Też chcesz?
