6. Powrót
Czarny Pan nie przebacza. Nie, to nie leży w jego naturze.
Czarny Pan nie zapomina. A już na pewno nie o tych, którzy się od niego odwrócili.
Od Czarnego Pana się nie odchodzi. Bycie Śmierciożercą to służba na całe życie. Tylko śmierć może ją zakończyć.
Odkąd zauważył, że Mroczny Znak na jego przedramieniu staje się coraz wyraźniejszy, wiedział już, że Czarny Pan znów rośnie w siłę; jego widmo, przez tyle lat zepchnięte gdzieś za krawędź horyzontu, znów przybierało realną postać.
Przez te wszystkie lata odgradzał się od swojej niechlubnej przeszłości tak, jakby się to nigdy nie zdarzyło. Starał się o niej nie myśleć, traktując ten okres jako zamknięty etap. Nie było to trudne. Wszakże przypominał mu o niej tylko Znak wypalony na przedramieniu; po upadku Czarnego Pana przeistoczył się w blady zarys czaszki i oplatającego ją węża; tak nikły jak jego własne poczcie winy. Wystarczająco niewyraźny, by mógł się nie obawiać tego, co oznaczał ten bezlitosny, drwiący uśmiech i złowrogie spojrzenie wyślizgującego się spomiędzy szczęk czaszki gada.
Mijały lata. Udało mu się jakoś ułożyć sobie życie. W pewien sposób mógł się uważać za wygranego. W końcu wciąż żył, był na wolności, a tu, gdzie się znajdował, jego przeszłość nie miała znaczenia.
Ale Czarny Pan nie odszedł na zawsze.
I dlatego Igor Karkarow, Śmierciożerca, który opuścił na zawsze Voldemorta, miał się czego bać.
