8. Kliwer
Karkarow spojrzał na klasę. W komnacie znajdowało się dwunastu uczniów, którzy wchodzili w skład delegacji Durmstrangu i byli zarazem potencjalnymi kandydatami na uczestników Turnieju. Ale tylko jeden z nich był pewnym typem na reprezentanta szkoły. Igor zatrzymał na moment dłużej spojrzenie na Wiktorze Krumie.
Połowa uczniów pływała już na żaglowcu i wchodziła w skład załogi. Druga połowa zaś nie. I tych trzeba było doedukować. Inaczej zachodziło ryzyko, że Karkarow będzie miał na pokładzie zgraję, która nie odróżnia grotmasztu od trapu. Dlatego też, zaraz po wybraniu reprezentantów przez radę pedagogiczną, Igor zalecił zapoznanie się z zakresem podstawowych pojęć z dziedziny żeglugi tym, którzy w życiu nie mieli jeszcze z nią kontaktu. Na dodatkowych zajęciach przyszła pora na sprawdzenie wiedzy.
— Nie wymagam od was tego samego poziomu wiedzy, który prezentują wasi koledzy po prawie trzech latach nauki — zaczął, przechadzając się po klasie. — Niemniej pewne rzeczy trzeba wiedzieć. W czasie rejsu będziecie musieli pomagać załodze i mam nadzieję, że przy okazji czegoś się nauczycie... Nikogo nie zmuszam, ale...
„Nie, wcale" — pomyślał jeden z uczniów, jednocześnie zerkając na plik notatek, poczynionych z podręcznika żeglugi. Sama jego część, zawierająca podstawowe pojęcia, liczyła kilkanaście zapełnionych drobnym drukiem stron.
Karkarow jakby chwycił tę myśl. Obrócił się na pięcie i wbił spojrzenie w nieszczęśnika.
— Jak idzie przyswajanie pojęć, panie Omski? Do której litery pan doszedł?
— Eee...
— Do „e"?
— Nie, panie profesorze. Do „f".
— No dobrze — Karkarow wyszczerzył zęby, jakby zamierzał kogoś ugryźć. — Co to jest kliwer?
Wśród niezrzeszonej w załodze części uczniów dało się zauważyć pewien popłoch. Od kiedy to „k" jest przed „f"? Wyglądało na to, że stary kozioł wyznawał inny alfabet.
Zapytany w pierwszym odruchu zgłupiał zupełnie. Coś tam jednak zaczęło mu świtać. Pojęcia czytał uczciwie, więc co nieco udało mu się nawet przyswoić.
— Eee... czy to ma coś wspólnego z fokiem? — rzekł niepewnie. - Znaczy się, to jest żagiel przedni?
— Powiedzmy. To nie jest dokładnie to samo, ale na pana potrzeby wystarczy — powiedział Karkarow i dodał, nie kryjąc lekkiego zaskoczenia: - No proszę, przez przypadek, a się udało.
