12. Obawa

Szli niespiesznie krętymi alejkami przez pogrążony w mroku ogród, oddalając się od oświetlonej Wielkiej Sali, w której trwał Bożonarodzeniowy Bal. Przez jego większą część Karkarow tylko wypatrywał chwili, kiedy będzie mógł na osobności porozmawiać ze Snape'm na wiadomy temat. Tym razem Mistrz Eliksirów nie mógł się wymówić brakiem czasu.

Rozmowa, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami Igora, przebiegała jak zwykle. Snape zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na to, co Karkarow do niego mówi. Znacznie bardziej absorbowało go wypatrywanie uczniów, którym mógłby odjąć punkty. Że też jego to bawiło...

W końcu Igor przestał krążyć wokół tematu.

— On wróci — rzekł dobitnie cichym głosem i zaraz rozejrzał się dookoła, sprawdzając czy nikt niepowołany tego nie słyszał.

Snape zatrzymał się gwałtownie. Jego czarna peleryna falowała na wietrze. Mistrz Eliksirów lekko odwrócił głowę i rzucając mu sponad ramienia przeciągłe spojrzenie. Twarz miał skrytą w cieniu, tak że nie było widać jej wyrazu; w mroku tylko oczy błyszczały mu dziwnie.

— Cóż, wtedy będziemy się martwić — odparł obojętnym tonem.

Karkarow tylko lekko pokręcił głową i nerwowo szarpnął swoją kozią bródkę. Chciałby móc się tak niczym nie przejmować. Albo przynajmniej umieć to udawać.

Snape mógł sobie to wszystko lekceważyć — wszakże chronił go Dumbledore. A jego, Igora Karkarowa, kto miałby ochronić...