18. Znajomy

Igor nie zdziwił się szczególnie, kiedy zobaczył go wśród grona pedagogicznego Hogwartu. Wiedział, że Severus Snape pracuje u Dumbledore'a. Karkarow pomyślał przelotnie, że system czarodziejskiej edukacji miał zadziwiające szczęście do Śmierciożerców...

Przez te wszystkie lata Snape niemal się nie zmienił. Spowity w swoją czerń sprawiał wrażenie przerośniętego i wyjątkowo posępnego nietoperza.

Miejsca przy stole wypadły im niedaleko od siebie; pomiędzy nimi siedziały tylko dwie osoby – Ludo Bagman i Minerwa McGonagall. Snape nie wyglądał na szczególnie zadowolonego. Właściwie to w ogóle nie wyglądał. Najbliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że zdawał się nie dostrzegać faktu istnienia Karkarowa.

Igorowi i tak większość czasu upłynęła na rozmowie z Dumbledore'm. Niemniej, kiedy uczta dobiegła końca, Karkarow postanowił poczynić pewne wstępne próby nawiązania kontaktu z dawnym znajomym. Podszedł do Snape'a i zagadnął:

— No i? Będziesz udawać, że się nie znamy?

Zamiast odpowiedzi otrzymał zdecydowanie mało przyjazne spojrzenie. Jeżeli Igor kiedykolwiek żywił wątpliwości co do tego, czy Severus wie, jakie nazwiska padły na procesie, to teraz już ich nie miał.

— Severusie...

— Po pierwsze — przerwał mu zdecydowanie Snape cichym lecz ostrym głosem — nie jesteśmy za sobą po imieniu. A po drugie – nie sądzę, żebyśmy mieli o czym rozmawiać.

Pod wpływem tego lodowatego tonu Karkarow stracił pewność siebie – zupełnie jak kuguchar, który nieroztropnie wyszedł na zamarznięte jezioro i nagle wpadł do przerębla.

Mistrz Eliksirów odwrócił się gwałtownie, łopocząc swoją szatą i odszedł, nie oglądając się na Karkarowa. Ze swojej strony Igor popadł w zamyślenie, skubiąc swoją kozią bródkę. Zaczął się zastanawiać, jak najlepiej zabrać się do zmniejszenia niechęci Severusa. Zwłaszcza, że musiał z nim poważnie porozmawiać na wiadomy temat...