20. Gafel
Igor Karkarow stał na pokładzie rufowym żaglowca, tuż przy kole sterowym i w zamyśleniu spoglądał na bezanmaszt. Od dłuższej chwili zastanawiał się nad kwestią zainstalowania gafla. Nie doszedł jednak do żadnego konkretnego wniosku.
W zasadzie ostatnio nie miał głowy do niczego, co nie dotyczyło Turnieju Trójmagicznego. Tyle było z tym zamieszania, że miał już wszystkiego dosyć, zanim cała ta impreza zaczęła się na dobre. O drobnym fakcie, że sam, jako nieszczególnie ugodowa osoba, również się do powstania pewnych komplikacji przyczynił, jakoś na ogół nie pamiętał. Ostatecznie, po wszystkich rozmowach, spotkaniach i wymianie ogromnej ilości korespondencji, można było uznać, że w końcu ustalono każdy szczegół Turnieju. Pomimo pewnych trudności wyłoniono również skład reprezentacji Durmstrangu. Rada pedagogiczna jakoś nie mogła dojść do zgody w kwestii niektórych kandydatów i w końcu Karkarow, dla świętego spokoju, zwiększył ich liczbę do dwunastu; dodatkową zaletą tego posunięcia stał się fakt, że w ten sposób wśród wybranych uczniów znalazło się sześciu członków załogi.
Prócz tego wszystkiego była jeszcze jedna sprawa, która coraz bardziej go niepokoiła. Niemal bezwiednie potarł lewe przedramię. Mroczny Znak powracał i stawało się to coraz bardziej oczywiste.
Karkarow westchnął. Łudził się nadzieją, że ten fakt o niczym nie świadczy. Ale w połączeniu z tym, co ostatnio działo się w czarodziejskim świecie... Oderwał się od tych ponurych rozmyślań, starając skupić się wyłącznie na kwestii bezanmasztu. Pomogło.
„Dodać ten gafel czy nie dodawać?" — zapytał w myśli sam siebie, szarpiąc swoją kozią bródkę. — „Albo może lepiej dołożyć jeszcze jeden latacz?" — Jeżeli chodziło o ilość sztaksli, to tych akurat miał pod dostatkiem.
W gruncie rzeczy chodziło o poprawienie prezencji żaglowca. Należało się tylko zastanowić czy gafel – albo też dodatkowy latacz – faktycznie by ją poprawił. Prawdę mówiąc, statek sam w sobie wyglądał wystarczająco imponująco.
Przez najbliższy kwadrans nie zdołał nic wymyślić. W końcu dał sobie spokój i, porzuciwszy kwestię gafla, podszedł do nadburcia. Oparł się o jej wypolerowaną poręcz i spojrzał na zamek. Nie wiedzieć dlaczego, dręczyło go przeczucie, że nie powinien opuszczać Durmstrangu. Nie miał najlepszych wspomnień, jeżeli chodziło o Wielką Brytanię. Ku swojemu własnemu zdziwieniu nigdy nie posiadał bardziej silnego przeświadczenia, że jego miejsce jest właśnie tutaj, na dalekiej, mroźnej północy, gdzie miał swoją szkołę i to było wszystko, co najwięcej dla niego znaczyło.
Ale z drugiej strony... Już sam udział w Turnieju Trójmagicznym podniesie prestiż Durmstrangu. A na tym Karkarowowi bardzo zależało.
Ostatecznie siedem miesięcy to nie wieczność.
Wkrótce tu wróci.
Nie mógł wiedzieć, jak bardzo się myli.
