Partofforeverdziękuję za komentarz :) Igor Karkarow faktycznie na pierwszy, a nawet drugi rzut oka może wydawać się mało interesującą postacią, ale mam nadzieję, że te obrazki z jego życia pomogą zmienić ten pogląd. Literówki, obawiam się, gdzieniegdzie mogą się pojawiać. Wszystkie miniaturki zostały zbetowane, ale coś się jednak mogło mimouchem przemknąć.

There lived a certain man in Russia long ago
He was big and strong, in his eyes a flaming glow."

„Rasputin", Boney M

28. Przezwisko

Każdy nauczyciel prędzej czy później doczeka się przezwiska.

Nie inaczej było w jego przypadku.

Krótko po tym, jak Karkarow zaczął swoją nauczycielską karierę, przyplątało się do niego przezwisko „Rasputin". Miał w sobie coś, co sprawiało, że kojarzył się z tą postacią, która swojego czasu miała tak znamienny wpływ na dzieje carskiej Rosji.

Pomijając kwestię funkcjonowania „Rasputina" jako powszechnie znanego przydomku, Karkarow nie miał wątpliwości, że pomysłowość uczniów w kwestii wynajdywania przezwisk dla jego osoby rozwijała się tym bardziej, im dłużej uczył on w Instytucie, ze szczególnym uwzględnieniem okresów egzaminów – wtedy zapewne owe określenia stawały się również dość dalekie od ogólnie przyjętych tytułów naukowych, o cenzuralnych zwrotach w ogóle nie wspominając.

Później miał dłuższą przerwę w nauczaniu. A kiedy powrócił do Durmstrangu, okazało się, że mało kto pamięta o Rasputinie. Autorytet musiał sobie wyrabiać od początku. A nowi uczniowie, bynajmniej nie przejawiając cienia szacunku dla autorytetu, wymyślili nowe przezwisko i pewnego razu, przez przypadek, Igor miał okazję je poznać.

Był sam w pustej klasie. Zajęcia skończyły się kilka minut wcześniej, ale Karkarow jeszcze nie opuścił sali. Był właśnie zajęty gromadzeniem na jeden stos uczniowskich prac, gdy usłyszał, że ktoś idzie korytarzem. Zza przymkniętych drzwi klasy dotarły do niego strzępy rozmowy:

— Co teraz mamy?

— Dwie godziny zaklęć...

— Miejmy nadzieję, że Berezowa nic nie zada, bo stary kozioł musiał nam już oczywiście przysunąć cały rozdział teorii o urokach. A to dopiero początek semestru!

Grupka uczniów minęła przymknięte drzwi klasy. Ich głosy ucichły w oddali. A Karkarow dalej stał w tym samym miejscu. Jakoś nie miał wątpliwości, kogo dotyczyła zasłyszana rozmowa.

„Stary kozioł"? Więc tak go nazywali?

Czyżby przez te wszystkie lata przestał być groźny?

Karkarow usiadł za biurkiem i, skubiąc swoją kozią bródkę, zapatrzył się w okno.

— Kozioł jak kozioł — mruknął do siebie po dłuższej chwili. — Ale dlaczego stary...?