32. Rejs

Magiczne żaglowce miały zezwolenie na pływanie tylko po niektórych wodach. Ministerstwo Magii w specjalnym rejestrze wyszczególniało wszystkie akweny, po których mogły się poruszać. Zwykle były to obszary, na których ilość regularnie kursujących okrętów mugoli była niewielka, a przez to ryzyko ujrzenia przez nich magicznego statku minimalne.

Nigdy jeszcze nie żeglowali tak daleko po północnych wodach. Fregata dzielnie znosiła tutejsze surowe warunki. Karkarow błogosławił zaklęcia odmrażające takielunek i wzmacniające kadłub; dzięki nim pływający lód i trudne warunki atmosferyczne były niegroźne dla magicznego żaglowca.

Chociaż na półkuli północnej właśnie panowało lato, na Morzu Arktycznym byłoby to właściwie nieodczuwalne, gdyby nie niezwykle długi dzień. Podróż podobała się wszystkim uczniom, nawet jeżeli prace na pokładzie nie były łatwe, a pełnienie wachty wymagało zmagania się z lodowatym wiatrem. Funkcję stałej załogi pełnił Karkarow i kilku innych, dorosłych czarodziejów, głównie członków Magicznego Towarzystwa Żeglarskiego.

— Panie profesorze, co to jest? — zapytał go jeden z uczniów trzeciego dnia rejsu, wskazując na jakiś kształt rysujący się na tle góry lodowej, w pobliżu której przepływali.

Karkarow spojrzał w tym kierunku, dla pewności przez lunetę.

Ujrzał wyraźnie zarysy dwóch masztów i kadłuba, pokryte grubą warstwą zamarzniętego śniegu. Niewielki szkuner przypominał lśniącą chłodną bielą figurę, wyrzeźbioną z jednej bryły lodu.

— To ofiara tych wód — odpowiedział Karkarow. — Jeżeli mugole byli na tyle nieroztropni, by wypłynąć zbyt daleko na północ, ich żaglowce często wpadały w pułapkę dryfującego lodu. Jeżeli były źle skonstruowane, kra miażdżyła kadłub i po statku nie pozostawał nawet ślad. Z kolei dobrze zbudowany żaglowiec mógł przetrwać w lodzie wiele miesięcy, dryfując wraz z prądem, póki kra nie stopniała. Ale ten szkuner nigdy nie odpłynął. Ktoś kiedyś nie miał szczęścia.

— A co się mogło stać z załogą?

— Najwidoczniej porzucili statek. Może udało im się przeżyć, a może po prostu zamarzli...

Karkarow zamyślił się na chwilę. Chętnie przyjrzałby się bliżej tamtemu statkowi, ale nie chciał ryzykować.

— Nie będziemy już dalej żeglować na północ. Weźcie kurs na południe. Kiedy tylko dopłyniemy do obszaru wolnego od lodu, przeniesiemy się na bezpieczniejsze wody.