39. Zdrajcy

Szli korytarzem Hogwartu, lawirując między grupkami uczniów. Towarzystwo Karkarowa raczej nie uszczęśliwiało zbytnio Snape'a, ale ponieważ tak się złożyło, że po obiedzie wyszli razem z Wielkiej Sali, teraz nie bardzo miał sposobność, aby się go pozbyć.

Od dłuższego czasu Igor chciał porozmawiać z Severusem na osobności. Wstępne rozpoznanie już zrobił. Wystarczyło ku temu kilka wieczorów przy wódce i Snape został na tyle obłaskawiony, że zaczął dostrzegać istnienie Karkarowa. Ale do poważnych dyskusji owe wieczory się nie nadawały. Gdyby Igor spróbował wtedy nawiązać rozmowę na temat powracającego Mrocznego Znaku, skończyłoby się to zapewne wyrzuceniem jego osoby za drzwi. A Karkarow jednak wolał pić w towarzystwie. Dlatego musiał sobie szukać innych okazji do poważnych rozmów z Severusem. A to nie było łatwe, bo jeżeli Snape nie chciał, żeby go znaleziono, to zazwyczaj mu to całkiem nieźle wychodziło.

— Masz chwilę czasu? — zagadnął Igor, kiedy dotarli do miejsca, gdzie nie było żadnych światków.

— Nie. Muszę iść na lekcję — odparł krótko Snape.

Diejstwitelno?* Pół godziny przed czasem? — zdziwił się Karkarow uprzejmie. — Twoja obowiązkowość jest godna podziwu.

Severus zgrzytnął zębami. Igor zdawał się znać lepiej jego rozkład zajęć niż on sam.

Zatrzymali się pod pokojem nauczycielskim. Karkarow miał właśnie zamiar uczynić kolejne podejście do rozmowy na wiadomy temat, ale nie zdążył. Usłyszeli miarowy stukot. Igor nieznacznie pobladł i odwrócił się, wbijając wzrok w zakręt korytarza. Snape nie uczynił żadnego gwałtownego ruchu, ale wyraz jego twarzy stał się jeszcze bardziej zacięty niż zwykle.

Zza zakrętu wyłonił się Moody. Nie okazał zaskoczenia na widok Karkarowa i Snape'a. Widocznie zdążył zarejestrować ich obecność swoim magicznym okiem.

— Cóż to? Zebranie wykolejeńców? — mruknął ponuro, podchodząc do nich. Magiczne oko śledziło bacznie Karkarowa, przyszpilając go do ściany. — Moglibyście sobie znaleźć lepsze miejsce. Blokujecie drzwi. Zsuń się — warknął na Snape'a.

Severus niechętnie odsunął się o dwa kroki, przepuszczając Moody'ego.

Igor uznał, że sąsiedztwo aurora wyklucza konwersację ze Severusem i odszedł szybko bez słowa. Chwilę później Snape uczynił podobnie, nie oglądając się za siebie i z rezygnacją stwierdzając, że niestety musi iść w tym samym kierunku co Karkarow.

Alastor „Szalonooki" Moody, a raczej Barty Crouch Junior, zatrzymał się w progu pokoju nauczycielskiego.

— Już niedługo... już niedługo, zdrajcy — mruknął pod nosem, śledząc ich ponurym spojrzeniem.

Przypisy:

* (z ros.) Naprawdę?