43. Czas

Tego dnia nie poszedł na śniadanie do zamku. I tak nie mógłby nic przełknąć. Doszedł do momentu, w którym powoli przestawał sobie radzić z nerwami. Miał nadzieję, że chwila samotności w ciszy i spokoju poranka, z dala od gwaru Wielkiej Sali, wystarczy chociaż na to, aby mógł pozbierać się na tyle, by jakoś przetrwać kolejny dzień.

Zaparzył sobie herbatę i skierował się do sali na międzypokładzie, która pełniła funkcję klasy. Intensywne, złociste promienie porannego słońca zalewały światłem całe pomieszczenie. Przez uchylone okienka wpadało świeże powietrze, wciąż chłodne i ostre, lecz już tchnące pierwszym ożywczym powiewem wiosny. Karkarow usiadł za nauczycielskim stołem, kubek z niedokończoną herbatą postawił na blacie. Spojrzał na zegar. Było jeszcze bardzo wcześnie. Wskazówki odmierzały czas ze zwykłą precyzją. Jednak dzisiejszego dnia samo obserwowanie, jak miarowo poruszają się wokół tarczy, miało w sobie coś złowróżbnego. Karkarow złapał się na tym, że zastanawia się, jak dużo czasu jeszcze mu pozostało. Nie do rozpoczęcia lekcji. W ogóle. Jako czarodziej miał przed sobą jeszcze wiele lat życia. Ale w tych okolicznościach nie mógł być niczego pewien. Wzdrygnął się i odwrócił wzrok od tarczy zegara.

W normalnej sytuacji, o tej porze roku, myśli Karkarowa sięgałyby do wód Oceanu Arktycznego, skupiając się na planowaniu trasy letniej podróży statku. Ale teraz coraz częściej krążyły wokół linii Mrocznego Znaku, wciąż ciemniejącego na jego przedramieniu.

Bał się, coraz bardziej się bał. Najgorsza była bezsilność. Mógł tylko czekać na to, co musiało się stać...

— Panie profesorze?

Drgnął, zaskoczony i wyrwany z zamyślenia. Spojrzał na klasę, do której już weszli uczniowie. Gdyby uczennica nie zwróciła jego uwagi, zapewne w ogóle nie dostrzegłby ich obecności, tak jak nie słyszał ich nadejścia. Przyszli na wykład z Teorii Czarnej Magii. Niektórzy, zajmując miejsca w ławkach, zerkali na niego trochę dziwnie. Musieli zauważyć, że ostatnio coś zmieniło się w zachowaniu ich nauczyciela, ale to było najmniejszym z problemów Karkarowa.

Igor zdał sobie sprawę z tego, że nie pamięta o czym miał mówić. Na szczęście miał pod ręką swoją pomocniczą kartkę ze spisanymi tytułami wykładów. Rzucił na nią okiem.

„Starodawna magia."

O, ironio. A więc także zaklęcia wiążące.

Przysięga, którą złożył Czarnemu Panu wiele lat temu, była jednym z nich.

Wyglądało na to, że nawet przez najbliższe półtorej godziny nie będzie miał szansy na zapomnienie o Znaku.