44. Rejestracja
Inspektorat Magicznej Żeglugi Śródlądowej, Morskiej i Międzywodnej, stanowiący oddział Departamentu do spraw Magicznego Transportu, mieścił się na samym końcu korytarza na drugim piętrze Rosyjskiego Ministerstwa Magii.
Igor odnalazł odpowiedni pokój i już miał zapukać do drzwi, gdy dostrzegł zawieszoną na nich kartkę z napisem: „Przerwa". Czasu powrotu nie sprecyzowano. Karkarow nerwowo szarpnął swoją kozią bródkę. Co to znaczy: „przerwa" w godzinach urzędowania? Na wszelki wypadek, aczkolwiek bez wielkiej nadziei, zapukał. Odpowiedziała mu cisza. Jak można było się spodziewać, naciśnięcie na klamkę również nie wywołało żadnego efektu. Westchnął i rozejrzał się z rezygnacją po korytarzu. Funkcję poczekalni pełniło jedno krzesło, które uciekło, gdy tylko spróbował na nim usiąść. Na ścianie, znajdującej się naprzeciwko drzwi, wisiał obraz przestawiający galeon na pełnym morzu. Ramy nieco się przekrzywiły i wyglądało to tak, jakby statek usiłował płynąć pod górę. Załoga nerwowo usiłowała zapobiec zniesieniu statku za krawędź obrazu. Karkarow machinalnie poprawił położenie ram. Fragment oceanu przestał przypominać dziką rzekę i świat na obrazie znów znalazł się na właściwym miejscu. Teraz załoga galeonu łatwo opanowała sytuację, a kilku czarodziejów pomachało do Igora na znak wdzięczności.
— Pan do mnie? — usłyszał Karkarow. Odwrócił się i ujrzał niskiego, siwowłosego czarodzieja, który spoglądał na niego z zainteresowaniem przez grube szkła okularów. Pod pachą trzymał wypchaną pożółkłymi papierami teczkę.
— Tak jest — odparł Igor. — W sprawie rejestracji.
— A, to pan, pamiętam. Tak, tak, dostałem pańską sowę... Zapraszam do środka. — Czarodziej otworzył drzwi do swojego gabinetu i przepuścił Igora przodem.
Pokój był niewielki. I tak już mocno ograniczoną ilość przestrzeni zmniejszały dodatkowo wysokie regały, sięgające aż do sufitu. Ich półki uginały się pod obszernymi tomami kodeksów prawnych i rejestrów. Na jedynym wolnym skrawku ściany, tym przy drzwiach wejściowych, wisiało kilka obrazków magicznych żaglowców.
Urzędnik usiadł za swoim biurkiem, gestem wskazując Karkarowowi krzesło stojące naprzeciwko. Przesunął na bok blatu stos papierów, celem zyskania odrobiny wolnej powierzchni, a także aby mógł widzieć swojego rozmówcę. Dopiero po wykonaniu tej czynności skinięciem różdżki przywołał odpowiednią teczkę z półki, poprawił okulary na nosie i spojrzał w papiery.
— Formularz i dokumentacja są w porządku — powiedział. — Opinia Inspektoratu również. Żaglowiec został wpisany do rejestru. Wszelako jest jeszcze kilka spraw, które należy uregulować... Komisja miała zastrzeżenia co do działania czarów maskujących.
— W istocie — przyznał Igor niechętnie.
— Wymagają modyfikacji — powiedział urzędnik, spoglądając w treść raportu, a dokładniej w część poświęconą uwagom dodatkowym. — Przy tak dużych jednostkach standardowe czary nie zawsze działają.
— Specjaliści z Ministerstwa mają się tym zająć — odparł zwięźle Karkarow. — Najdalej za tydzień wszystko powinno być poprawione.
— No to nie widzę problemów. To w zasadzie byłoby tyle... Kwestia uzupełnienia formalności w kilku dokumentach, ale to pan dostanie na piśmie... A, jeszcze jedno. Zezwolenie na teleportację pomiędzy akwenami pan oczywiście ma? — zapytał urzędnik takim tonem, jakby było to zupełnie oczywiste.
Karkarow osłupiał, bo o takim zezwoleniu w życiu nie słyszał.
— To do tego potrzebne jest jakiś specjalne zezwolenie?
— Aj, nie słyszał pan o tym? — zmartwił się urzędnik. — To konieczne.
— Sądziłem, że rejestracja pola teleportacyjnego jest tożsama z pozwoleniem na jego używanie.
— Nie w przypadku tak dużych jednostek, które podlegają specjalnym regulacjom, zgodnie z postanowieniami ustawy o Magicznych Środkach Transportu. Ale niech się pan nie martwi. Dam panu skierowanie do odpowiedniej jednostki naszego Departamentu.
— I ile to wszystko zajmie? — zapytał Igor, mając jakieś złe przeczucia.
— Jak dobrze pójdzie, to tylko jakieś trzy tygodnie — pocieszył go urzędnik.
Karkarow zgrzytnął zębami. Ile razy już to słyszał.
„Nienawidzę biurokracji" — pomyślał.
