48. Naznaczenie
Pamiętał tamtą chwilę jak przez mgłę.
Nie chciał o niej pamiętać, tak jakby w ten sposób mógł zaprzeczyć, że w ogóle miała miejsce. I temu, że wtedy to on wybrał.
Zadano mu tylko jedno, krótkie pytanie: czy gotów jest przyjąć Znak.
Zgodził się. Wypowiadając słowa przysięgi, przypieczętował swój los.
Zaklęcia wiążącego nie można rzucić bez zgody obu stron.
Tylko przez jeden moment odważył się spojrzeć w oczy tego, którego nazwał swoim Panem.
Nie było już drogi odwrotu. Poczuł lodowaty dotyk długich palców, usłyszał słowa starożytnego zaklęcia wiążącego i kształty Mrocznego Znaku pojawiły się na jego skórze, rozlewając się po niej na podobieństwo rozlanego tuszu wsiąkającego w cienki papier. Ale Znak bardziej przypominał piętno wypalone rozżarzonym żelazem.
I wtedy usłyszał ciche słowa Czarnego Pana. A Jego głos przypominał syk węża:
– Teraz jesteś już na zawsze mój. Powstań, Śmierciożerco.
Posłowie:
Miniaturka dedykowana Barty, z uwagi na pojawienie się Czarnego Pana.
