50. Poprawka

Koniec roku szkolnego.

Zawsze ten sam scenariusz. Tysiące spraw do załatwienia, wystawianie ocen, zbliżające się egzaminy.

I uczniowie piszący poprawki.

Igor stanął przy oknie i spojrzał za roztaczający się za nim widok. Westchnął bezgłośnie. Dlaczego wszyscy nie mogli zdać w pierwszym terminie? Życie byłoby wtedy o wiele prostsze. Ale nic z tego. Żeby chociaż przyszli poprawiać od razu... Niestety, uczniowie odzyskiwali pamięć dopiero pod koniec roku i wtedy dochodzili do wniosku, że jednak należałoby zaliczyć sprawdzian z początku semestru. Karkarow nigdy nie robił poprawek na lekcjach. Szkoda mu było tracić na nie czasu. Miało to też swoje złe strony. Uczniowie przychodzili do niego indywidualnie, każdy o innej porze i innego dnia, nie wyłączając weekendów, i chcieli zaliczać rozmaite sprawdziany. Oczywiście zebranie się całą grupą było ponad ich siły.

Dzisiaj miał na poprawce ostatnie ofiary z piątego roku. Dał im kilka naprawdę prostych pytań i miał nadzieję, że wszyscy w końcu zaliczą. Uczniowie skończyli już pisać dobre piętnaście minut temu – poza jednym, siedzącym na końcu klasy. Karkarow zerknął na niego kątem oka. Uczeń niemal nie odrywał pióra od pergaminu, z zapałem tworząc jakąś epistołę. Igor żywił dość beznadziejną nadzieję, że będzie to choć trochę na temat.

Westchnął ponownie i spojrzał na zegar. Było już późne popołudnie. I z każdą chwilą robiło się coraz późniejsze.

— Długo jeszcze będzie pan pisał, panie Omski? — zapytał Karkarow, nie kryjąc zniecierpliwienia.

Uczeń poderwał wzrok sponad pergaminu, na wszelki wypadek nie wypuszczając go z rąk, jakby obawiał się, że profesor odbierze mu go siłą.

— Jeszcze... trochę.

Karkarow wzniósł oczy ku górze.

— Skoro pan musi... — westchnął Igor, szarpiąc swoją kozią bródkę. Zastanowił się przez chwilę. — To może zrobimy tak: zostawię pana w klasie i jak pan skończy pisać to odniesie pan pracę do mojego gabinetu. Może tak być?

— Jak najbardziej! — odparł Omski i natychmiast powrócił do pisania.

Igor zebrał pozostałe sprawdziany i wyszedł z klasy. Miał nadzieję, że Omski skończy do wieczora.

Jeszcze tego samego dnia Igor zabrał się za sprawdzanie poprawek. Rewelacji nie było, ale przynajmniej wszyscy napisali na tyle dobrze, żeby mógł wystawić mniej lub bardziej pozytywną ocenę. Karkarow sięgnął po ostatnią pracę. I szeroko otworzył oczy ze zdumienia. Natychmiast poznał sprawdzian Omskiego. Cały pergamin zapisano od góry do dołu. Omski miał bardzo drobny charakter pisma. Sam ten widok wystarczył, żeby zaczęły boleć oczy. Początek odpowiedzi na pierwsze pytanie – podział zaklęć obronnych – wyglądał w sposób następujący:

Nie wiem do końca jak dzielą się zaklęcia obronne. Uczyłem się tego, ale nie pamiętam. Ale wiem co to są zaklęcia obronne i mogę to napisać. Zaklęcia obronne, jak sama nazwa wskazuje, służą do obrony. Zatrzymują większość uroków, klątw i niektóre zaklęcia oszałamiające, tylko nie wiem do końca które. Ale na pewno nie działają na to do oślepiania, które ma taką bardzo długą nazwę na „c", której nigdy nie mogę zapamiętać. Ale ono jest z wyższego poziomu, więc chyba nie muszę tego pamiętać. A jeżeli muszę, to przepraszam, że nie pamiętam.

Igor przebiegł tekst wzrokiem. Odpowiedzi na pozostałe pytania wyglądały podobnie. Wrócił do pierwszego. Chyba tylko z rozpędu zaczął czytać ciąg dalszy. Czego to ci uczniowie nie wymyślą...


Ktoś zapukał do drzwi gabinetu.

— Proszę wejść — powiedział Karkarow.

Do środka wszedł autor twórczej poprawki sprawdzianu.

— Pan Omski, tak? — upewnił się Igor.

Uczeń skinął głową twierdząco. Najwyraźniej nie bywał zbyt często w dyrektorskim gabinecie, bo uciekał spojrzeniem na boki. Albo może na wszelki wypadek wolał nie spoglądać nauczycielowi w oczy. Słusznie domyślał się, że został wezwany w sprawie swojej pracy. Omski zatrzymał w końcu wzrok na ogromnym globusie, stojącym przy biurku Karkarowa.

— Niech mi pan powie tylko jedno: czy ma pan zamiar kontynuować Teorię Czarnej Magii na szóstym roku? — zapytał Karkarow.

— Nie, panie profesorze — powiedział Omski do globusa.

„Chwała Merlinowi" — pomyślał Igor.

— Pańskie odpowiedzi mają niewiele wspólnego z zadanymi pytaniami — rzekł Karkarow, sięgając po pergamin. — Ale, szczerze mówiąc, dawno się tak nie uśmiałem, jak przy czytaniu tej pracy. Tak więc... zaliczył pan, dziękuję i do widzenia.

— Naprawdę? — zapytał Omski z niedowierzaniem, spoglądając na dyrektora. — To znaczy... Dziękuję bardzo, panie profesorze!

Karkarow skinął głową i dodał jeszcze, kiedy Omski już wychodził:

— A, sugeruję przed końcowym egzaminem trochę usystematyzować wiedzę. Sama... erudycja to nie wszystko. Zwłaszcza kiedy ilość przewyższa jakość.

Posłowe:

Na wypadek gdyby ktoś się zastanawiał – w znacznej większości to autentyk.