51. Groźba

— Igorze, mówiłem ci już, że nie ma sensu wracać do tego tematu. — W głosie Snape'a brzmiało wyraźne zniecierpliwienie. Całym sobą dawał do zrozumienia, że najlepiej byłoby dla nich obu, gdyby Karkarow się wreszcie od niego odczepił.

— Nie ma sensu? — wykrzyknął w przypływie zdenerwowania Igor. Obejrzał się za siebie niespokojnie, w obawie, że ktoś mógł ich usłyszeć. Ale korytarz lochów był pusty. — Jak możesz być taki obojętny wobec tego wszystkiego?

Severus nic nie odpowiedział. Ale posłał mu takie spojrzenie, że Karkarow poczuł się co najmniej zaniepokojony, jeżeli nie przestraszony. Jakaś nowa, straszna myśl przyszła mu do głowy.

— Severusie, ale ty chyba nie jesteś... Nie możesz być... — urwał. Bał się dokończyć.

— Ujmę to tak, Igorze — wycedził Snape, patrząc mu prosto w oczy. — Ja nie mam się czego obawiać. W przeciwieństwie do ciebie.

Karkarow cofnął się, nie spuszczając oka z Mistrza Eliksirów, tak jakby tamten nagle zmienił się w jadowitego węża.

— Ale przecież Dumbledore... On ci ufa!

— W istocie.

Igor odszedł, wstrząśnięty. Czyżby pomylił się co do Severusa? A jeżeli on wciąż był jednym z nich?

Jeżeli tak, to Karkarow znalazł się w jeszcze gorszej sytuacji niż sądził.