56. Żaglowce
O istnieniu magicznych żaglowców usłyszał, kiedy miał zaledwie kilka lat.
Jego wujek, brat mamy, był jednym z czarodziejów-żeglarzy. Dzięki niemu Igor dowiedział się, że w ich świecie istnieje taka profesja jak żeglarstwo. Uwielbiał słuchać barwnych opowieści wuja. Szczególnie zapadła mu w pamięć ta o Latających Holendrach. To niemagiczni nazwali tak statki czarodziejów, biorąc je za zjawy z zaświatów.
Od wuja dostał pierwszą książkę o statkach. Na początku zainteresowała go nie tyle treść, co piękne, kolorowe ilustracje. Smukłe statki o białych żaglach, tnące fale, gnające na wietrze; niestraszne im były żadne sztormy ani huragany.
Kiedy Igor był starszy, nie wystarczyła mu lektura książek o żaglowcach. Zapragnął znaleźć się na pokładzie takiego statku, pod łopoczącymi na wietrze żaglami. Wiązało się to z dużymi trudnościami. Niewiele było miejsc, gdzie można było zrobić kurs żeglarski. Igor się uparł i dopiął swego, pomimo że jego rodzice, a szczególnie ojciec, niezbyt przychylnie odnosili się do tych zainteresowań syna. W społeczeństwie czarodziejów magiczną żeglugę uważano za przeżytek. Gdyby nie to, że miał wuja marynarza, Igor zapewne nie miałby jak zrobić praktyki, ani na czym pływać. Przekonał się, że czasy żaglowców, zarówno mugolskich, jak i magicznych, minęły, a prawdziwe Latające Holendry pozostały już tylko bohaterami opowieści i legend. Wkrótce i on, zniechęcony, na wiele lat porzucił żeglarstwo. Do czasu, aż w pewnym mugolskim porcie ujrzał zapomnianą fregatę*...
Posłowie:
Ten temat jest zasadniczo zrealizowany w opowiadaniu pt. „Statek": http: / / www . fanfiction . net / s / 7261764 / 1 / Statek
