62. Pech

Ten listopad był naprawdę fatalny.

Na początku Ministerstwo wyskoczyło z genialnym pomysłem na zmianę przepisów regulujących ruch magicznych obiektów. Igor już od jakiegoś czasu o tym słyszał, ale miał nadzieję, że o żaglowcach może zapomną, skoro było ich tak niewiele. Tymczasem wydane przez Ministerstwo rozporządzenie odgórnie ustaliło minimalną ilość załogi i kadry oficerskiej na magicznych statkach różnego typu. W praktyce dla Igora oznaczało to mniej więcej tyle, że albo sobie znajdzie pierwszego oficera, albo rejsy będzie musiał ograniczyć do jezior Durmstrangu.

Później okazało się, że z ożaglowaniem sztormowym statku jest jeszcze gorzej niż można było przypuszczać i z pewnością będzie wymagało naprawy. Tym samym plan budżetowy runął jak domek z kart. Igor zaczął się zastanawiać nad szyciem żagli z prześcieradeł.

W dodatku zaczął przerabiać klątwy z czwartym rokiem. Najbliższe dni zapowiadały się jako co najmniej ciężkie. Problem polegał na tym, że zawsze znaleźli się tacy, którzy koniecznie musieli wypróbować jak dane zaklęcia działają w praktyce. Nie na nauczycielu, uchowaj Merlinie, póki co nigdy się nic takiego nie zdarzyło, chociaż Karkarow nie wątpił, że niektórzy mieliby na to ochotę. Dlatego w tych dniach wolał zdwoić czujność – pewne odruchy zawsze pozostawały. W każdym razie w najbliższym czasie można było spodziewać się co najmniej kilku porozbijanych głów.

A potem spadł na niego żyrandol. Prawie. Na szczęście refleks wciąż miał dobry – przynajmniej na tyle, żeby się spod tego żyrandola w porę usunąć.

Wyglądało to na czysty przypadek. Ale Karkarow nie wierzył w przypadki. Za to zaczął się poważnie zastanawiać, czy to przypadkiem któryś uczeń nie zapomniał, jakie zasady obowiązują w tej szkole.