63. Pokład

— Kto nie miałby ochoty wyszorować pokładu? — Karkarow na moment zawiesił głos i uważnie spojrzał po obecnych. Na pozór wyglądało to tak, jakby namyślał się nad wyborem kandydata, ale z góry było wiadomo na kogo padnie. W momencie, w którym wzrok nauczyciela zatrzymał się na Aleksieju, ten wiedział już, jaki będzie brzmiał ciąg dalszy. — Pan Poliakow...?

— Kiedy ja... — zająknął się Poliakow.

— Taaak? — zapytał Karkarow, nie spuszczając zeń oka i nieznacznie unosząc jedną brew do góry.

— To ja może pójdę po wiadro i szczotkę... — powiedział Aleksiej zrezygnowanym tonem.

— Słusznie. A pan Omski i pan Meer pomogą koledze, prawda?

Pytanie było oczywiście retoryczne. Wyżej wymienieni zapewne wcale nie rwali się do wolontariatu, ale nie mieli wyjścia. Karkarow odprowadził ich wzrokiem, kiedy udawali się po niezbędny sprzęt.

To była tak zwana proza życia na statku.

Poliakow nigdy nie mógł pojąć, dlaczego do wyszorowania pokładu nie można użyć zwykłego Chłoszczyść. Tatiana i Nikolai usiłowali mu to kiedyś wytłumaczyć, ale Aleksiejowi w pamięć zapadło tylko coś o interferencji zaklęć i negatywnych skutkach niesprecyzowanych czarów.

Oczywiście najłatwiej byłoby zapytać o tę budzącą wątpliwości kwestię Karkarowa, ale Aleksiej wolał nie ryzykować. Najprawdopodobniej w miejsce odpowiedzi otrzymałby tylko złośliwy komentarz odnośnie swojego zadziwiająco niskiego stanu wiedzy, dodatkowo podający w wątpliwość jego inteligencję. Osobiście Poliakow podejrzewał, że musi istnieć jakieś proste zaklęcie do czyszczenia pokładu, ale Karkarow go nie zdradzał, bo wolał pastwić się nad uczniami.

Teraz też stał, opierając się o reling, na pokładzie rufowym, skąd mógł śledzić ich wysiłki.

Poliakow zabrał się do szorowania desek pokładu, niezbyt przychylnie myśląc sobie o dyrektorze. Tak właściwie chętnie by się czegoś nauczył, gdyby tylko dano mu szansę. Ale Karkarow jakoś nie przejawiał większej chęci do pokazania im czegoś w praktyce, najwidoczniej uznając, że sześciu uczniów z załogi statku wystarczy do poprowadzenia żaglowca. Może miało to też związek z tym, że pierwsza i ostatnia próba prostego czaru buchtowania w wykonaniu Aleksieja skończyła się wypadnięciem całego zwoju liny za burtę. Kiedy Karkarow to zobaczył, wyjątkowo powstrzymał się od zjadliwego komentarza, poprzestając tylko na kategorycznym zakazie zbliżania się do takielunku osobom, które nie mają powołania do zajmowania się jakiegokolwiek rodzaju żeglugą. A ponieważ mówiąc to, spoglądał na Poliakowa, nie było wątpliwości, kogo miał na myśli.

Co więcej, dyrektor niewiele zajmował się nawigacją podczas październikowej podróży do Hogwartu, właściwie pozostawiając wszystko w gestii uczniów. Tatiana nawet wspominała coś, że wyglądało to tak, jakby stracił serce do tego.

Aleksiej nie miał zamiaru prowadzić rozważań nad sercem Karkarowa. Za to tylko czekał, aż staremu kozłowi znudzi się stanie nad nimi i pójdzie do swojej kajuty.

Wtedy będzie można sobie pomóc przy pracy choćby prostym Aguamenti.