65. Ostrzeżenie

— Naprawdę myślisz, że można oszukać Czarnego Pana, Karkarow? To przekonanie niejednego posłało do grobu.

W głosie stojącego naprzeciwko niego Śmierciożercy brzmiała zarazem groźba jak i ostrzeżenie. I absolutne przekonanie o prawdziwości swoich słów. Nie bez przyczyny Karkarow oblał się zimnym potem.

Nie wiedział nawet z kim dokładnie rozmawia. Ale nie miało to znaczenia. To był jeden z młodszych popleczników Czarnego Pana – ślepo mu oddanych i absolutnie posłusznych.

— Wiesz jakie było twoje zadanie.

— Wiem, ale... — Zaschło mu w gardle. Nie miał żadnego usprawiedliwienia. Już jakiś czas temu zaczął dostrzegać w jak niebezpieczną grę się wplątał. I dobrze wiedział jakie są jej konsekwencje. A teraz popełnił błąd i naraził się, nie wykonując w pełni zadania.

— Czarnego Pana się nie zawodzi — wycedził Śmierciożerca, kładąc szczególny nacisk na ostatnie słowa. — Masz dwadzieścia cztery godziny na naprawienie swojego błędu. — Odwrócił się z łopotem czarnej szaty. — I, Karkarow, lepiej tym razem zrób co do ciebie należy.