66. Szansa

Bar, wciśnięty pomiędzy jednakowe, szare bryły budynków, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Był jednym z wielu znajdujących się na tyłach dworca kolejowego. Brudne szyby i zepsuty neon, migający nad wejściem, jakoś nie przyciągały potencjalnych klientów.

Wnętrze wyglądało równie mało zachęcająco. Oświetlenie było znikome, a podłogę zamiatano chyba tylko od święta. Barman niemrawo wycierał szklanki, od czasu do czasu zerkając na ekran wiszącego nad kontuarem telewizora – akurat leciała powtórka jakiegoś meczu piłkarskiego. Klienci, najczęściej podróżni udający się na dworzec, pojawiali się na krótko, zatrzymując się tylko po to, żeby szybko wypić kawę albo herbatę, rzadziej aby zaryzykować posiłek. Obsługa nie miała wiele do roboty. Barman zerknął w stronę stolika w kącie. W obecnej chwili w barze znajdował się tylko jeden klient. Siedział nawet dość długo, jakby na coś czekał. Cóż, jego prawo – w końcu zapłacił za zamówienie.

Karkarow siedział nad jakąś cienką lurą, która z założenia była herbatą. Na szczęście nikt nie zwracał na niego uwagi. Co chwila spoglądał na kieszonkowy zegarek, śledząc wolno przesuwające się wskazówki. Dochodziła dwudziesta pierwsza. Wreszcie uznał, że nadszedł czas. Zostawił nietkniętą herbatę na stole i opuścił bar.

Wszedł w uliczkę za dworcem, minął kilka przecznic i wreszcie zatrzymał się w zaułku za niewielkim placem. Za dnia był tutaj bazar, na którym sprzedawano co tylko się dało, od warzyw i owoców począwszy na książkach i ubraniach skończywszy; wieczorem, o tej godzinie, wszystkie stoiska dawno już zamknięto.

To było umówione miejsce. Karkarow cofnął się pod obdrapaną ścianę budynku. Czekał, z każdą chwilą czując coraz większe zdenerwowanie. Rozglądał się dookoła z niepokojem, sprawdzając czy nikt nie nadchodzi. Ale ulica była pusta.

Nagle przemknął nad nim jakiś cień. Odruchowo spojrzał w górę, jednocześnie sięgając po różdżkę. Na gzymsie ponad nim przysiadł ptak. Z pewnością nietypowy dla miasta.

Sowa.

Przez chwilę spoglądała na niego przenikliwym spojrzeniem złocistych oczu, po czym wzbiła się w powietrze, upuszczając przed nim małą karteczkę.

Igor podniósł ją szybko i rozwinął.

Odetchnął z ulgą.

72°50'23'' N, 80°54'00'' E – pod tymi współrzędnymi geograficznymi kryła się jego szansa na ocalenie.