68. Wycieczka
Wycieczki szkolne.
Koszmar.
Nie wiadomo, kto pierwszy to wymyślił. Z pewnością nie Karkarow i z pewnością nie rada pedagogiczna. Prawdopodobnie pomysł przyszedł od najbardziej wpływowych rodziców, czyli tych, którzy regularnie zasilali szkołę dotacjami finansowymi. Nagle stwierdzono, że skoro jest statek, to powinien być jakoś wykorzystany dla ogółu uczniów. Ku przerażeniu Karkarowa pomysł zyskał ogólną aprobatę. Tak więc, celem zapewnienia rozrywki uczniom, ładowano ich na statek i zabierano w rejs.
Cała impreza niosła ze sobą niewielkie walory poznawczo–turystyczne, bowiem tak naprawdę uczniowie niedużo mogli zobaczyć. Mało jest miejsc, do których może zawinąć magiczny żaglowiec, a jeszcze mniej do których może zawinąć magiczny żaglowiec ze zgrają nastoletnich czarodziejów na pokładzie.
Karkarow zawsze ciężko przeżywał każdy taki rejs. Oczywiście nie zabierano na raz wszystkich uczniów. Pomimo licznych udogodnień żaglowiec, jak każdy statek, miał jednak ściśle określoną wyporność, a co za tym idzie także ograniczoną liczbę pasażerów, którą można było zabrać na pokład. Tak więc wątpliwa rozrywka miała co najmniej trzy odsłony w każdym roku. Po każdej takiej wyprawie Igorowi przybywało siwych włosów na głowie.
Zapewne oszalałby już dawno, gdyby nie pierwszy oficer, Kamzoj, normalnie pełniący funkcję nauczyciela Wstępu do Teorii Czarnej Magii. Przez uczniów zwany był Saladynem, ze względu na swoje orientalne pochodzenie. Nigdy nie było widać po nim zdenerwowania. Wszystko, co działo się na pokładzie, przyjmował wręcz z nieludzkim opanowaniem. Stanowił prawdziwe oparcie dla Karkarowa, który z pewnym niesmakiem stwierdzał, że chyba już się na tego rodzaju rozrywki robi po prostu za stary. Co innego rejs z młodzieżą, która uczy się żeglugi, a co innego z całą niezdyscyplinowaną gromadą uczniów. Nie daj Merlinie, co będzie jeżeli ktoś wypadnie za burtę? Albo jak któryś z uczniów dostanie choroby morskiej? Na szczęście Saladyn zawsze był na miejscu, aby w razie takiego przypadku z całkowitym opanowaniem poradzić osobnikowi, żeby popatrzył na jakiś odległy punkt na horyzoncie, bo to pomaga.
Karkarowowi pomagało tylko jedno – zakończenie tego wszystkiego i zejście na ląd.
