69. Książka
Wielka Sala, śniadanie.
Karkarow przeglądał Proroka Codziennego, starannie omijając stronę pierwszą, drugą i jedenastą, zawierające obszerny artykuł o Potterze i Turnieju Trójmagicznym, z całkowitym pominięciem udziału Wiktora Kruma i uczestnictwa Durmstrangu, kiedy zauważył, że w kierunku stołu nauczycielskiego leci duża sowa uszata, niosąca sporych rozmiarów paczkę. Wylądowała przed Snape'm, zostawiła mu swój ładunek i niemal natychmiast wzbiła się z powrotem w powietrze. Severusowi w oku błysnęło na sam widok paczki. Odłożył widelec i zabrał się do jej otwierania.
— Widzę, że zamówiłeś nowe książki — zauważył Karkarow. Wcale nie taktownie i nie bezinteresownie.
— W istocie — odparł Snape, nie podnosząc wzroku sponad zawartości paczki — dwóch lśniących nowością, oprawionych w elegancką, ciemną skórę książek.
Karkarow zerknął na tytuły.
— „Uroki na przestrzeni wieków" Morbiusa? Brzmi ciekawie.
— Mhm... — mruknął Severus, kartkując książkę i zatrzymując się przy którymś z dalszych rozdziałów.
— I leksykon zaklęć według Hartwiga — powiedział Igor, spoglądając na tytuł drugiego tomu. — Chciałem to przeczytać — dodał.
Snape nie zareagował.
— Pożyczysz?
Mistrz Eliksirów wzdrygnął się lekko, zatrzasnął książkę i spojrzał ponuro na Karkarowa, na wszelki wypadek nie wypuszczając nowych zdobyczy z rąk.
— Mam poważne wątpliwości czy mogę — syknął, posyłając mu znaczące spojrzenie.
W pierwszym momencie Igor nie wiedział o co mu chodzi. A potem sobie przypomniał.
— Oj, to było tylko raz... — odparł wymijająco. — I to w dodatku szesnaście lat temu.
— Piętnaście — skorygował zimno Snape. — I ja wciąż to pamiętam.
— Już przepraszałem.
— Powiedzmy.
— I nawet przyniosłem ci rekompensatę...
— Taaa... Dużo mi przyjdzie z książki z po rosyjsku.
— Ale to przynajmniej ten sam tytuł — wyszczerzył się Karkarow. — To jak? Pożyczysz jak przeczytasz?
Snape spojrzał na niego z mieszaniną niedowierzania i oburzenia.
— Karkarow, ty jesteś co najmniej bezczelny. Nie dość, że co rano wyłudzasz ode mnie gazetę...
— Przecież i tak byś ją wyrzucił — trafnie spostrzegł Igor.
— ...nachodzisz mnie wieczorami...
Nie wiedzieć dlaczego, siedzący obok Snape'a profesor Flitwick zakrztusił się herbatą. Zajmująca jedno miejsce dalej Auriga Sinistra, nauczycielka Astronomii, rzuciła zagadkowe spojrzenie Karkarowowi, ale Igor tego nie zauważył.
— ...i ciągle zawracasz mi głowę, to jeszcze teraz żebrzesz o książki, które są w moim posiadaniu dopiero od niecałych pięciu minut. Mam rację czy nie?
— Masz — przyznał Igor. — Ale pożyczysz jak przeczytasz?
Snape westchnął. Wyglądało na to, że Karkarow się nie odczepi.
— Pożyczę. Kiedyś... — odparł. — I nie omieszkam poprosić o coś w zamian. W cywilizowanym języku — dodał, po czym na powrót zagłębił się w treść Morbiusa, dając tym samym znać, że rozmowa skończona.
Karkarow skinął głową. Na razie wolał nie mówić Snape'owi, że jedyne książki, jakie ma po angielsku, dotyczą tylko i wyłącznie jednego tematu, raczej mało interesującego dla Mistrza Eliksirów: magicznej żeglugi.
