74. Święta

Igor wyszedł o świcie na pokład żaglowca. Odetchnął głęboko chłodnym, ostrym powietrzem poranka, rozkoszując się ciszą i spokojem. Uwielbiał tę porę dnia, kiedy czas zdawał się płynąć wolniej niż normalnie, a pierwsze promienie słoneczne oblewały złocistym blaskiem pokład statku.

Wschód słońca oglądał zazwyczaj z pokładu rufowego. Jednak tego dnia czekała tam na niego niespodzianka. Rzucił okiem na mostek kapitański i zdębiał. Za kołem sterowym ktoś stał. Dopiero po chwili spostrzegł, że spogląda na ulepionego ze śniegu bałwana. Uformowany z trzech kul, o kształtach dalekich od idealnych, z marchewkowym nosem i chudymi, patykowatymi rękami opartymi o koło sterowe. Jedynym, co odróżniało go od standardowych przedstawicieli jego rodzaju, była futrzana czapa na śniegowej głowie i... spiczasta bródka. Na ten widok Karkarow odruchowo złapał się za własną.

Przez moment zastanawiał się jak ma to rozumieć. A potem dostrzegł na pokładzie rufowym całą flotyllę lodowych rzeźb. Miniaturowe żaglowce: fregaty, barki, szkunery, a nawet jeden galeon, skrzyły się w bladych promieniach zimowego słońca. Coś go tknęło i spojrzał w kierunku dziobu. Dostrzegł lodową figurę stojącego dęba hipogryfa. Skierował spojrzenie wyżej. Na bramsreji fokmasztu przysiadł lodowy smok. Symbole z godła Durmstrangu w pełnym wymiarze. Od dziobu, poprzez szczyty masztów do rufy zawieszono galę banderową. Karkarow pospiesznie sprawdził, czy przypadkiem układ flag nie wyraża jakiegoś niestosownego napisu. Nie wyrażał.

Igor spojrzał w kierunku Hogwartu. No cóż, dwunastu choinek chyba nie przebili, ale takich rzeźb w zamku nie mieli. Cóż, może święta nie były takie złe, skoro motywowały młodzież do działań, które miały w gruncie rzeczy wydźwięk pozytywny...?

Miał tylko nadzieję, że ten bałwan nie był jakąś przenośnią...