75. Zlot
— Proteus, ile razy jeszcze mam ci powtarzać? Nie, nie i jeszcze raz nie.
— Jesteś uparty jak stary kozioł.
— Tylko nie stary! — zaprotestował Igor, rzucając mu niechętne spojrzenie.
Proteus, który od dłuższej chwili z zainteresowaniem oglądał globus, stanowiący niezwykle dekoracyjny element w gabinecie Karkarowa, wcale tego nie zauważył. Rzadko odwiedzał Igora. Przeważnie to Karkarow zjawiał się u Proteusa, kiedy czegoś od niego chciał. Tym razem było odwrotnie. To Proteus namawiał Karkarowa do udziału w planowanym zlocie magicznych żaglowców. Dość bezskutecznie, trzeba przyznać, ponieważ z pewnych powodów Igor miał poważne obiekcje względem tego typu imprez i nie omieszkał ich wyrazić.
— Po pierwsze: co to za zlot, na którym najwyżej ze cztery statki będą? — zapytał sceptycznie Karkarow. — Właściwie to trzy, bo ja nie jestem pewien, czy tę łupinę Malloy'ego można uznać za pełnoprawny statek — dodał.
— Nie mów mu tego, bo się obrazi. — Proteus oderwał się od oglądania globusa i podszedł do okna. — Jakiś typ gapi się w tę stronę — zakomunikował po chwili, wyjrzawszy na zewnątrz.
— Jak wygląda? — zapytał Igor z roztargnieniem, o wiele mniej przejęty, niż należało w podobnej sytuacji.
— Ciężko powiedzieć — odparł Proteus z namysłem. — Długi płaszcz nieokreślonej barwy i zakazana gęba. Stoi przy płocie i pali papierosa. Mówi ci to coś?
— A, to nowy pomocnik woźnego. Jest tu od niedawna, a już chciałby podwyżkę. I jeszcze narzeka na niebezpieczne warunki pracy.
— Niebezpieczne?
— Zwierzaki go za bardzo nie lubią. Bystrooki ostatnio wykopał go z boksu. No, nieważne. Teraz w ogóle ciężko o dobrych pracowników.
— Mhm...
Proteus podszedł do krzesła stojącego przed biurkiem Karkarowa, teoretycznie przeznaczonego dla gości. Zauważył jednak, że zajmuje je kot. Zrezygnował z siadania na kocie i skinięciem różdżki przywołał sobie z kąta inne krzesło.
— Naprawdę nie rozumiem dlaczego tak się opierasz — powiedział.
Sięgnął po cukiernicę z zamiarem posłodzenia herbaty, którą poczęstował go Igor w przypływie niesamowitej jak na niego gościnności. Karkarow pilnie śledził jego poczynania. Kiedy zobaczył jak Proteus wsypuje do herbaty trzy czubate łyżeczki cukru, zrobiło mu się tak jakby trochę słabo, bo sam pijał wyłącznie gorzką.
— Co do liczby statków — kontynuował Proteus — pojawiając się, znacząco podniósłbyś liczbę uczestników. Poza tym... — Wskazał na niego łyżeczką. — Udział twojej fregaty byłby w dobrym tonie. Po tym wszystkim, co zawdzięczasz Towarzystwu... — Zamieszał herbatę.
— Po tych wszystkich kłopotach, chciałeś powiedzieć — mruknął Karkarow z niesmakiem i dolał sobie herbaty. — Nie chcę mieć z nimi nic do czynienia. To zgraja wariatów!
— I to mówi ktoś, kto kupił pływający wrak i zabrał się za jego umagicznianie...
— Ja nie przerabiam statków tak, żeby latały. Ani żeby pływały pod wodą, jak te tam, U-booty, na punkcie których Klinek ma obsesję. Ja jestem zwolennikiem tradycyjnej teleportacji. A to, co oni wyprawiają... — Mina Igora dobitnie wyrażała, co sądzi o tego typu odchyleniach od normy. — I nie pcham się do mugolskich regat! — podkreślił.
— Co robić, skoro u czarodziejów tego typu imprez nie uświadczysz... — Proteus bezradnie rozłożył ręce. Po chwili zauważył, że Karkarow przygląda się jego filiżance. — Co? — zapytał podejrzliwie.
— Ty naprawdę możesz to pić?
Proteus upił łyk herbaty.
— Faktycznie, jakoś mało słodka... — powiedział Proteus z namysłem.
Karkarow skrzywił się z niesmakiem.
Proteus wsypał do herbaty czwartą łyżeczkę cukru i starannie zamieszał, milcząc przez dłuższą chwilę.
— Wiesz, to dobra okazja, żeby się należycie zaprezentować — powiedział w końcu powoli. — Po tym co o tobie mówili... — zawiesił głos.
— Co mówili? — zaniepokoił się Igor.
— A, takie tam... — odparł wymijająco Proteus.
— O nie. Skoro już zacząłeś to powiedz — zażądał Karkarow.
— No, coś tam mi się obiło o uszy o wariacie, który kupił mugolski wrak i zapewne nie dał rady go wyremontować, bo jakoś o nim nie słychać.
— Fachowej prasy nie czytają? - oburzył się Igor. - Przecież był artykuł!
— Niektórzy nawet sądzą, że przy pierwszej próbie teleportacji poszedłeś na dno i już nie wypłynąłeś — dodał Proteus niewinnym tonem.
Karkarowa szlag trafił.
— Już ja pokażę tej zgrai oszołomów jak wygląda porządny magiczny żaglowiec! — warknął. — Kiedy jest ten zlot?
— No, wreszcie gadasz do rzeczy! — ucieszył się Proteus.
Dopiero później Igor doszedł do wniosku, że Proteus trochę go podpuścił. Ale ponieważ słowo się rzekło... Zresztą, zależało mu na prestiżu. Pozostało tylko dołożyć do statku kilka zaklęć ochronnych, tak na wsjaki sluczaj, i czekać aż kataklizm, zwany zlotem magicznych żaglowców, nastąpi.
