79. Pomyłka
Na sobotnie śniadanie Severus dotarł, jak zwykle, z opóźnieniem. Usiadł ciężko przy stole i od razu sięgnął po herbatę. Tego właśnie potrzebował po wczorajszym — herbata, dużo herbaty. Spojrzał na owsiankę, jakby ta miała zamiar go zaatakować. Odsunął talerz i zabrał się do przeglądania gazety, chociaż litery jakoś nie chciały składać się w wyrazy, o łączeniu w zdania w ogóle nie wspominając.
Po mniej więcej kwadransie i kolejnej filiżance herbaty zauważył, że czegoś wyraźnie brakuje w zwykłej, standardowej scenerii Wielkiej Sali o poranku. No tak, na śniadaniu nie było Karkarowa. Nikt mu nie żebrał o gazetę...
Snape nie zdążył nacieszyć się tym faktem, kiedy Karkarow jednak pojawił się na śniadaniu. Wyglądał, delikatnie mówiąc, nienajlepiej. Jakby przeciągnięto go pod kilem — pomyślał Severus, jednocześnie z irytacją zastanawiając się, skąd do głowy przyszło mu takie nonsensowne porównanie.
— Kiepski poranek? — zagadnął Snape cynicznie, zadowolony z faktu, że po ich zwykłej, piątkowej libacji jest w lepszym stanie od Karkarowa, co zdarzało się, trzeba przyznać, nieczęsto.
Igor tylko rzucił mu ponure spojrzenie i nalał sobie herbaty.
— Starzejesz się. Już nie możesz pić tyle co kiedyś — stwierdził Severus nie bez satysfakcji.
— E tam, to nie wcale nie od tego — odpowiedział w końcu Igor, kiedy już pokrzepił się filiżanką Rosyjskiej Karawany. — To znaczy, pośrednio. Trapy mi się pomyliły.
— Że co proszę? — zdziwił się Snape.
— A, szkoda gadać — Karkarow dolał sobie herbaty.
— Powiedz, to dam ci eliksir uśmierzający ból głowy.
— A masz? — ożywił się Igor.
— Jeżeli chodzi o eliksiry to ja wszystko mam — Snape pomyślał, że dobrze było przygotować duże zapasy tego przeciwbólowego eliksiru. W tym roku przydawał się jak nigdy. — No, mów.
Karkarow milczał jeszcze przez chwilę.
— No dobra, niech ci będzie — rzekł ściszonym głosem. Niepotrzebnie zresztą, bo o tej godzinie przy stole nauczycielskim nie pozostało już wiele osób. — Wczoraj, przyznaję, ostro pojechaliśmy i trochę mi szumiało w głowie, jak wracałem na statek. No i... eee... w oczach mi się trochę dwoiło — Karkarow szarpnął swoją kozią bródkę z zakłopotaniem. — Trafiłem na trap, tylko nie na ten co należało...
To, co wydarzyło się chwilę później, miało być długo wspominane przez świadków, chociaż oczywiście przyczyna tak nietypowej dla Mistrza Eliksirów reakcji na zawsze pozostała dla nich tajemnicą.
Snape zaczął się śmiać.
