80. Mapa
— Można na moment przeszkodzić? — Do gabinetu Karkarowa zajrzał Kamzoj: nauczyciel Wstępu do Teorii Czarnej Magii, Magii Orientalnej, pierwszy oficer na statku i pomocnik Igora w jednym.
— Można — odparł Karkarow ponuro.
— Coś się stało? — zapytał Kamzoj z grzecznym i umiarkowanym zainteresowaniem.
Dyrektor wymownym, pełnym zrezygnowania gestem wskazał na stosik uczniowskich prac, które najwyraźniej przed chwilą sprawdzał. Kamzoj podszedł do biurka dyrektora, wziął do ręki pierwszą z brzegu kartkę i uważnie obejrzał.
— Mapki? Sprawdza pan poziom wiedzy tej nowej grupy na nawigacji?
Igor skinął głową.
— Rezultaty są porażające.
— Aż tak źle?
— Dno dna. Wszyscy z tych nowych roczników są zupełnie beznadziejni, poza nielicznymi wyjątkami. Chcieliby pływać, a ledwie potrafią zlokalizować Atlantyk. Wyobraź sobie, że ostatnio wymyślili Morze Kretyńskie i Morze Zmory...
Kamzoj uniósł brwi w lekkim zdziwieniu.
— Znaczenia pierwszego się domyślam, ale to drugie?
— Morze Marmara — wyjaśnił Karkarow. — I ja mam potem pozwolić takim sterować statkiem? Pomylą obliczenia kursu i wylądujemy na Kaukazie... Mało tego, na ostatnich zajęciach jeden taki upierał się, że do Morza Karskiego uchodzi rzeka Bajaderka...
— O, to coś nowego — Kamzoj uśmiechnął się lekko. — Może był głodny, to mu się tak spożywczo Bajdarata skojarzyła? No, ale cóż, teraz przynajmniej zapamięta.
Mina Karkarowa jednoznacznie wyrażała, że wcale nie uważa tego za zabawne.
— Jeżeli mają z tym problemy, to może trzeba z nimi jeszcze raz przerobić materiał, a potem dać im szansę na poprawę? — zasugerował Kamzoj. — Bez podstaw ani rusz.
Kamzoj miał rację. Strach pomyśleć co będzie, kiedy przyjdzie do obliczania pozycji statku według Słońca i gwiazd, skoro niektórzy nie potrafili odróżnić długości od szerokości geograficznej... Problem polegał, że Igor, przy całym nawale zajęć, jaki miał na głowie, niespecjalnie miał ochotę jeszcze i na to.
Kamzoj jakby czytał w jego myślach.
— Jeżeli nie ma pan czasu na powtórki, to ja chętnie popracuję z tą grupą — zaofiarował się.
Igor spojrzał na Kamzoja tak, jakby tamten był co najmniej niepoczytalny.
„Ech, ci młodzi nauczyciele. Zawsze pełni entuzjazmu..." — pomyślał. Też kiedyś go miał. Przez całe trzy lata. A może dwa?
Ciekawe na jak długo starczy tego zapału Kamzojowi.
