83. Ochotnik
Aleksiej Poliakow przez moment nie wierzył w to co widzi. Tuż przed nim, na wyciągnięcie ręki, stał Karkarow. Nie było to niczym dziwnym, w końcu starego kozła widywał codziennie, czasami znacznie częściej, niż miałby na to ochotę. Problem polegał na tym, że nie powinien go oglądać na oczy zaraz po obudzeniu.
Rozejrzał się dookoła nieprzytomnym wzrokiem. Otoczenie też było jakieś takie niewłaściwe. I w dodatku wszyscy patrzyli się na niego. Niedobrze. Do Aleksieja dotarła straszna prawda: zasnął na lekcji. I to w dodatku na Teorii Czarnej Magii.
Katastrofa!
— Czy w ten sposób daje mi pan do zrozumienia, że dzisiejszy temat nie jest szczególnie zajmujący? — zapytał Karkarow łagodnym i życzliwym tonem, który bynajmniej nie zwiódł Aleksieja. Z doświadczenia wiedział, że im spokojniejszy był głos Karkarowa, tym gorzej.
— Nie, ja... to znaczy, ten tego... — zaczął Poliakow nieudolnie i umilkł, wiedząc, że każde wypowiedziane przez niego słowo może tylko pogorszyć jego sytuację.
— O ile dobrze pamiętam, bardzo panu zależało, żeby znaleźć się w tej grupie — dodał Karkarow i spojrzał na Aleksieja tak, że naprawdę zrobiło mu się głupio. Nieszczęśnik poczerwieniał i wbił wzrok w pulpit; najchętniej schowałby się pod swoją ławką.
— Miałem zamiar wyznaczyć kogoś do referatu na przyszły tydzień, ale to już chyba nie będzie konieczne... Mamy już ochotnika, prawda? Jak sądzę, nie będzie pan zgłaszał żadnych obiekcji? — zapytał retorycznie Karkarow.
Aleksiej nie miał pojęcia o jakim referacie Karkarow mówi, bo to chyba właśnie był ten kawałek lekcji, który przespał. Miał nadzieję, że po zajęciach dowie się od kolegów o co właściwie chodziło.
Tamtego dnia, na pierwszych zajęciach z Teorii Czarnej Magii na szóstym roku, Aleksiej fatalnie podpadł staremu kozłowi, który od tego czasu zaczął zwracać na niego baczniejszą uwagę. Rok później miał u niego jeszcze gorsze notowania, bo wygłupił się koszmarnie z komentarzem o poniewierającej się po pokładzie statku buchcie.
Posiadając wyjątkowy talent do narażania się Karkarowowi szybko stał się swojego rodzaju przeciwwagą dla Wiktora Kruma. Nie ulegało wątpliwości: Aleksiej Poliakow był najmniej ulubionym uczniem Karkarowa.
