85. Pudding

Wielka Sala, obiad.

Igor był całkowicie pewien, że do puddingu nie przekona się nigdy w życiu. Nawet za budyniem jakoś specjalnie nie przepadał, a co dopiero za tą słoną, wodnistą papką, pretendującą do miana pełnowartościowego posiłku.

— Jak ty możesz to jeść? — powiedział ze zgrozą Karkarow, widząc, jak Snape delektuje się tym specjałem.

Severus spojrzał na swój talerz, potem na Igora, a potem jeszcze raz na talerz, tak na wszelki wypadek.

— A co? — zapytał podejrzliwie. — Nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Bardzo dobry pudding.

Karkarow przypomniał sobie, jak wygląda poranna owsianka Snape'a i w zasadzie przestał się dziwić jego preferencjom.

— Jesteś zbyt wybredny — stwierdził Severus z dezaprobatą.

— Nieszczęśni ludzie — westchnął Igor. — Nawet nie wiecie, co tracicie.

— Taaak? A cóż to za niezwykłe specjały są u was? — zainteresował się Snape.

— Schabowy. Barszcz — odparł Karkarow bez namysłu. — Kulebiak. Pierogi. O, albo watruszki. — Rozmarzył się. — To jest dobra rzecz. Ale na słodko.

Snape nie do końca pojął, o czym mówił Igor, bo Karkarow, nie znając wszystkich odpowiedników nazw rodzimych potraw w obcym języku, pomieszał angielski z rosyjskim.

— Cóż, ale w gościnie będąc...

— Tak, wiem — mruknął Igor bez entuzjazmu. — Darowanemu hipogryfowi nie zagląda się w dziób.

Z pewnym trudem uwolnił się od wizji watruszków i z rezygnacją zdecydował się na element zastępczy w postaci potrawki z kurczaka.