88. Nauczyciel

Jak było do przewidzenia, wezwanie do dyrektora jednak dostał. Na spotkanie poszedł nawet bez większych obaw. Ostatecznie był pewien słuszności swojego sposobu nauczania, a skoro tak, to racja znajdowała się po jego stronie. Sprawę należało wyjaśnić, im wcześniej, tym lepiej.

Punktualnie o drugiej zapukał do drzwi dyrektorskiego gabinetu.

— Dzień dobry — powiedział, wchodząc.— Można?

— Dzień dobry. Proszę siadać, panie kolego. Proszę siadać — zaprosił go dyrektor. — Chwileczkę.

Zgarnął na jeden stos jakieś papiery, zaścielające biurko, wśród których Igor dostrzegł protokoły ocen, odstawił na bok szklankę z fusami po kawie, i dopiero wtedy zajął się Karkarowem.

— No, panie Igorze, cóż to za historia z tymi egzaminami? — zapytał Wawiłow z wyrazem życzliwego zainteresowania na okrągłej twarzy. Dyrektor był łagodnym człowiekiem i raczej nie istniało ryzyko, że będzie chciał od razu ukręcić łeb Karkarowowi.

Igor odetchnął w duchu.

— Żadna historia, panie dyrektorze. Nie nauczyli się po prostu.

— Ależ co pan opowiada, drogi panie, co pan opowiada. Aż tak źle? — zmartwił się dyrektor. — Ale żeby tylko siedem osób na czterdzieści zdało?

— Na trzydzieści dziewięć — sprostował Karkarow, zastanawiając się czy już powinien zacząć się przejmować. Fakt, wyniki były tragiczne. Najgorzej wypadł piąty rok, i właśnie o ten wybuchła cała ta awantura. Ktoś poleciał ze skargą do dyrektora, szkalując wymagającego nauczyciela, no i się zaczęło... Fatalne wyniki tego roku trochę go, prawdę mówiąc, zdziwiły. Coś chyba powinni byli umieć? Zwłaszcza, że za pół roku egzaminy końcowe z przedmiotu... Szósty i siódmy jakoś sobie poradziły, nikt głupich pretensji nie zgłaszał. No, ale z drugiej strony to już była specjalizacja. Może faktycznie odrobinę przesadził z tym poziomem trudności? Powinien był wziąć pod uwagę, że nim zaczął uczyć, to Teoria Czarnej Magii trochę kiepsko stała. Te parę miesięcy mogło nie wystarczyć na nadrobienie zaległości... Rok wcześniej mieli zajęcia z jakąś panienką, która nie za bardzo orientowała się, czego właściwie uczy, dwa lata temu też był jakiś niedorobiony nauczyciel, chyba jeszcze gorszy. Po odejściu starego Kazanowa na emeryturę, z którym Igor sam miał zajęcia, i którego na całe życie zapamiętał, rychło okazało się, że niełatwo o odpowiedniego kandydata na stanowisko nauczyciela Teorii Czarnej Magii.

— Będzie poprawa — powiedział Karkarow odrobinę niepewnie. Nie dlatego, że nie był pewien czy poprawa będzie, tylko wątpił czy uczniowie, którzy się po prostu nie nauczyli, wyciągną jakieś wnioski z porażki i następnym razem solidniej się przyłożą.

— Niechże im pan da szansę. Cóż to będzie na końcu roku?

— Otóż to. Muszą więcej pracować, jeżeli chcą dobrze zdać końcowy egzamin.

Wawiłow dostrzegł dość złowieszczy błysk w oku nowego profesora od Teorii Czarnej Magii i przemknęło mu przez myśl, że oto ma do czynienia z drugim Kazanowem. Wyglądało na to, że Karkarow weźmie uczniów ostro w obroty. Zaczął się zastanawiać, czy rezultaty tego będą wymierne.

Pół roku później okazało się, że istotnie były.

I to nawet nieco więcej niż wymierne.