89. Dom

Wiedział, że ta wizyta nie będzie przyjemna, ale nie mógł jej już dłużej odwlekać.

Zatrzymał się przy lekko uchylonej bramie i rozejrzał dookoła. Gałęzie drzew rosnących w ogrodzie były jeszcze bezlistne, a na wyszarzałym po zimie trawniku gdzieniegdzie leżały opadłe, zeschnięte liście.

Tego słonecznego, wiosennego dnia rodzinny dom sprawiał szczególnie ponure wrażenie.

Minął bramę i powoli podszedł do drzwi wejściowych. Zawahał się jeszcze i w końcu pociągnął za sznur dzwonka.

Po nieskończenie długiej chwili usłyszał odgłos kroków.

Otworzyła mu Anna. Wymruczał jakieś powitanie, ale siostra nie odpowiedziała. Wsparta o framugę tylko spoglądała na niego tak, jakby nie mogła uwierzyć, że naprawdę ma przed sobą brata, który praktycznie nie dawał znaku życia od ośmiu lat.

— Wejdź — powiedziała w końcu, otwierając szerzej drzwi i przepuszczając go do środka.

Zapewne miała zamiar dodać coś jeszcze. Ale kiedy już przyjrzała mu się uważniej...

Nikt nie wygląda dobrze po Azkabanie. Minął niecały miesiąc, od kiedy go wypuścili. Może odzyskał większość fizycznych sił – organizm ludzki jest w stanie znieść zadziwiająco dużo – ale tamten mrok pozostał w nim już na zawsze. Anna spojrzała mu w oczy i dostrzegła w nich coś, czego nie widywała wcześniej u brata.

— Na litość, Igor... Gdzieś ty był przez te wszystkie lata? — zapytała cicho.

„Nie chciałabyś wiedzieć" — pomyślał.

Pół godziny później siedzieli w kuchni nad gorzką herbatą.

— Żenia usiłował dowiedzieć się, co się z tobą dzieje... Nie było łatwo, ale w końcu mu się udało — spojrzała na brata. Igor odwrócił wzrok. — Nie mogliśmy w to uwierzyć.

Cisza, jaka zapadła po jej słowach, była przytłaczająca. Nie miał pojęcia, ile naprawdę wiedzieli. I na razie wolał nic więcej nie mówić. Dobrze, że nie spotkał żadnego z braci. Był pewien, że Jewgienij wszystko by z niego wyciągnął. Igor nigdy nie potrafił nic ukryć przed najstarszym z braci. A z Aleksandrem pewnie od razu by się pokłócił.

Przyszłość pokazała, że jego przypuszczenia były słuszne.

— Mama nic nie wie. Woleliśmy jej tego oszczędzić. W tym stanie... — Anna urwała na chwilę, usiłując ukryć drżenie głosu. — Choroba wciąż postępuje. Na to nie ma lekarstwa.

Umilkła, ukrywając twarz w dłoniach.

Igor poczuł się nad wyraz niezręcznie. Chciałby ją wziąć w ramiona i pocieszyć, ale od jakiegokolwiek gestu powstrzymywała go rezerwa, jaką u niej wyczuwał.

— Mama chciała cię zobaczyć — powiedziała Anna. — Więc kiedy dowiedzieliśmy się, że wróciłeś...

Igor wyczuł wiszące w powietrzu niezadane pytania.

— Pójdę do mamy teraz — rzekł, szybko wstając od stołu.

W milczeniu przeszli do holu. Dopiero przy schodach Igor zdobył się na to, by coś powiedzieć.

— Gdybym wiedział wcześniej... — zaczął i urwał, zdając sobie sprawę z tego, jak mało przekonująco to brzmi. Nawet gdyby wiedział o chorobie matki, nie pojawiłby się w rodzinnym domu, ani wtedy, gdy tropili go aurorzy, ani tym bardziej, gdy siedział w Azkabanie. I Anna musiała o tym wiedzieć.

— Igorze... — Głos siostry zatrzymał go w połowie schodów. Spojrzał na nią. — To ty zerwałeś z nami kontakty. — Nie czekając na jego odpowiedź, wróciła do kuchni.

Igor westchnął i wszedł na piętro. Delikatnie uchylił drzwi sypialni i zajrzał do środka. Zaciągnięte story przepuszczały niewielką ilość światła. Poza tym pokój wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętał z czasów dzieciństwa.

Podszedł bliżej łóżka.

Serce mu się ścisnęło, gdy dostrzegł jak bardzo zmieniła ją choroba... Poczuł się jak ostatni drań. Powinien być tu przy niej, przy rodzinie...

Zatrzymał się, niepewny, czy budzić ją ze snu.

Matka, jakby wyczuwając jego obecność, powoli otworzyła oczy.

— Igor? — zapytała z niedowierzaniem słabym głosem. Brzmiąca w tym jednym słowie nutka radości tylko spotęgowała jego poczucie winy.

Przysiadł na brzegu łóżka, delikatnie ujmując jej leżącą na pościeli dłoń.

— Tak, to ja — powiedział łagodnym tonem.

Przymknęła na moment oczy. Jej twarz, pobrużdżona zmarszczkami, wygładziła się.

— Synu... wróciłeś.