91. Kurier

— Igor Karkarow — przedstawił się, wyciągając rękę w stronę nieznajomego.

Tamten tylko spojrzał na niego i uśmiechnął się jakoś tak pogardliwie. Mężczyzna był młody, czarnowłosy i czarnooki, z wydatnym, haczykowatym nosem. Karkarow oceniłby jego wiek na nie więcej niż dwadzieścia lat.

— I kogo tutaj tym razem przywlokłeś? — zapytał Dołohowa, nie kryjąc niechęci.

Antonin rzucił mu zniecierpliwione spojrzenie.

— Daj spokój. To był przypadek. On jest sprawdzony. — Wskazał na Igora. — To nowy kurier.

Nieznajomy lekkim uniesieniem brwi dał znać, że przyjął to do wiadomości. Przyjrzał się dobrze Karkarowowi i to było wszystko w kwestii zacieśniania znajomości. Przeniósł spojrzenie na Dołohowa.

— Co z towarem? — zapytał krótko.

— Świetny. Próby wypadły dobrze. Jest najwyższej jakości.

— Wiedziałem — powiedział młodzieniec. Pozornie zachował spokój, ale nie zdołał ukryć błysku w oku.

— Od razu dostaliśmy zamówienia na kolejne partie. Pójdzie jak woda. Ile jesteś w stanie tego wyprodukować?

— Każdą ilość.

— Ile potrzebujesz czasu?

— Jeżeli znów nie nawali zaopatrzenie — powiedział ironicznie — to mogę zacząć od jutra. Pierwsza partia będzie gotowa za sześć dni.

— Doskonale. — Dołohow wskazał na Karkarowa. — On zgłosi się do ciebie w środę. Może być?

Młodzieniec tylko skinął głową.

Karkarow nie brał udziału w rozmowie. Dyskretne rozejrzał się po pomieszczeniu. Położone w suterenie i nisko sklepione, nie sprawiało przyjemnego wrażenia. Ściany były brudne, podobnie jak wylana betonem podłoga. Niewielkie okienka, znajdujące się pod sufitem, prawie nie przepuszczały światła. Oświetlenia dostarczała zwykła mugolska żarówka, wisząca pod sufitem na kablu. Całe umeblowanie stanowiło jedno krzesło, a pod jedną ze ścian stała duża ilość kartonowych pudeł. Po prawej znajdowało się przejście prowadzące do kolejnych pomieszczeń i Karkarow domyślał się, że tam właśnie koncentruje się zasadnicza część działalności nieznajomego.

Dołohow i młodzieniec porozmawiali jeszcze chwilę, uzgadniając szczegóły co do wielkości pierwszej partii i terminu odbioru. Igor niezbyt orientował się, o jaki towar chodzi i uznał za słuszne się nie wtrącać.

Młodzieniec wymienił pożegnalny uścisk dłoni z Dołohowem i dopiero teraz spojrzał ponownie na Karkarowa. Wcześniej całkowicie ignorował fakt jest obecności. Wahał się przez chwilę, ale ostatecznie wyciągnął rękę na pożegnanie.

— A więc do środy — powiedział. — Tylko nie przywlecz tutaj za sobą jakiegoś ogona.

Opuścili samotny budynek o zmierzchu. Przedmieścia Londynu sprawiały wrażenie zupełnie wymarłych. W najbliższym rzędzie szeregowców nawet nie paliło się światło. Strona gazety, którą wiatr przeganiał po ulicy, była jednym ruchomym elementem otoczenia.

— Zapamiętałeś dobrze miejsce? — zapytał Antonin.

Karkarow twierdząco kiwnął głową. Był pewien, że trafi tutaj bez trudu.

Deportowali się tuż za rozklekotaną bramą.

Dopiero później, kiedy wpadli do mieszkania Antonina na kolację, Igor, nie mogąc powstrzymać ciekawości, zapytał Dołohowa:

— Co on produkuje? — zapytał niby to przy okazji, krojąc chleb. Tutejsze wypieki doprowadzały go do rozpaczy, w żadnym wypadku nie umywając się do prawdziwego, żytniego razowca, ale tak czy inaczej, kolację jakąś trzeba było zjeść.

Dołohow spojrzał na niego tak, jakby zastanawiał się, co odpowiedzieć.

— Eliksiry. I niech ci to wystarczy.

— Co on taki podejrzliwy?

— A, szkoda gadać — machnął ręką Antonin, smarując kromkę chleba masłem, najtańszym i przy tym jedynym, które nie było słone. — Trafiła nam się wtyka z psiarni.

— Nie było wpadki? — zaniepokoił się Karkarow, odkładając widelec.

— Nie, ale trzeba było przenosić całe laboratorium. Mówię ci, zamieszanie nie z tej ziemi — stwierdził z niesmakiem Dołohow.

— No, a co z tamtym...?

— Och, o to niech cię głowa nie boli — powiedział Antonin, z zapałem piłując przytępym nożem pomidora. — Z tego co wiemy, nie zdążył puścić farby. Nasi szybko go wyczuli. A teraz to już nic nie powie.

Igor poczuł ucisk w gardle i to bynajmniej nie dlatego, że kęs kanapki z wędliną stanął mu w gardle. Szybko pozbył się tego nieprzyjemnego wrażenia, spłukując je wraz z przeszkodą w przełyku wódką.

— Dam ci dobrą radę — powiedział Dołohow powoli. — Lepiej się za dużo nie dopytuj. To zawsze źle wygląda. Rób swoje. Procent od transakcji dostaniesz, nie bój się.

Antonin rozlał resztę alkoholu do kieliszków.

— I jeszcze jedno, Igor — urwał i dokładnie posolił pomidora. Spojrzał na Karkarowa. — W naszej branży raczej nie posługujemy się nazwiskami.